-Przecież ono nic nikomu nie zrobiło. Czasem jestem podła, ale w życiu bym tego nie zrobiła.-Dziewczyna uspokoiła się i otarła łzy- Ja już je kocham.
Uśmiechnęła się i przytuliła do Rose. Wstała z krzesła i razem z przyjaciółką udała się do jakiejś pielęgniarki, która miała pobrać jej krew. Usiadła na stołku. Starsza kobieta w białym kitlu wbiła długą igłę w skórę dziewczyny, której popłynęły łzy. Rose zaczęła się z niej śmiać, bo przecież to tylko zwykłe pobieranie krwi, które wcale nie jest takie bolesne. Amy w podzięce za wsparcie posłała przyjaciółce spojrzenie, które dosłownie mogło zabić i gdyby nie to, że igła nie została jeszcze usunięta z jej ciała dziewczyna dawno rzuciłaby się na nią i strzeliła przez głowę. Nie lubiła żadnego typu badań a poza tym była nie odporna na ból. Wszystko odczuwała dwa razy mocniej. Rose o tym doskonale wiedziało, ale nie zmieniało to faktu, że ją to bawiło.
Kobieta wyjęła ze skóry Amy strzykawkę, co spowodowało u niej kolejną falę bólu a u Rose kolejną dawkę śmiechu. Pielęgniarka podała dziewczynie wacik by zakryła nim małą ranę i poprosiła o przyjście po wyniki za około dwie godziny. Dziewczęta wolny czas postanowiły spędzić w ich ulubionej kawiarni. Usiadły w jakimś ciemnym kącie. Obydwie nie lubiły rozmawiać w zatłoczonych miejscach, w których wszyscy słyszą ich rozmowę, dlatego starały się prawie szeptać. Podeszła do nich kelnerka i zebrała zamówienia. Rose wybrała swój ulubiony deser- Owoce leśne z kremem waniliowym oblane karmelem, a Amy sok pomarańczowy i banany w cieście oblane czekoladą.
-Kiedy zamierzasz powiedzieć o wszystkim Louisowi?- Zapytała się po dłuższej chwili milczenia Rose.
-Jeszcze nie wiem, ale chyba dzisiaj. Mają krócej próby, więc nie będzie tak zmęczony. A poza tym Louis i tak będzie się mnie wypytywał o wizytę u lekarza i nie dam rady ukryć tego przed nim.
-Masz rację. Lepiej żeby dowiedział się o tym teraz. Jak myślisz jak zareaguje?
-Nie wiem- Amy zaczęła martwić się przyszłością. Nie wiedziała czy zdoła zaopiekować się dzieckiem, stworzyć mu normalną, kochającą rodzinę i wychować na porządnego człowieka. Bała się tego, co będzie, ale wiedziała, że musi być silna. Musi- Możemy już o tym nie mówić, Rose? Proszę!
-Ok. To, o czym chciałabyś porozmawiać?
-Rose nie zauważyłaś, że Niall dziwnie się zachowuje od wczoraj?
-Ymm.. Wiem. To przez to, że jestem z Harrym. On się martwi. Trochę za bardzo, ale i tak go kocham. Jest jedyny w swoim rodzaju.- Rose zawsze podziwiała kuzyna za to, jakim był człowiekiem. Był najbardziej opiekuńczą, czułą i miłą osobą, jaką kiedykolwiek poznała.
-Jakby miał dziewczynę, to by się tak nie martwił. Byłby zajęty swoimi sprawami.
-Amy.. Proszę Cię. Niall już taki jest i nie zmienimy go jakąś panienką, która zawróci mu w głowie.
-Może masz rację, ale wiesz... Gdyby on kogoś miał było by mu dużo łatwiej zrozumieć to, że ty też potrzebujesz miłości i osoby, która Cię zrozumie bez słów.
-Nie jestem tego tak pewna. Nawet, jeśli jaka kolwiek kobieta była by w stanie zawrócić mu w głowie i tak nie wygra z jedzeniem.
Obie dziewczyny zaczęły się śmiać. Czas leciał nieubłaganie szybko. Musiały już zbierać się w drogę powrotną do szpitala. W Londynie jak zawsze o tej porze były straszne korki. Dziewczyny doszły do wniosku, że nie ma sensu tłuc się przez miasto taksówką i poszły pieszo. Weszły z powrotem do tego samego wielkiego budynku i skierowały się do recepcji, w której można było odebrać wyniki. Młoda pielęgniarka podała dziewczynie szarą kopertę. W środku znajdowała się kartka z jakimiś cyframi, z których dziewczęta nic nie rozumiały. Weszły schodami na pierwsze piętro gdzie znajdował się gabinet lekarza, który dziewczęta odwiedziły ostatnio. Na krześle siedziała ta sama kobieta, w tym samym stroju, z tak samo sztucznym uśmiechem jak ostatnio. Amy podała jej kopertę z wynikami.
-Dziecko drogie! Masz tragiczne wyniki. Potrzebujesz więcej żelaza, wapnia i ogólnie całej masy witamin. Zapiszę ci tabletki, ale poza nimi musisz jeść wiele warzyw i owoców. Badanie powtórz za tydzień i przyjdź do mnie z powrotem, ale jeżeli twoje wyniki się nie poprawią to będziesz musiała zostać na jakiś czas w szpitalu.
-Ok. Obiecuję, że zacznę o siebie bardziej dbać- Amy trochę się wystraszyła. Bała się, że przez to, że wcześniej nie zwracała uwagi na swoją dietę i na to ile je witamin dziecku może się coś stać.
Obie dziewczyny podziękowały pani doktor i wyszły z gabinetu. Udały się szybko do hotelu. Tym razem zamówiły taksówkę, ponieważ Amy była zbyt zmęczona, aby przejść dwa kilometry. Chłopcy zaraz także mieli wrócić. Amy rzuciła się na kanapę, a Rose zaparzyła kawę. Podała filiżankę przyjaciółce filiżankę i zabrała się za przygotowywanie kolacji. Wyjęła z lodówki kawałek mięsa. Pokroiła je w kostkę i podsmażyła na patelni. Wsypała je do sałaty i zalała sosem koperkowym. Do tego pokroiła pomidory koktajlowe zalane czerwonym winem.
-Słuchaj Amy! Wyciągnę dzisiaj chłopaków na zwiedzanie Londynu czy coś, a ty w tym czasie masz porozmawiać z Louisem, rozumiesz?
-Nie za bardzo. Myślisz, że będą chcieli z tobą dzisiaj gdzieś iść? Oni na pewno ledwo żyją.
-Proszę cię! Czy ty zawsze musisz wszystko widzieć w takich czarnych kolorach? Zrobiłam wam sałatkę a w kredensie stoi wino.
-Rose, zapomniałaś chyba, że nie mogę pić.- Amy teatralnie przewróciła oczami.
-Przepraszam skarbie- Rose zachichotała- kupię ci soczek, albo zadzwonię do Hazzy i jak będą wracać, to on kupi Ci ten soczek. Ok?
-Ok.- Dziewczyny mocno się przytuliły.
Rose wyjęła komórkę i zadzwoniła do swojego chłopaka. Odebrał Niall.
-Cześć Mała. Co tam? U Amy wszystko w porządku?
-No można powiedzieć, że w porządku- Rose zaczęła się śmiać, na co jej przyjaciółka szarpnęła ją w ramię- Kiedy wracacie?
-Już jesteśmy w drodze, a co chcesz?
-Kupcie sok, ok?
-Spoko. Czekaj chwilę. Harry coś od ciebie chce.- W słuchawce telefonu zaczęło coś szumieć. Rose słyszała jakieś krzyki, śmiech i nagle jej uszą dobiegł słodki głos Harrego.
-Cześć skarbie? Wszystko u ciebie w porządku?
-Mhm.- Dziewczyna chciała już by chłopak był przy niej i mogła się do niego przytulić. Nie mogła się doczekać, kiedy wejdzie przez próg drzwi wprost do hotelowego pokoju, a ona żuci mu się na szyję- Harry jak przyjedziecie to musimy wyjść. Wszyscy poza Lou. Tylko nic mu nie mów, ok?
-Ok, ale, o co chodzi?
-Nie mogę ci teraz powiedzieć. Dowiesz się w swoim czasie.
-No dobrze. Jestem chyba w stanie wytrzymać kilka minut bez tej informacji. Muszę już kończyć. Kocham Cię Rose.
-Ja ciebie też.
Rozłączył się. Dziewczyna poszła do łazienki przebrać się na wieczór. Nie mogła się przebrać, bo pranie nadal nie było wstawione. Jedyne, co zrobiła to zmieniła delikatny makijaż na bardziej wyrazisty a włosy związane w kucyk rozpuściła i zakręciła na lokówce. Po pół godziny w drzwiach pojawili się chłopcy. Nikt poza Harrym nie wiedział, że gdzieś wychodzicie, więc Rose delikatnie zasugerowała chłopcom by zeszli na dól. Lou został z Amy i usiedli razem na kanapie.
-Może coś zjemy?- Amy zaproponowała chłopakowi. Oboje zasiedli do stołu. Dziewczyna nałożyła mu sałatki i nalała wina. Sama napiła się soku pomarańczowego kupionego jej przez Harrego. Panowała wokół nich nie zręczna cisza, którą przerwał Louis.
-Co powiedział Ci lekarz? Mam nadzieję, że nic ci nie jest?- Amy na chwilę zamilkła, po czym wzięła głęboki oddech i wstała z krzesła. Oficjalnym tonem zwróciła się do swojego chłopaka.
-Kochanie... Muszę Ci o czymś powiedzieć. Będziesz ojcem.
Od Autorki:
Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Jestem na siebie za to zła. Przez prawie dwa tygodnie nic nie dodałam. Najpierw miałam masę nauki potem dostałam szlaban, ale tak już bywa. Postaram się wam to wynagrodzić w najbliższym czasie i dodać więcej rozdziałów. A tak poza tym to kocham was wszystkich. A tak poza tym to kocham was. Każda osoba, która to czyta codziennie rano motywuje mnie do wstania z łóżka. Każdy komentarz każde wejście tutaj powoduje na mojej twarzy uśmiech. Dziękuję. <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz