sobota, 2 czerwca 2012

Rozdział dwunasty: Brukowce

  Nadia obudziła się parę minut przed południem . Była już spóźniona na próbę, ale nie martwiła się tym. Coś wymyśli.  Zayna już nie było. Na pewno nie chciał jej budzić jak wychodził do studia. Dziewczyna szybko wybiegła z łóżka i weszła pod prysznic. Umyła się swoim ulubionym żelem pod prysznic o zapachy mięty i czekolady. Wciągła na nogi musztardowe rurki podwijane na końcach i bordowe Conversy, które Zayn poprzedniej nocy zostawił u niej w pokoju. Były na nią kilka rozmiarów za duże, ale strasznie się jej podobały. Do tego wszystkiego ubrała na siebie szary T-shirt z Garfieldem. Dzisiaj jej ciało było obolałe i bolało ją gardło. Wczoraj zmarzła i teraz jest przeziębiona. Zayn miał racje, że tak będzie. „Od dzisiaj będę się go słuchać we wszystkim”- pomyślała dziewczyna owijając gardło szalikiem. Była już kompletnie ubrana. Zrobiła jeszcze tylko lekki makijaż, wzięła z wieszaka czarną, skórzaną kurtkę i ubrała czarne Ray-Bany, które także zostawił u niej. Lubiła nosić cudze ubrania. Ilekroć na nie spojrzała przypominało jej się o właścicielu danego przedmiotu. Nadia spojrzała na zegarek. Było po pierwszej. Do studia miała pół godziny szybkiego marszu, także była by w studiu przed drugą. Szybko pogasiła światła w łazience i poszukała kluczy. W ostatniej chwili uchwyciła czarną kopertówkę ze złotym zapinaniem, do której wrzuciła komórkę i butelkę wody mineralnej po czym wyszła z małego mieszkania wprost na korytarz i zamknęła drzwi. Oczywiście akurat dzisiaj winda musiała się zaciąć. Po dwunastu minutach zbiegania po schodach była już na parterze. Zdziwiła się bo ujrzała tam Zayna razem z Niallem krzyczącym na Harrego. Mulat o brązowych oczach przyglądał się ich kłótni z boku co jakiś czas wtrącał się i próbował uspokoić blondyna. Nadia podeszła do swojego chłopaka z lekko zdziwioną miną gapiąc się tempo w blondyna. Zayn tak jak ona obserwował Irlandczyka, który krzyczał na Harrego, ale gdy tylko podeszła do niego jego ukochana dziewczyna nie mógł oderwać od niej wzroku. Objął ją w tali i pocałował w policzek. 
  -Wiesz co zatrzymaj sobie te okulary. Wyglądasz w nich lepiej ode mnie.- uśmiechnął się do niej chłopak.- Ale buty to będę musiał załatwić ci mniejsze.
  -O co oni się kłócą? Poprawka. Dlaczego Nialler wydziera się na loczka?
  -Skomplikowane. Wracaj na górę i połóż się w łóżku. Mówiłem, że będziesz hora. Wszystko ci zaraz opowiem, ale nie tutaj. Zaraz zrobi się tu na pewno spore zamieszanie.
  -Nie mogę zostać. Musze lecieć na próbę. I tak jestem już spóźniona. Wszyscy mnie zabiją- dziewczyna powiedziała w pośpiechu kierując się już spojrzeniem do wyjścia- naprawdę chciała bym z tobą porozmawiać, ale nie teraz.
  -Oj ty mój głuptasku. Jak się śpi do południa to potem się nie wie, że dzisiaj nie ma żadnych prób. Wracaj na górę!- Zayn przyciągnął ją do siebie i pocałował- I bez żadnego marudzenia, marsz do łóżka! Ja musze uspokoić tego naszego blond gorylka bo nam biednego Hazze doprowadzi do płaczu. Zaraz do ciebie przyjdę.
Nadia z powrotem wdrapała się na piętnaste piętro i nie rozwiązując butów zsunęła je ze stup. Rozłożyła się na łóżku czekając aż Zayn wróci. On natomiast wkroczył do akcji i starał się ogarnąć całą sytuacje.
  -Niall. Do cholery jasnej ogarnij- Wydarł się mulat próbując zagłuszyć blondyna. W oczach Irlandczyka stanęły łzy. Zresztą jak zawsze gdy ktoś na niego krzyczał lub miał do niego jakieś pretensje.
  -Łatwo ci mówić. On mnie oszukał Zayn. Rozumiesz. Oszukał. On ją zranił. Zranił moją małą Rose. Moją biedną, małą Rose- mamrotał pod nosem nie próbując nawet hamować łez- Wiedziałem, że jest taki jak wszyscy. Że chce ją tylko i wyłącznie wykorzystać, ale nie. Wy wszyscy zawsze wiecie lepiej.
  -Niall. Nie mam na ciebie już siły. Zrozum, Rose jest dorosła. Odpowiada sama za siebie- Zayn nie zdążył dokończyć bo Niall był przy wyjściu- Wróć jak zmądrzejesz!- Krzyknął mu na odchodne.
Zayn poklepał Harrego po ramieniu i pobiegł na górę  do swojej dziewczyny. Nadia prawie spała, ale dźwięk otwierających się drzwi spowodował, że usiadła na łóżku i spojrzała na chłopaka swoimi inteligentnymi, dużymi oczami.
  -Zayn. Coś się stało? Czemu jesteś zły?
  -Niall jak zwykle zachowuje się jak duże dziecko. Znowu ubzdurał sobie, że Harry chce zranić Rose. Fakt, ta dziewczyna dosyć dużo przeszła. Jej ojciec zbił się na jej oczach kiedy miał 12 lat. To straszne, ale Nialler przegina.
Nadia usiadła koło Zayna. Położyła  głowę na jego ramieniu i chwyciła jego ręce.
  -Nie martw się nimi. Na pewno niedługo się pogodzą. Harry przecież nigdy nie zrobił Rose nic złego więc Niall nie ma żadnych podstaw by go oskarżać- powiedziała spokojnie Nadiia.
   -No właśnie o to chodzi, że ma. Harry naprawdę nic złego nie zrobił, ale nasze wspaniałe, londyńskie brukowce zrobiły Harremu zdjęcia jak je lunch z Demi Lvato- Zayn mówił wściekły- Nie podkreślili tylko, że była tam także Rose, i że ona doskonale o tym wiedziała. Prasa zrobiła z tego aferę a Nialler w nią uwierzył.
  -I tym się tak martwisz? Przecież on w końcu przeprosi Harrego- Nadia nadal próbowała pocieszyć Malika.
  -Wiem, ale bardzo zależało zespołowi na współpracy z Demii. Po tym jak ten nasz goryl na nią nakrzyczał to możemy o tym zapomnieć.
  -Oj wymyślasz sobie problemy Malik. Mam wrażenie, że coś przede mną ukrywasz. Mam rację?- na te słowa Zayn wstał z sofy i zaczął krążyć ze spuszczoną głową po różowej sypialni dziewczyny- Co się stało?
  -No bo w tym artykule to oni napisali też o nas. I oni napisali tam, że jesteśmy razem tylko dla tego by przyciągnąć uwagę widzów. Simon powiedział, że szefostwo nakazało byśmy zerwali ze sobą, inaczej któreś z nas wyleci z programu- Po jego policzkach zaczęły spływać łzy- ja nie mogę narażać kariery chłopaków tylko dlatego, że chce być szczęśliwy.
 Nadia nie  mówiąc ani słowa wybiegła z pokoju. Była zła jak nigdy dotąd. Udała się do pokoju, w którym mieszkali jurorzy i nie pukając otworzyła drzwi. Była czerwona ze złości, a na jej twarzy malował się smutek. Ledwo hamowała łzy, które napływały jej do oczu.
  -Jak śmiecie pakować swoje brudne, zabłocone buty do naszego życia?- Krzyczała- Czy nie rozumiecie tego, że chcemy być razem szczęśliwi.
  -Panno Williams proszę się uspokoić. Nie będę tolerował tego rodzaju zachowani w programie- odpowiedział także krzykiem jeden z jurorów.
  -Louis. Nie krzycz na nią. Zrozum ona ma prawo być na nas wściekła- próbował załagodzić sytuację Simon.
Pociągnął Nadię delikatnie za ramię i wyprowadził na korytarz.
  -Dlaczego chce pan zepsuć  nasze życie. Rozumiem, że przeszkadzają wam te plotki, ale my się naprawdę kochamy- Nadia już nie krzyczała, ale była strasznie zła i płakała.
Z zakrętu korytarza wybiegł Zayn. Był cały zdyszany gdyż biegł za dziewczyną przez cztery piętra po schodach.
  -Nadia! Proszę cię nie płacz.- Objął ją mulat.
   -To nie moja decyzja. Mi naprawdę nie przeszkadza wasza decyzja. Tak zadecydował zarząd- Tłumaczył się Simon, który widząc zaangażowanie dziewczyny w swój związek był strasznie zły na swoich szefów.
  -To zmień tą decyzje!- znowu krzyczała Nadia wyrywając się przy tym z objęć Malika.
  -Naprawdę nie mogę. Uwierzcie mi, że gdybym mógł to bym to zrobił, ale nie mogę.
  -Proszę cię Simon. Wymyśl coś!- do rozmowy wtrącił się Zayn, który obejmował dziewczynę.
  -Mam pewien pomysł, ale to będzie trudne- Powiedział ciszej Simon- Będziecie się spotykać potajemnie. Tylko po 21. Tylko w hotelu. Poza hotelem się nie znacie. Zrozumiano?
  -Simon. Jesteś wspaniały. Mówiłem ci już, że cię kocham?- Wykrzyczał uradowany Zayn.
  -Zayn ciszej- syknął juror- pamiętaj, że to nasza słodka tajemnica.- uśmiechnął się- wracajcie już do pokoju!
Nadia rzuciła się na szyję Simonowi a zaraz potem Zaynowi, który zaczął ją namiętnie całować. Simon uśmiechnął się patrząc na nich. Przypomniał sobie jak to było kiedy to on był młody. Nie miał wtedy nic prócz tej jednej, jedynej dziewczyny. Dziewczyny, z którą mógł by spędzić całe życie. Teraz ma wszystko, ale nie ma jej. Przez to to wszystko nie ma żadnej wartości i jest całkowicie bezużyteczne. Gdy tylko ona odeszła życie straciło wszystkie barwy, a wszelka radość znikła. Teraz był w stanie zrobić wszystko by młoda miłość nigdy nie umarła i przetrwała wszystko.  

niedziela, 13 maja 2012

Rozdział jedenasty: Nadiia

 Zayn zdjął z wieszaka swoja czerwoną bejsbolówkę, którą założył na siebie i skierował się do drzwi.
    -Przepraszam was bardzo za to, że nie będę mógł z wami dłużej pozostać, ale jestem umówiony.
Nie  czekając na reakcję przyjaciół Zayn wybiegł z chotelu. Po drodze złapał taksówkę i kazał kierowcy udać się do centrum.  Po pół godziny jazdy, kierowca zatrzymał się nie daleko londyńskiego Parlamentu. Chłopak zdenerwowany zapłacił mężczyźnie piętnaście funtów i udał się do  tej samej herbaciarni, w której poznał chłopaków. Miał sentyment do Orange Pekoe. Zajął stolik koło okna i wygodnie rozsiadł się w miękkim fotelu. Cieszył się, że /nadii jeszcze nie ma. Przez calą drogę martwił się, że ona będzie musiała na niego czekać, ale jak widać nie potrzebnie. Zayn zamówił dla siebie kawę i zaczął planować resztę wieczoru, który miał spędzić z dziewczyną. Z zamyślenia wyrwał go dźwięk dzwoneczków zamontowanych u drzwi, które oznaczały, że ktoś wchodzi do restauracji. Brunet podniósł głowę i spojrzał się na wejście. Ujrzał w nim Nadię. Wysoka brunetka ubrana była w uroczą kremową sukienkę i wysokie koturny. Na głowię nałożyła słomkowy kapelusz, spod którego wystawały ciemne loki. Dziewczyna miała na sobie delikatny makijaż. Jej rzęsy były podkręcone zalotką i pociągnięte maskarą. Na twarz nałożyła odrobinę fluidu, a usta podkreśliła błyszczykiem. Zaynowi zaparło dech w piersiach. Dziewczyna wyglądała ślicznie. Jeszcze nigdy nie widział ładniejszej kobiety. Postanowił sobie, że będzie zachowywał się dzisiaj jak prawdziwy dżentelmen. Szybko podbiegł do dziewczyny i pomógł zdjąć jej płaszcz, po czym odsunął jej krzesło od stolika i ręką zaprosił by usiadła.
  -Wyglądasz dzisiaj pięknie- skomplementował ją.
Nadia zarumieniła się i spuściła wzrok.
  -Dziękuję- zachichotała dziewczyna- Ty też wyglądasz niczego sobie.
Do ich stolika ponownie podeszła kelnerka. Zayn zamówił tym razem herbatę i szarlotkę z lodami, a Nadiia wybrała sok pomarańczowy i sernik na zimno z mango i melonem, oblany zieloną galaretką.  Przez kilka minut siedzieli bez słowa patrząc na siebie i czekając za zamówieniem. Obydwoje dosyć śmiesznie się uśmiechali co wyglądało słodko.  Po paru minutach do stolika podszedł, tym razem mężczyzna, z zamówieniem.
  -Ta twoja szarlotka naprawdę wygląda pysznie- powiedziała dziewczyna patrząc się na parujące ciasto z gałką lodów ociekającą czekoladą.
  -Chcesz spróbować?- Zapytał się Zayn podając jej talerz.
Dziewczyna sięgnęła mały widelczyk do ciast i wzięła kawałek ciasta pomieszanego z lodami. Zamknęła oczy i zaczęła rozkoszować się smakiem przepysznych jabłek, lodów waniliowych i czekolady.
  -Mmmm... To smakuje prawie tak samo jak wygląda. Naprawdę pyszne.
  -Chcesz zjeść całe? Bo ja za to mam ochotę na ten serniczek.- Zayn podniósł się niezdarnie z krzesła i nie czekając na odpowiedź wziął sernik i zaczął go jeść.  Dziewczyna zaczęła chichotać na widok sernika, który po minucie zmniejszył się dziesięć razy.
  -Nie chce mi się tu siedzieć. Może pójdziemy się przejść?- Zapytał się Zayn, który siedział znudzony na krześle patrząc jak Nadia dokańcza szarlotkę.
  -Ok, ale poczekaj jeszcze chwilę aż zjem.

***

Niebo tej nocy było rozgwierzdzonę, a księżyc świecił bardzo jasno. Nadia wplotła ręce we włosy chłopaka i wtuliła się w niego.  Oparła głowę o jego podbródek i uśmiechnęła się.
Zayn zdjął swoją bluzę i okrył gołe ramiona dziewczyny.
  -Ubierz bo zmarzniesz.- spojrzał jej w oczy i delikatnie pocałował w usta.
  -Jak ja ją ubiorę to ty zmarzniesz.- protestowała dziewczyna.
  -Ja nie zmarznę, a ty jutro będziesz chora.- Zayn nadal upierał się przy swoim po czym  poczochrał jej włosy.
W końcu dziewczyna wzięła bejsbolówkę i ubrała ją na siebie, po czym wtuleni w siebie ruszyli dalej. Szli przez kolejne ulice i nawet nie zauważyli jak zbliżyła się północ.
  -Chyba musimy już wracać. Jest dosyć późno a ja muszę wcześnie wstać- Powiedziała spokojnie Nadia.
  -Ok. Zaraz zadzwonię po taksówkę.

***
Kierowca zatrzymał się przed hotelem. Zayn wyszedł pierwszy i otworzył drzwi Nadii. Dziewczyna czuła się niczym prawdziwa księżniczka. Uśmiechnęła się czule do chłopaka i pocałowała go w policzek.
  -Odprowadzę cię do domu, jeżeli nie masz nic przeciwko temu, oczywiście.- Oświadczył zakłopotany brunet.
  -Jak mogła bym mieć coś przeciwko chwili spędzonej z tobą?- Dziewczyna uśmiechnęła się zalotnie.
Zayn objął ją jedną ręką w tali i pociągnął w stronę hotelu. Nadia mieszkała na ostatnim z 15 pięter hotelu. Dziewczyna wcisnęła przycisk przywołujący windę. Czekali na nią chwilę trzymając się za ręce. Weszli do niej. Byli tam sami. Zayn spojrzał się Nadii, pogładził ją wierzchnią częścią dłoni po policzku i przyciągnął delikatnie do siebie.  Ich drżące usta zbliżały się powoli do siebie. Dziewczyna rozchyliła wargi i delikatnie dotknęła nimi ust chłopaka. Założyła mu nogi na biodra, a ich pocałunki stały się bardziej namiętne. Otworzyła się winda. Chłopak po omacku wyszedł z dziewczyną na rękach cały czas ją całując. Nikt ich nie widział, ponieważ było już późno. Nadia jedną ręką próbowała znaleźć kartę do pokoju i otworzyć nią drzwi, które z łatwością się otworzyły. Chłopak pchnął je do przodu i zaraz zamknął za sobą na klucz. Postawił dziewczynę na ziemi i zaczął ściągać z niej swoją bluzę. Potem rozpiął jednym ruchem jej sukienkę, która zsunęła się z niej. Dziewczyna rozpinała jego koszulę przygryzając przy tym wargi. Zaynowi strasznie się to spodobało. Ona stał przed nim już tylko w bieliźnie. Chłopak zaczął całować ją po całym ciele zaczynając od szyi. Kiedy zszedł do jej piersi zdjął jej koronkowy biustonosz i odrzucił go za siebie nie przerywając całowania. Schodził coraz niżej. Zerwał zębami jej majtki. Ona stała przed nim naga, próbując ściągnąć mu spodnie. Został w samych bokserkach, ale szybko się ich pozbył. Lizał jej nagie sutki i pieścił piersi po czym pchnął ją na łóżko. Całą noc spędzili razem. Było im tak dobrze jak jeszcze nigdy nie było.  Razem czuli się wolni. Nie chcieli się rozstawać, ale zbliżający się dzień nieubłaganie to robił. Musieli ze sobą rywalizować co tydzień. Związek w takiej sytuacji nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale postarają sę to ze sobą pogodzić. Zbyt dobrze im się układało by to przerywać.

Od Autorki:
Ten rozdział jest trochę inny iż wszystkie, ale trudno się mówi. Mam nadzieję, że nikogo tym nie zniesmaczyłam czy coś takiego :D, a także, że jakoś mi to wyszło. Dziękują za ponad 400 wejść <333 Kocham was wszystkich za to co robicie. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaka to dla mnie satysfakcja kiedy widzę nowy komentarz, albo kilka nowych wejść. To naprawdę bardzo motywuje mnie do pisania dlatego bardzo bym prosiła byście starali się robić to częściej ;**

wtorek, 8 maja 2012

Info

  Two story będzie publikowana w zakładce "Two story" :D (Zakładka znajduję się pod tytułem bloga) Życzę miłego czytania :))

środa, 2 maja 2012

Rozdział dziesiąty: London Eye

  Louis spojrzał na Amy nieprzytomnym wzrokiem. Dokładnie tak jakby nie usłyszał co dziewczyna do niego powiedziała. Siedział tak jeszcze przez dobre pięć minut. Amy nie wiedziała co a robić. Właśnie teo bała się najbardziej, że chłopak nie przyjmie tej wiadomości. Uzna ją za żart.
  -Louis? Wszystko w porządku?- Amy miała zaciśnięte gardło i próbowała pohamować łzy.
Chłopak nadal siedział na krześle tempo wpatrując się w dziewczynę.
  -Będę ojcem- zaczął brzęczeć coś pod nosem- Ojcem....
Nagle zerwał się z krzesła i objął Amy unosząc ją w górę i całując.
  -kochanie, będziemy rodzicami! Tak bardzo się cieszę!- Louis zaczął wydzierać się na cały hotel.
Na policzkach Amy pojawiły się łzy, których nie potrafiła powstrzymać. Nie były to łzy niepewności, które męczyły ją wcześniej, ale łzy szczęścia. Miała już to wszystko za sobą. Cieszyła się, że ma to wszystko za sobą, a chłopak tak dobrze to przyjął. Wiedziała, że ma w nim wsparcie, i że może na niego liczyć. Dzięki temu na pewno uda im się wychować dziecko na dobrego człowieka. W tym momencie wszystkie jej zmartwienia minęły.Zaczęła cieszyć się tą chwilą i tym, że z Louisem tworzą już rodzinę. Ta mała istotka połączyła ich na zawsze.
  -Jak myślisz to będzie chłopiec, czy dziewczynka?- Louis strasznie się cieszył. Nie mógł wysiedzieć na miejscu przez co krążył nerwowo po pokoju.
  -Myślę, że to będzie dziewczynka.
  -Ja też tak myślę. Damy jej na imię Bella bo będzie tak samo śliczna jak ty. Co ty na to?- Chłopak pocałował Amy i usiadł już ,trochę bardziej spokojny, na krześle.
  -Dobrze, ale jeżeli to będzie chłopiec to nazwiemy go Charlie, ok?
  -Ok, ale pod warunkiem, że będzie miał własną fabrykę czekolady.
  -Będzie robił co zechce i nie możemy mu niczego narzucać.- Powiedziała Amy. Czuła się już jakby to dziecko leżało jej na rękach. Wiedziała, że będzie ponosiła odpowiedzialność za każdą decyzję podjętą w jego kierunku.
  -Postaram się niczego, nikomu nie narzucać. A ty będziesz najlepszą i najbardziej zapracowaną mamą na świecie bo poza dzieckiem będziesz musiała wychować jeszcze mnie.
Resztę wieczoru Amy i Louis spędzili w ich hotelowym mieszkaniu planując wspólną przyszłość. Chłopak pomimo młodego wieku miał oszczędności na koncie. Było tego dosyć dużo. Na tyle, żeby kupić mieszkanie w Londynie. Rodzice Amy pomimo tego, że wolą od niej alkohol i imprezy na pewno chętnie pozbędą się jej z domu i pomogą im finansowo.
Amy znajdzie jakąś pracę. Postara się pogodzić pracę z macierzyństwem i nauką na studiach. Jakoś sobie poradzi. Przecież nie będzie sama. Nie ma rzeczy niemożliwych. poradzą sobie. Muszą!

 

W tym samym czasie gdzieś w Londynie:

Rose stała razem z chłopakami, wtulona w ramie Harrego, czekając w kolejce na London Eye. Na nosie  miała jego okulary przeciw słoneczne i ubrała jego marynarkę. Pomimo tego, że ostatnie promienie słońca jeszcze grzały ziemię to zrobiło się chłodna. Przed jej oczami rozciągał się przecudny widok na ciągnącą się w nieskończoność kolejkę. Choć chłopcy byli już dość rozpoznawalni i mieli sporo fanek to nikt nie chciał ich przepuścić. Stali już dobre pól godziny a kolejka nadal się nie zmniejszała. Niall już nie miał siły stać tak bezczynnie i razem z Harrym poszedł do Starbucksa kupić dla wszystkich kawę. Powoli zaczęli oddalać się od przyjaciół. Niall jeszcze raz upewnił się, że nie usłyszy ich Rose i spojrzał na przyjaciela.
  -Harry... Co jest pomiędzy tobą a Rose?- Niall zapytał się spokojnie ściszając delikatnie głos.
  -Emmm... Nie wiem za bardzo o co ci chodzi- Chłopak był zdziwiony tym pytaniem. Przecież to jego prywatna sprawa z kim chodzi. Z drugiej strony jednak rozumiał Nialla i to, że martwił się o kuzynkę
  -No wiesz... Czy wy razem, no... Ten tego.
 -Niall... ty chyba nie myślisz, że my razem... Proszę cię- Harry trochę się speszył.
 -Czyli nie jesteście ze sobą?
  -Ja ją kocham, ona chyba mnie też. Niall proszę ci przestań się wtrącać i skończ to pieprzone przesłuchanie.
  -Mam przestać się wtrącać!?!? Nieprzestane się wtrącać. Nidy. Jesteś kolejnym idiotą przez którego ona będzie nie szczęśliwa i się potnie. Nie potrafię patrzeć na to jak ona płacze  rozumiesz to. Nie umiem patrzeć na jej cierpienie, więc jeśli ją skrzywdzisz to uprzedzam, że cię zabiję. Z zimną krwą bez żadnych skrupułów- Niall nie sciszał już głosu. Darł się na pół Londynu. Ludzie obracali się po drodze za chłopcami i ciekawie przyglądali się ich kłótni.
  -O czym ty mówisz? Jak to? Ona się cięła?- Harry próbował przekrzyczeć przyjaciela.
  -Nie powinienem ci tego mówić. Teraz na pewno uznasz j za jakąś wariatkę i nie będziesz jej chciał- tym razem blondyn już nie podnosił głosu. Uspokoił się trochę, lecz w jego oczach nadal było widać złość do chłopaka.
  -Uwierz mi ja naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niej. Wtedy kiedy wpdła o tego jeziora zrozumiałem, że jest najważniejsza na całym świecie. Poza tym z żadną dziewczyną ie czułem się tak wspaniale jak z Rose. Naprawdę możesz być spokojny.
  -Harry- Niall spojrzał w jego oczy- Powiedzmy, że ci wierzę, ale jeżeli choć jedna łza spłynie po jej ślicznym policzku z twojego powodu to nie ręczę za siebie.
   -Dziękuję.
  -Dobra chodźmy po tą kawę bo zdążą wejść bez nas. Zapomnijmy o tej rozmowie.
Chłopcy udali się do małej knajpki i zakupili każdemu latte na wynos. Atmosfera wśród nich rozluźniła się. niall przeprosił bruneta za swoje zachowanie i uzasadnił je miłością do kuzynki. Po drodze zapomnieli o wcześniejszej kłótni i zaczęli żartować. Po pól godzinie dołączyli do grupy przyjaciół, którzy stali już prawie przy samej kasie. Stali jeszcze przez piętnaście minut czekając na kapsułę. Weszli do zatłoczonej szklanej kuli, w której przebywało chyba z 30 osób. Wszyscy przywarli do bocznych ścian i podziwiali panoramę Londynu. Mieli wspaniały widok na Parlament z Big Benem. Rose w życiu nie widziała piękniejszego widoku. Strasznie się jej tu podobało. Patrzyła się z otwartą buzią.
  -Tu jest wspaniale- Podzieliła się swoimi wrażeniami z wszystkimi.
  -Wiemy- Uśmiechnęli się do niej- Dlatego cię tu wzięliśmy.
  -Jesteście wspaniali- Rose rzuciła się każdemu na szyję całując ich przy tym w policzek- Kocham was.
  -No dobra, rozumiem, że cię tu wzięli, ale to nie powód żeby ich kochać. Czy mam być zazdrosny?
  -Oczywiście, że tak. Co sobie myślałeś, że mając przy sobie tylu przystojnych chłopaków będę tylko z tobą- Rose zaczęła się śmiać na co Niall trzepnął ją w ramie.
  -Mała cicho bo się wszystko wyda- Szeptała do niej reszta chłopaków.
  -Lepiej nie zaczynajcie bo jeszcze uznam, że to prawda- Harry próbował uspokoić rozkręcających się przyjaciół przed żartowaniem sobie z niego.
  -No już dobrze Harruś nie obrażaj się- Rose próbowała go udobruchać i uspokoić cąłując go przy tym w policzek.- Kocham tylko ciebie skarbie.
  -Blee... Możecie się przy nas nie całować co?- Liam zaczął się z nich śmiać.- Kiedy to cholerstwo przestanie się kręcić bo ja chce do domu. Tak w to czemu Amy i Louis nie szli z nami?
  -Musieli porozmawiać o bardzo ważnej sprawie- Rose uśmiechnęła się znacząco do chłopaka co tylko wzbudziło w nim większą ciekawość.
  -A o czym?- Zapytał się dziewczyny.
  -Sami ci powiedzą. Chyba- Rose nie chciała o niczym mówić przyjaciołom. Wolała by powiedzieli im o tym Amy i Louis.
Wielki diabelski młyn zaczął zbliżać się do ziemi. Choć nastolatkowie mieli wykupione dwa obroty wyszli po pierwszym. Patrząc na bladą twarz Niall Rose zrezygnowała z dalszego podziwiania Londynu i pomogła wyjść kuzynowi z kapsuły.
  -Stary wyglądasz jak ścia...- Zayn nie zdążył dokończyć bo Niall zaczął wymiotować do najbliższego kosza na śmieci.
  -Mówiłam żebyś tyle nie jadł przed przejażdżką.- Śmiała się z Niallera Rose.
Chłopak uniósł głowę, spojrzał nienawistnie na kuzynką, przepłukał usta wodą i razem z resztą udał się do hotelu, gdzie czekali już na nich Louis i Amy.

  -Przybyliśmy!- Otworzył z impetem drzwi Zayn krzycząc przy tym na wejściu.- Co to za niespodzianka, o której mówiła Rose?
Chłopcy stanęli w zamurowani w wejściu. Louis klęczał na podłodze mówiąc do brzucha dziewczyny w trzeciej osobie nazywając go "Mały bąbelek" lub "marcheweczka".
  -Proszę powiedzcie mi, że Amy jest w ciąży bo inaczej będę musiał zadzwonić po psychiatrę.
  -Widzisz jakiego masz mądrego wujka. Od razu domyślił się o co chodzi. Taak! Zdolny wujek- Lou nadal rozmawiał z brzuchem ciaćkając się do niego.
Wszyscy oprócz Rose stali jak wryci i z otwartą buzią patrzyli się to na Amy, to na Louisa. Ich oczy co jakiś czas spoglądały na brzuch dziewczyny. trochę ich to przerażało. W pewnym momencie Rose delikatnie szturchała Niall by coś powiedział.
  -Emm.... My... Ja... Gratulacje!- Blondyn wymusił uśmiech na twarzy i podszedł przytulić się z przyszłymi rodzicami.
  -Bardzo się cieszymy z waszego szczęścia- Dodał Harry, który skoczył Louisowi na barana i zaczął tarmosić go po włosach- Louis będzie tatą. Hahahaha tylko patrzeć jak małe Louisiątka rozbiegną się we wszystkie strony.
  -Urocze masz wizje Haroldzie, ale chyba pozostaniemy przy jednym dziecku co Am?
  -No chyba, że nasz troskliwy Hazza pomoże nam się  nimi zająć hahahahha.
  -Mnie w to nie mieszajcie. Ja za robienie dzieci się nie zabierałem.
  -Taaa... Uważaj bo ci uwierzymy.



Od Autorki:
Coś ostatnio strasznie zaniedbuję tego Blogga. Wszystkich, którzy to czytają przepraszam, ale jakoś się nie wyrabiam ze wszystkim ostatnio. Mam nadzieję, że te małe przestoje nie zniechęciły was do tego by to czytać, i że każdy następny rozdział sprawi, że na waszych twarzach pojawi się szeroki uśmiech :)



wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział dziewiąty: Niespodzianka

  -Chyba nie masz zamiaru usunąć dziecka?- Rose zaczęła się niepokoić.
  -Przecież ono nic nikomu nie zrobiło. Czasem jestem podła, ale w życiu bym tego nie zrobiła.-Dziewczyna uspokoiła się i otarła łzy- Ja już je kocham.
Uśmiechnęła się i przytuliła do Rose. Wstała z krzesła i razem z przyjaciółką udała się do jakiejś pielęgniarki, która miała pobrać jej krew. Usiadła na stołku. Starsza kobieta w białym kitlu wbiła długą igłę w skórę dziewczyny, której popłynęły łzy. Rose zaczęła się z niej śmiać, bo przecież to tylko zwykłe pobieranie krwi, które wcale nie jest takie bolesne. Amy w podzięce za wsparcie posłała przyjaciółce spojrzenie, które dosłownie mogło zabić i gdyby nie to, że igła nie została jeszcze usunięta z jej ciała dziewczyna dawno rzuciłaby się na nią i strzeliła przez głowę. Nie lubiła żadnego typu badań a poza tym była nie odporna na ból. Wszystko odczuwała dwa razy mocniej. Rose o tym doskonale wiedziało, ale nie zmieniało to faktu, że ją to bawiło.
Kobieta wyjęła ze skóry Amy strzykawkę, co spowodowało u niej kolejną falę  bólu a u Rose kolejną dawkę śmiechu. Pielęgniarka podała dziewczynie wacik by zakryła nim małą ranę i poprosiła o przyjście po wyniki za około dwie godziny. Dziewczęta wolny czas postanowiły spędzić w ich ulubionej kawiarni. Usiadły w jakimś ciemnym kącie. Obydwie nie lubiły rozmawiać w zatłoczonych miejscach, w których wszyscy słyszą ich rozmowę, dlatego starały się prawie szeptać.  Podeszła do nich kelnerka i zebrała zamówienia. Rose wybrała swój ulubiony deser- Owoce leśne z kremem waniliowym oblane karmelem, a Amy sok pomarańczowy i banany w cieście oblane czekoladą.
  -Kiedy zamierzasz powiedzieć o wszystkim Louisowi?- Zapytała się po dłuższej chwili milczenia Rose.
  -Jeszcze nie wiem, ale chyba dzisiaj. Mają krócej próby, więc nie będzie tak zmęczony. A poza tym Louis i tak będzie się mnie wypytywał o wizytę u lekarza i nie dam rady ukryć tego przed nim.
  -Masz rację. Lepiej żeby dowiedział się o tym teraz. Jak myślisz jak zareaguje?
  -Nie wiem- Amy zaczęła martwić się przyszłością. Nie wiedziała czy zdoła zaopiekować się dzieckiem, stworzyć mu normalną, kochającą rodzinę i wychować na porządnego człowieka. Bała się tego, co będzie, ale wiedziała, że musi być silna. Musi- Możemy już o tym nie mówić, Rose? Proszę!
  -Ok. To, o czym chciałabyś porozmawiać?
  -Rose nie zauważyłaś, że Niall dziwnie się zachowuje od wczoraj?
  -Ymm.. Wiem. To przez to, że jestem z Harrym. On się martwi. Trochę za bardzo, ale i tak go kocham. Jest jedyny w swoim rodzaju.- Rose zawsze podziwiała kuzyna za to, jakim był człowiekiem. Był najbardziej opiekuńczą, czułą i miłą osobą, jaką kiedykolwiek poznała.
  -Jakby miał dziewczynę, to by się tak nie martwił. Byłby zajęty swoimi sprawami.
  -Amy.. Proszę Cię. Niall już taki jest i nie zmienimy go jakąś panienką, która zawróci mu w głowie.
  -Może masz rację, ale wiesz... Gdyby on kogoś miał było by mu dużo łatwiej zrozumieć to, że ty też potrzebujesz miłości i osoby, która Cię zrozumie bez słów.
  -Nie jestem tego tak pewna. Nawet, jeśli jaka kolwiek kobieta była by w stanie zawrócić mu w głowie i tak nie wygra z jedzeniem.
Obie dziewczyny zaczęły się śmiać. Czas leciał nieubłaganie szybko. Musiały już zbierać się w drogę powrotną do szpitala. W Londynie jak zawsze o tej porze były straszne korki. Dziewczyny doszły do wniosku, że nie ma sensu tłuc się przez miasto taksówką i poszły pieszo. Weszły z powrotem do tego samego wielkiego budynku i skierowały się do recepcji, w której można było odebrać wyniki. Młoda pielęgniarka podała dziewczynie szarą kopertę. W środku znajdowała się kartka z jakimiś cyframi, z których dziewczęta nic nie rozumiały. Weszły schodami na pierwsze piętro gdzie znajdował się gabinet lekarza, który dziewczęta odwiedziły ostatnio. Na krześle siedziała ta sama kobieta, w tym samym stroju, z tak samo sztucznym uśmiechem jak ostatnio. Amy podała jej kopertę z wynikami.
  -Dziecko drogie! Masz tragiczne wyniki. Potrzebujesz więcej żelaza, wapnia i ogólnie całej masy witamin. Zapiszę ci tabletki, ale poza nimi musisz jeść wiele warzyw i owoców. Badanie powtórz za tydzień i przyjdź do mnie z powrotem, ale jeżeli twoje wyniki się nie poprawią to będziesz musiała zostać na jakiś czas w szpitalu.
  -Ok. Obiecuję, że zacznę o siebie bardziej dbać- Amy trochę się wystraszyła. Bała się, że przez to, że wcześniej nie zwracała uwagi na swoją dietę i na to ile je witamin dziecku może się coś stać.
Obie dziewczyny podziękowały pani doktor i wyszły z gabinetu. Udały się szybko do hotelu. Tym razem zamówiły taksówkę, ponieważ Amy była zbyt zmęczona, aby przejść dwa kilometry. Chłopcy zaraz także mieli wrócić. Amy rzuciła się na kanapę, a Rose zaparzyła kawę. Podała filiżankę przyjaciółce filiżankę i zabrała się za przygotowywanie kolacji. Wyjęła z lodówki kawałek mięsa. Pokroiła je w kostkę i podsmażyła na patelni. Wsypała je do sałaty i zalała sosem koperkowym. Do tego pokroiła pomidory koktajlowe zalane czerwonym winem. 
  -Słuchaj Amy! Wyciągnę dzisiaj chłopaków na zwiedzanie Londynu czy coś, a ty w tym czasie masz porozmawiać z Louisem, rozumiesz? 
  -Nie za bardzo. Myślisz, że będą chcieli z tobą dzisiaj gdzieś iść? Oni na pewno ledwo żyją.
  -Proszę cię! Czy ty zawsze musisz wszystko widzieć w takich czarnych kolorach? Zrobiłam wam sałatkę a w kredensie stoi wino. 
  -Rose, zapomniałaś chyba, że nie mogę pić.- Amy teatralnie przewróciła oczami.
  -Przepraszam skarbie- Rose zachichotała- kupię ci soczek, albo zadzwonię do Hazzy i jak będą wracać, to on kupi Ci ten soczek. Ok?
  -Ok.- Dziewczyny mocno się przytuliły.
Rose wyjęła komórkę i zadzwoniła do swojego chłopaka. Odebrał Niall.
  -Cześć Mała. Co tam? U Amy wszystko w porządku?
  -No można powiedzieć, że w porządku- Rose zaczęła się śmiać, na co jej przyjaciółka szarpnęła ją w ramię- Kiedy wracacie?
  -Już jesteśmy w drodze, a co chcesz?
  -Kupcie sok, ok?
  -Spoko. Czekaj chwilę. Harry coś od ciebie chce.- W słuchawce telefonu zaczęło coś szumieć. Rose słyszała jakieś krzyki, śmiech i nagle jej uszą dobiegł słodki głos Harrego. 
  -Cześć skarbie? Wszystko u ciebie w porządku?
  -Mhm.- Dziewczyna chciała już by chłopak był przy niej i mogła się do niego przytulić. Nie mogła się doczekać, kiedy wejdzie przez próg drzwi wprost do hotelowego pokoju, a ona żuci mu się na szyję- Harry jak przyjedziecie to musimy wyjść. Wszyscy poza Lou. Tylko nic mu nie mów, ok?
  -Ok, ale, o co chodzi?
  -Nie mogę ci teraz powiedzieć. Dowiesz się w swoim czasie.
  -No dobrze. Jestem chyba w stanie wytrzymać kilka minut bez tej informacji. Muszę już kończyć. Kocham Cię Rose.
-Ja ciebie też.
Rozłączył się. Dziewczyna poszła do łazienki przebrać się na wieczór. Nie mogła się przebrać, bo pranie nadal nie było wstawione. Jedyne, co zrobiła to zmieniła delikatny makijaż na bardziej wyrazisty a włosy związane w kucyk rozpuściła i zakręciła na lokówce. Po pół godziny w drzwiach pojawili się chłopcy. Nikt poza Harrym nie wiedział, że gdzieś wychodzicie, więc Rose delikatnie zasugerowała chłopcom by zeszli na dól. Lou został z Amy i usiedli razem na kanapie.  
  -Może coś zjemy?- Amy zaproponowała chłopakowi. Oboje zasiedli do stołu. Dziewczyna nałożyła mu sałatki i nalała wina. Sama napiła się soku pomarańczowego kupionego jej przez Harrego. Panowała wokół nich nie zręczna cisza, którą przerwał Louis.
  -Co powiedział Ci lekarz? Mam nadzieję, że nic ci nie jest?- Amy na chwilę zamilkła, po czym wzięła głęboki oddech i wstała z krzesła. Oficjalnym tonem zwróciła się do swojego chłopaka.
  -Kochanie... Muszę Ci o czymś powiedzieć. Będziesz ojcem.

Od Autorki:
Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Jestem na siebie za to zła. Przez prawie dwa tygodnie nic nie dodałam.  Najpierw miałam masę nauki potem dostałam szlaban, ale tak już bywa. Postaram się wam to wynagrodzić w najbliższym czasie i dodać więcej rozdziałów. A tak poza tym to kocham was wszystkich. A tak poza tym to kocham was. Każda osoba, która to czyta codziennie rano motywuje mnie do wstania z łóżka. Każdy komentarz każde wejście tutaj powoduje na mojej twarzy uśmiech. Dziękuję. <3

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział ósmy: Kolorowy zawrót głowy

  Po całym hotelowym pokoju roznosił się zapach jajecznicy smażonej na boczku. Amy otwarła oczy i udałą się do kuchni. Louis stał przy małej kuchence i nakładał jajka na dwa talerze.
  -Jak się spało mojej księżniczce?- Chłopak ucałował dziewczynę w czoło i podał talerz z jajecznicą i dwoma plastrami bekonu- mam nadzieję, że czujesz się lepiej.
  -Przepraszam za to, że zepsułam ci twój dzień, ale naprawdę nie czułam się najlepiej.
  -Kochanie nic się nie stało. Czy ty myślisz, że jakaś impreza jest ważniejsza od ciebie?- Chłopak podał Amy widelec i pogładził po głowie- Smacznego!
Choć dziewczyna wypiła tylko jednego drinka to huczało jej w głowie a a żołądek podchodził jej do gardła. Wzięła widelec do ręki i nabrała trochę jajek. Nie miała na nie wcale ochoty, lecz gdyby Louis zobaczył, że nic nie zjadła zaczął by się martwić jeszcze bardziej. Wsadziła jedzenie do buzi. To był błąd. Zerwała się z krzesła i zaczęła wymiotować do zlewu w kuchni. Louis stanął koło niej i przytrzymał jej włosy. 
  -Kochanie co się dzieje? Zaczynam się o ciebie martwić- Louis był naprawdę strapiony. Nie chciał patrzeć na to jak jego ukochana cierpi.
Dziewczyna skończyła wymiotować i poszła do łazienki przepłukać buzię i umyć zęby. Chłopak poszedł za nią.
  -Nic mi nie jest po prostu jestem trochę zestresowana ostatnio.
  -Na pewno?
  -Na pewno.- dziewczyna uśmiechnęła się do niego resztką sił i poszła się położyć.
Louis usiadł koło niej na łóżku i objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w jego ciepłą pierś i poszła spać. Chłopak bacznie ją obserwował po czym wtulony w nią także zasnął.Śnił mu się bardzo dziwny sen. Najpierw pojawił się on i reszta chłopaków. Stali na wielkiej scenie. Dookoła nich tłum rozwrzeszczanych fanek. Nagle przeniósł się do wielkiego domu na plaży. Wybiegła z niego gromadka wesołych dzieci, które rzuciły mu się na szyję krzycząc "Tataa!". Wchodził w głąb jasnego domu. W kuchni stała Amy. Piekła jego ulubione ciasto. Dziewczyna podeszła do niego. Jego oczom ukazał się duży okrągły brzuch. Dziewczyna była w ciąży. Ktoś zaczął szeptać jego imię. Brzmiało ono coraz głośniej i głośniej.
  -Louis! Louis! Wstawaj. Spóźnimy się na próbę- Liam próbował obudzić śpiącego jak kamień chłopaka.
  -Aaaaaaaa! Jezus Maria. To tylko sen, tylko sen...
  -Hahahaha co ci się śniło?
  -Szczerze to nie pamiętam już.
Louis zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki się umyć. Naciągnął na nogi czarne spodnie i jakiś stary, rozciągnięty sweter. Był zbyt zmęczony by myśleć o tym jak wygląda. Rozgarnął włosy ręką i zbiegł do hotelowego holu. Wszyscy już na niego czekali. Chłopacy ledwo chodzili. Niall miał podkrążone oczy.  Harry był blady jak trup a Zayn w ogóle nie spał. Całą noc spacerował z Nadią po parku. Jedynie Liam i Louis byli trzeźwi. Nie zmieniało to faktu, że wyglądali tak samo beznadziejnie jak reszta chłopaków.
  -Harry poproś Rose żeby zaopiekowała się Amy! Ona nadal nie czuje się za dobrze.
  -Ok. A co jej jest? Wczoraj tak szybko wyszliście. Myśleliśmy, że coś się stało.
  -Nie mam pojęcia co się dzieje, ale poproszę dzisiaj Simona żeby zwolnił nas szybciej z próby i zabiorę ją do lekarza.
  -I myślisz, że Cię puści. Powodzenia życzę- Wtrącił się do rozmowy Nialler.
  -Niall ma rację. Może lepiej niech Rose z nią pójdzie?
  -To idź się jej zapytać.
Hazza wbiegł do małego mieszkania. Otworzył drzwi ich wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała w łóżku przykryta kołdrą po samą szyję. Nie chciał jej budzić, ale nie było innego wyjścia. Delikatnie pogładził ją po policzku i szeptał jej do ucha by wstała.
  -Rose! wstawaj skarbie.
  -Mmyyyyy... jeszcze pięć minut...- mruczała od nosem zaspana dziewczyna.
  -Rose. Wstań już- Harry zaczął łaskotać dziewczynę by ta szybciej się ocknęła.
  -Oj już wstaję.. tylko przestań- przetarła oczy i zaczęła ziewać- Dzień dobry kochanie.
  -Jak się czujesz? Dobrze ci się spało?
  -No. Z tobą zawsze świetnie. Ale szumi mi w głowie i chce mi się pić. Chyba za dużo wypiłam.
  -Przyniosę Ci aspirynę. Od razu zrobi Ci się lepiej. Muszę jechać teraz na próbę, ale może szybciej skończymy. Przez ten czas będziesz musiała zaopiekować się Amy i pójść z nią do lekarza, ok?
  -Już wczoraj wydawało mi się, że coś jej jest. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
  -Już muszę lecieć bo się spóźnimy.- pocałowali się na pożegnanie i rozstali, jednak po chwili Harry wbiegł z powrotem do pokoju ze szklanką wody z musującą w niej tabletką.
  -Prawie o tym zapomniałem. Wypij! Dobrze Ci zrobi.
  -Bleeeeee.- dziewczyna wzdrygała się na samą myśl o płynie.
  -Nie zachowuj się jak dziecko tylko to wypij. Ja już lecę skarbie. Pa.
Podszedł do niej i mocną ją przytulił po czym wybiegł z hotelowego mieszkania. Wszedł do Vana Louisa, w którym siedzieli już chłopcy i Nadia, którą zabierali ze sobą do studia.
Rose leżała na łóżku jeszcze przez pół godziny. Próbowała przypomnieć sobie co robiła ostatniego wieczoru. Wiedziała, że poszli razem do jakiegoś klubu świętować. Chłopcy się wygłupiali, lał się alkohol. Choć nie była pełnoletnia nie miała problemu z jego kupnem. Piła drinka za drinkiem. Strasznie się upiła. Rzuciła się w objęcia Harrego. Leżała teraz naga w łóżku. Miała nadzieje, że nie zrobili nic głupiego.
Szumiało jej w głowie. Jakby ciągle słyszała muzykę lecącą w klubie. Miała tego dosyć. Chwyciła szklankę i duszkiem wypiła lek przygotowany przez Hazzę. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła długi prysznic. Lejąca się ciepła woda zmywała z niej całego kaca i zmęczenie. Ubrała szlafrok, wysuszyła włosy, które związała w kitkę i umyła zęby. Poszła po ubrania. Nie miała żadnej czystej bluzki. Nic dziwnego. Przez cały tydzień nikt nie wpadł na pomysł by zrobić pranie. Zajrzała do szafy Harrego i chwyciła pierwszą lepszą koszulkę. Biały T-shirt z kaczorem Donaldem. Spoko. Ubrała do tego zielone rurki i czarną bejsbolówkę. Na twarz nałożyła odrobinę fluidu i pudru by zakryć zmęczenie. Oczy pomalowała maskarą i zrobiła na nich kreski eye-linerem. Zaczęło strasznie burczeć jej w brzuchu więc poszła do małego aneksu kuchennego, w którym usmażyła parę naleśników. Posmarowała je nutellą i zaczęła jeść. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Amy.
  -Jak się czujesz?- spytała się Rose ustępując przy tym miejsca dziewczynie.
  -Źle.
  -To niedobrze. Zjesz coś?
  -Nie... albo tak. Albo lepiej nie.
  -To jesz czy nie?- Rose zaczęła śmiać się pod nosem.
  -A dawaj tego naleśnika- dziewczyna położyła sobie placek na talerzu i posypała go cukrem.
  -Jedz szybciej i idź się ubierz. Zaraz jedziemy do lekarz.
  -Po jaką cholerę? Położę się do łóżka i samo przejdzie. Jestem po prostu zestresowana.
  -Amy proszę cię. A jeśli to coś poważnego?
  -Ojj no niech ci będzie. Ale robię to tylko dla świętego spokoju.
Dziewczyna dokończyła jedzenie naleśnika i wstała z krzesła. Zakręciło jej się w głowie, a przed oczami zrobiło się ciemno. próbowała wrócić jeszcze do pozycji siedzącej, ale było już za późno. Runęła bezwładnie na ziemię. Po chwili ocknęła się. Leżała na zimnej posadce. Koło niej stała zdenerwowana Rose, która próbowała ją cucić.
  -Jezus Maria! Amy nic Ci nie jest? Boże drogi tak się wystraszyłam. I ty uważasz, że to nic poważnego.
  -Rose uspokój się. Nic mi nie jest. Pomóż mi lepiej wstać z tej podłogi.
Rose usadowiła przyjaciółkę na sofie i podała jej wodę do picia.
  -Proszę cię tylko nic nie mów Louisowi. On od razu wpadł by w panikę.
  -Dobra, ale pod warunkiem, że bez żadnego marudzenia pójdziesz do lekarza.
  -Ok. Pomożesz mi pójść do łazienki?
Rose wzięła Amy za rękę i zaprowadziła do toalety a sama poszła uszykować jej jakieś ubrania. Wybrała poprzecierane jeansy i czarną zwiewną tunikę z białymi napisami. Do tego zaniosła dziewczynie szare Vansy i czarny kapelusz. Zapukała do białych drzwi łazienki i pociągła za klamkę. Amy myła zęby swoją różową szczoteczką siedząc na wannie. Była wyraźnie osłabiona. Rose podała jej ubrania i pośpieszyła.

(W szpitalu)
  Amy wraz ze swoją przyjaciółką weszły do gabinetu, w którym siedziała uśmiechnięta kobieta o bujnych blond włosach. Ubrana była w biały lekarski fartuch a na jej szyi wisiał stetoskop. Amy opowiedziała kobiecie co jej jest.
  -Zrobimy pani USG. Proszę, położyć się na plecach i odsłonić brzuch- nakazała kobieta Amy. Nałożyła na jej ciało zimny żel i rozsmarowała go.- Niedługo kończy pani osiemnaście lat prawda?
  -Tak, ale czy coś jest nie tak?
  -Nie. Wręcz przeciwnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Za dziewięć miesięcy będzie pani matką.
  -Że co?- Amy szybo starła zimną maź z brzucha i usiadła na kozetce. Wiadomość, że będzie mieć dziecko nadal do niej nie docierała. To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Znała Louisa niecały miesiąc. To nie mogła być prawda.
  -Amy wszystko w porządku?
  -Tak, tak wszystko spoko- Amy nadal mówiła prawie nie przytomna. Nic do niej nie dochodził- Przepraszam czy to już wszystko?
  -Z mojej strony to wszystko co na dzisiaj mogłam zrobić. Musi pani jeszcze udać się na badanie krwi i wrócić do mnie z wynikami. Oczywiście jeżeli zechcesz bym poprowadziła twoją ciążę do końca.
Amy milczała.
 -Tak oczywiście, sama będę pilnować jej żeby regularnie panią odwiedzała- odpowiedziała za nią Rose. Czas było wyjść a ona nadal siedziała na kozetce. Rose pociągła ją za ramie do wyjścia a ona ledwo wydusiła z siebie "do widzenia".
Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na pierwsze lepsze krzesło stojące koło gabinetu.
  -Mała wszystko w porządku? Wyglądasz jak byś dowiedziała się, że za miesiąc masz umrzeć. Nie cieszysz się?
  -Rose ty nic nie rozumiesz. Ja mam dopiero osiemnaście lat. Chciałam iść na studia, zrobić karierę a teraz..... teraz nic nie zrobię. Poza tym znamy się z Louisem dopiero miesiąc. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Po policzkach dziewczyny zaczęły ściekać ciepłe, słone łzy.

Od autorki:
Macie dzisiaj taki krótki rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba i coraz więcej osób będzie komentować bo jak na razie to prawie nikt tego nie robi ;(  Jeżeli mogę to chciała bym was jeszcze prosić byście zadecydowały jakie ma być zakończenie historii bo muszę wiedzieć w jaką stronę się kierować. Chcecie by było smutne czy wesołe? 

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział siódmy: Live cz.2

  Samochód zatrzymał się przed ogromną halą. Cały zespół skierował się do studia B, w którym nagrywany jest x-factor. Ich oczom ukazał się ciasny, długi korytarz z tysiącem pokoi. Postanowili odnaleźć Simona i zapytać się go co mają robić. Mężczyzna stał na końcu korytarza i rozmawiał z jakąś kobietą. Kiedy zauważył chłopców    radośnie się przywitał i przedstawił im starszą kobietę.
  -I są moje chłopaki. Jak się czujecie przed występem?- zapytał się Simon.
  -Doskonale- Louis uścisnął dłoń Simona.
  -No to wspaniale. Chłopcy to jest wasza stylistka Helen. Zaprowadzę dziewczyny do waszej garderoby a Hell się wami zajmie.
  -Ok.
Chłopcy weszli z kobietą do ogromnego pomieszczenia pełnego ubrań, butów i różnego typu dodatków a dziewczyny udały się do ich garderoby.
  -Dziewczyny jak chcecie to możecie przejść się po studiu tylko żebyście nikomu nie przeszkadzały ok?
  -Dobrze. Na pewno skorzystamy z okazji zobaczenia jak to jest za kulisami tak popularnego show- Amy uśmiechnęła się do jurora- i postaramy się z Rose nic nie narozrabiać.
Simon zostawił je same. Garderoba była bardzo mała. Chłopcy ledwo by się tu zmieścili. Stałą tu dość spora toaletka i wielkie lustro a także pięć krzeseł i ekspres do kawy. Przyjaciółki od razu włożył do niego kapsułki z kawą i nalały wody. Po chwili obie trzymały kubki z gorącym, aromatycznym napojem i pochłonęły się w rozmowie.
  -Rose czy wy z Harrym jesteście ze sobą?
  -Nie... chyba... nie wiem. To znaczy ja... ja czuję się przy nim tak wspaniale. Tak jakbyśmy znali się od lat ale nie wiem czy on czuje do mnie to samo. On jest taki kochany, taki czuły  i opiekuńczy. Czuam się wtedy tak bezpiecznie. Myślałam, że nic mi nie grozi, ale.... Amy, wtedy kiedy wpadłam do jeziora byłam z Harrym na spacerze. Pamiętasz? Opowiadałam Ci.
  -No pamiętam, ale nie wiem co masz teraz na myśli.
  -Nie powiedziałam Ci jednego. Ja wcale nie wpadłam do tego jeziora. Ja sama do niego wskoczyłam- dziewczynie zaczęły napływać do oczu łzy.
  -Rose.. jak to? Przecież to bez sensu. Ja nic z tego nie rozumiem... jak ty.... sama- mamrotała coś pod nosem Amy bogato gestykulując przy tym rękoma i kiwając z nie dowierzaniem głową.
  -Bo jak Harry zrobił mi rano naleśniki, a potem wziął mnie na spacer. Było mi wtedy tak dobrze. Czułam się jak bym była jedyną osobą na świecie. Jego księżniczką- dziewczyna dukała słowa przez łzy. Każda litera ledwo przechodziła przez jej zaciśnięte gardło.
  -Skoro było Ci z nim tak dobrze to dlaczego skoczyłaś i w ogóle po co. Co chciałaś przez to pokazać co bo ja jakoś tego nie mogę pojąc?- Amy zaczynała delikatnie podnosić głos przez to, że nie mogła pojąć co dziewczyna chce jej wytłumaczyć.
  -Pamiętasz wakacje w tamtym roku?- spytała się dziewczyna pohamowując przy tym kolejną falę łez.
  -Pamiętam. Byłyśmy razem z Rupertem i Amandą nad jakimś jeziorem. Nie pamiętam nazwy. On Cię wtedy poprosił o chodzenie prawda?
  -Mhm. Kiedy tego dnia obudziłam się a w kuchni czekał na mnie Harold przypomniało mi się jak w tamte wakacje Rupert przygotowywał dla mnie śniadanie, wziął mnie na długi spacer i na pomoście zapytał czy będę z nim chodzić. Tego dnia to wszystko we mnie odżyło. To uczucie, którym go obdarzyłam, nasze wspólne spotkania, wyjazdy. Ale przypomniały mi się też urodziny Amandy, które były dwa tygodnie temu. Powiedział wtedy, że z nami koniec a potem na moich oczach całował się z tą idiotką.
  -Kochanie nie myśl już o tym. Teraz masz Harrego, Niallera i resztę chłopaków, masz mnie, masz też swoich rodziców, którzy kochają cię nad życie. Masz wszystko.
  -Teraz to wiem, ale wtedy... wtedy było inaczej. Nie było ciebie, Harrego i resztę znałam dwa dni a Niall chociaż się troszczył to nie mógł być przy mnie cały czas. Wtedy czułam się samotna. Myślałam, że nie spotkam już kogoś takiego ja Rupert. Moje życie nie miało sensu. Po prostu nie chciałam go dłużej ciągnąć i skoczyłam do wody- dziewczyna nie wytrzymałą i ciepłe strugi łez zaczęły spływać po jej różowych polikach.
  -Rose.... ja nie wiedziałam.
  -Nikt nie wiedział... a najgorsze jest to, że Harry myśli, że to przez niego. Ale Amy.. obiecaj, że nic nikomu nie powiesz.
  -Obiecuje. Ale ty mi też musisz coś obiecać. Przyrzeknij mi, że nic więcej sobie nie zrobisz.
Dziewczyna otarła łzy i wykrzywiła twarz w coś na kształt uśmiechu.
  -Przyrzekam. Amy.. nie mówmy już o tym nigdy dobrze? Zapomnij o tym! Lepiej powiedz jak tam z Louisem.
  -Eeeee.... nie ważne.
  -Jak to pokłóciliście się? Przecież dzisiaj rano....
  -Nie pokłóciliśmy się po prostu to nie ma sensu. Ja chyba nie czuje do niego tego co on do mnie. Nie wiem sama co do niego czuje. Kiedy jesteśmy razem wydaje mi się, że wiem o nim wszystko, ale ja nie wiem o nim nic. On o mnie też nie. Nie chce być z kimś o kim nic nie wiem.
  -Ale Amy, daj mu chociaż szansę. On się stara. On naprawdę... naprawdę Cię kocha.
  -Jak można kogoś pokochać przez kilka dni. W tym czasie można się co najwyżej zauroczyć, a jak obie wiemy takie uczucie jest nic nie warte.
 Rose była zła na przyjaciółkę. Traktowała chłopaków jak braci a Louisa szczególnie. Nie wiedziała dlaczego, ale na swój sposób go kochała dlatego nie mogła słuchać tego co jej przyjaciółka wygaduje i wybiegła z garderoby. Weszła do do schowka na miotły, usiadła na podłodze i zaczęła płakać. Nie ze smutku a z bezsilności jaka ją ogarnęła. Dziewczyna miał ochotę coś rozwalić. Siedziała tam przez dwie godziny. Chwilami słyszała głos Amy, która najwyraźniej szukała dziewczyny. Nagle drzwi się otwarły. Usłyszała śmiechy jakiejś dziewczyny i wesoły głos Zayna. Chłopak miał całą koszulkę oblaną kawą.
  -Rose!? Co ty tu robisz. Mała coś się stało?- Nastolatek skierował wzrok na dziewczynę, z którą wcześniej rozmawiał i poprosił by zostawiła ich na chwilę samych.
  -Nie ważne. Już dobrze. Chwilowy kryzys.- Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka i spojrzał mu w oczy- lepiej ty powiedz czemu jesteś taki szczęśliwy i co to za dziewczyna bo wyglądasz jak byś się czegoś naćpał.
  -Rose kochana, chyba się zakochałem.
  -Czekam na szczegóły.
  -To samo jakoś tak wyszło. Simon kazał zanieść mi jakieś papiery do garderoby. No to je wziąłem, ale nic przez nie nie widziałem. I nagle leżę na ziemi oblany kapuchino a na mnie jakaś dziewczyna. Te papiery się rozsypały po całym holu. Nadia- bo tak ma na imię. Pięknie, nie?
  -No cudownie- odpowiedziała rozbawiona dziewczyna.
  -No to Nadia zaczęła mnie przepraszać. Ja na początku byłem strasznie zły ale kiedy tylko spojrzałem w jej oczy i usłyszałem jej przecudny, perlisty śmiech postarałem się nie gniewać. Pozbieraliśmy te dokumenty i przyszliśmy żeby zetrzeć jakoś tę plamę.
  -Kim ona jest?
  -Chyba bierze udział w programie. Widziałem ją na castingu i potem jeszcze na eliminacjach.
  -A umówiłeś się z nią? Czy będziesz teraz przez pół roku użalał się nad sobą przez to, że już więcej jej nie zobaczysz?
  -Cholera. Jak Cię zobaczyłem taką zapłakaną to zupełnie wypadło mi to z głowy. Co ja teraz zrobię?! Jezus Maria!
  -Biegnij za nią. Na pewno ją znajdziesz.
Chłopak ucałował z radości dziewczynę i wybiegł z pomieszczenia krzycząc na całe studio imię dziewczyny a rozbawiona zachowaniem chłopaka Rose udałą się do łazienki by przemyć popuchniętą od płaczu twarz i poprawić makijaż. Stanęła przed wielkim lustrem. Wyjęła z małej kopertówki paczkę chusteczek i zmyła rozmazany tusz. Następnie wyjęła maskarę i pomalowała nią rzęsy.
Zbliżała się dziewiętnasta. Rose nadal nie chciała widzieć na oczy swojej przyjaciółki więc nie szukając jej udała się do chłopców by wesprzeć ich na duchu. Udała się długim korytarzem i weszła do hali. Usłyszała szum widowni zbierającej się już na siedzeniach przed sceną. Ujrzała Simona rozmawiającego z jakimś zespołem a zaraz potem chłopaków siedzących w kącie. Podbiegła do nich i uściskała wszystkich.
  -Jak tam? Mam nadzieję, że nie zapomnicie tekstu.
  -No wiesz, też mamy taką nadzieję- zaczęli śmiać się chłopacy.
Opiekun zespołu zawołał ich do siebie. Wszyscy prócz Harrego pobiegli do niego by ostatni raz porozmawiać z nim przed wstępem i wysłuchać ostatnich rad.
Hazza chciał porozmawiać z dziewczyną przed występem.
  -Rose, możesz mi coś obiecać?
  -To zależy co?- dziewczyna nie wiedziała o co chodzi chłopakowi, ale starała się udać, że nie jest zbytnio ciekawa.
  -Obiecaj mi, że bez względu na wszystko co teraz ci powiem nie wyśmiejesz mnie i wysłuchasz do końca.
  -Harry, jeszcze nigdy nie wyśmiałam kogoś za to co mi powiedział. Chyba, że było to naprawdę głupie..
  -No to może lepiej nie będę nic mówił bo to będzie głupie.
  -Harry nie. Obiecuję ie wyśmieje cię- chłopak odwrócił głowę i chciał już odejść. Dziewczyna złapała go za rękę i przyciągnęła go do siebie- popatrz na mnie! Harry. Skoro już zacząłeś to skończ.
  -Rose... myślałem dzisiaj o tym cały czas i nie daje mi to spokoju. Zawaliłem przez to całą próbę i jestem pewien, że jeżeli nie wyduszę z siebie tego teraz to zawale także ten live. Dlatego muszę zrobić to teraz.
  -Coraz mniej z tego rozumiem. Harry o co chodzi?
Chłopak przysunął dziewczynę delikatnie do siebie po czym wyszeptał:
  -Kocham Cie Rose- wiem, że dopiero zerwałaś z chłopakiem i możesz nie być teraz na to gotowa, ale proszę Cię daj mi szansę.
Harry złapał ją w tali, pogładził dłonią po policzku i pocałował.
Dziewczynę zamurowało. Wszystkie jej marzenia spełniły się właśnie teraz. Hazza stał koło niej z dłońmi wplecionymi w jej włosy. Chciała by ta chwila nigdy się nie skończyła.
Kiedy chłopak przestał ją całować ona mocno go przytuliła i odpowiedziała:
  -Też Cię kocham.
Cmoknęła go w policzek i popchnęła w stronę reszty chłopców.
  -Idź już bo będą źli.
Harry odszedł a dziewczyna usiadła na jakiejś wielkiej skrzyni i zaczęła się śmiać.
  -I po co się tak przejmowałaś? Po co?- mówiła sama do siebie.
Nagle podeszła do niej Amy.
  -Przepraszam Cię kochanie. Louisa też już przeprosiłam chociaż on nie wiedział o co chodzi. Miałaś rację. On naprawdę mnie kocha.
  -A nie mówiłam. Ale dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie?
  -Louis powiedział, że kiedy to wszystko się skończy zabierze mnie do swojej rodziny na święta. Będziemy mogli się lepiej poznać. Może zaprzyjaźnię się z jego krewnymi. Przecież gdyby mnie nie kochał nie przedstawiał by mnie rodzicom, nie?
  -Widzisz? Ja zawsze mam rację- zaczęła śmiać się dziewczyna.
  -Dziękuję- Amy pocałowała dziewczynę w czoło.
  -Za co?- Dziewczyna była zdziwiona bo przecież ona nic nie zrobiła.
  -Za wszystko. Za to, że jesteś, że potrafisz przywrócić mnie do pionu kiedy trzeba i za to, że zawsze masz rację. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- obie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Za kulisami zrobił się spory ruch. Na zegarku była za pięć dwudziesta. Natelebimach zamieszczonych dosłownie wszędzie widać było już przygotowanego do rozpoczęcia programu prowadząego. Chłopcy występowaijako drudzy więc dziewczyny nie miały już szansy z nimi porozmawiać. Miały tylko nadzieję, że żaden z nich nie pomyli tekstu, ponieważ cały czas by się obwiniał. Chciały mieć już to za sobą. Stresowały się chyba bardziej niż zespół. Trzęsły się im ręce, zasło im w gardle a w brzuchu czuły dziwne łaskotanie. W pewnym momęcie Amy nie wytrzymała i zwymiotowała.
  -Kochanie, nic Ci nie jest?- Rose zaczęła niepokoić się o przyjaciółkę. Zrobiła się strasznie blada- Amy nie denerwój się tak chłopcy sobie świetnie poradzą.
  -Wiem, wiem. Oni zawsze sobie radzą. Poprostu to dla nich takie ważne, że aż sama zaczęłąm się denerwować.
Przyjaciółki usłyszały, że prezenter zaczyna zapowiadać kolejny zespół.
  -A teraz przed państwem wystąpi piątk wspaniałych chłopaków. Zapamiętajciętą nazwę bo wydaje mi się, że będzie o nich głośno. Przed państwem One Direction. Na scenie pojawili się chłopcy. Zaczęli śpiewać a Rose w trakcie całego występu płakała. Choć piosenka byławesoła i żywa to po policzkach dziewczyny zaczęłyciekać łzy. Dziewczyna nie mogła znieść tego stresu i ziwiła sobiechłopaką, że tak dobrze sobie z ni radzili. Przyjaciółki złąpały się mocno za ręce i trzymały się tak aż do końca piosenki.
Na scenie brzmiały ostatnie nuty piosenki. Publiczność wstałą i zaczęła wznosić owacje na stojąco. Na twarzy Simona było widać dumę. Chłopcy takrze się cieszyli. Wszystko poszło po ich myśli. Teraz trzeba było tylko czekać na wyniki głosowana widzów.
 Rose szybko otarłą łzy. Nie chciała by wszyscy znowu widzieli ją zapłakaną.
Po chwili chłopcy wbiegli szczęśliwi za kulisy. Harry żucił się na szyję brunetki. Niall coćchciał dla swojej kochanej Rose jak najlepiej nie mógł patrzeć na jej szczęście z Harrym. Wiedział, że choć teraz jest jej dobrze to któreś z nich prędzej czy później to szczęście zepsuje i oboje będą cierpieć. Nie chciał tegowszystkiego psuć bo wiedział, że go za to znienawidzą dlatego postarł się nie zwracać na to uwagi. Podszedł do Zayna i jego nowej przyjaciółki- Nadii.
  -Chłopaki naprawdę byliście super! Gratulacje. Mam nadzieję, że pójdzie mi tak samo dobrze jak wam.
  -Gratulować to będziesz mogła jak przejdziemy dalej. A tobie na pewno pójdzie świetnie. Zobaczysz. Będe trzymał kciuki.
Zayn cały czas flirtował z dziewczyną. W końcu nic dziwnego. Była śiczna. Na jej głowie lśniła kruczo czarna kaskada loków przykryta szarym, filcowym melonikiem. Dziewczyna miała jasne, błękitne, duże oczy i śliczne różowe policzki. Ubrana była w krótką, granatową spudniczkę z rozkloszowaną spódniczką, która odsłaniała jej śliczne długie nogi na. Do tego miała ubrane czarne koturny, które dodatkowo uwydatniały jej nogi.
Rerzyser zawołał Nadię do siebie. Za chwilę miałą wyjść na scenę. Zayn pocałował dziewczynę w policzek i ciepło się do niej uśmiechnął.
Wyszła na scenę. Według Zayna poszło jej świetnie, ale yurroży i tak się jej czepiali. Zayn był wściekły. Nie mógł zrozumieć jak oni tak mogli. Dziewczyna przyszła spowrotem. Była zła i smutna. Usiadła koło Maika a on objął ją ramieniem. Nadia wtuliła się w jego pierś. Nie chciała płakać. Obiecała sobie, że to tylkozabawa i nie będzie się tymprzejmować.
  -Ej, mała nie martw się. Było świetnie- Próbował pocieszyć dziewczynę Zayn.- Oni zawsze się czepiają.
  -Masz rację. Nie będe się przejmować.
  -Słuchaj do wyników mamy jeszcze godzinę. Choć do garderoby na kawe.
Wsadzili do ekspresu kapsułki i dolali do niego wody. Po chwili pili ciepłą i aromatyczną kawę opowiadając o sobie.
Czas płynął im razemtak szybo i swobodnie, że nawet nie zuważyli kiedy zbliżało się ogłoszenie wyników. Zostało im pięć pinut. Wybiegli z garderoby i zaczęłi biec przez dług korytarz. Nagle dziewczyna stanęła.
  -Ja nie damrady- Wskazała ręką na szesnasto centymetrowe ocasy.
 Zayn nie zastanawiając się ani chwili wziął dziewczynę na plecy i biegli do studia. Nadia zaczęła się śmiać.
Zdążyli w ostatniej chwili. Na całe szczęście reżyser nie zauważył ich nieobecności. Weszli na scenę.
Prowadzący zaczął wymieniać osoby przechodzące do następego etapu. Rose i Amy słyszały nic nie znaczące imiona. Nagle na scenie zostali tylko chłopcy, Nadia i jakaś dziewczyna.
  -Do następnego występu mogą przygotowywać się......... One Direction.
Dziewczyny zaczęły piszczeć. Przytuliły się i skakały z radości. Chłopcy takrze się cieszyli, ale Zayn nadal był zestrsowany. Nadia została na scenie. Reżyser pogonił ich by weszli za kulisy.
  -Osobą, która zdobyła najwięcej waszych głosów jest....- Próbował trzymać w niepewności widzów- Jest Nadiia Williamsa.
Dziewczyna zaczęła skakać z radości pobiegła uściskać wszystkich jurrorów i prezentera. Potem wbiegła piszcząc za kulisy i z radości pocałowała Zayna. Nie był to daelikatny całus jakimi obdarzali się wcześniej a namiętny pocałunek w usta. Zaplątałą nogi na jego biodrach a on wplutł ręce w jej loki. Zayn próbował owstrzymać śmiech i radość jaka panowała w jego sercu. Pomiędzy krótkimi przerwami jakie brali na wzięcie oddechu na jego ustach pojawiał się śmiech. Cieszył się, że w końcu poznał kogośz kim ma szansę być szczęśliwy.