środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział siódmy: Live cz.2

  Samochód zatrzymał się przed ogromną halą. Cały zespół skierował się do studia B, w którym nagrywany jest x-factor. Ich oczom ukazał się ciasny, długi korytarz z tysiącem pokoi. Postanowili odnaleźć Simona i zapytać się go co mają robić. Mężczyzna stał na końcu korytarza i rozmawiał z jakąś kobietą. Kiedy zauważył chłopców    radośnie się przywitał i przedstawił im starszą kobietę.
  -I są moje chłopaki. Jak się czujecie przed występem?- zapytał się Simon.
  -Doskonale- Louis uścisnął dłoń Simona.
  -No to wspaniale. Chłopcy to jest wasza stylistka Helen. Zaprowadzę dziewczyny do waszej garderoby a Hell się wami zajmie.
  -Ok.
Chłopcy weszli z kobietą do ogromnego pomieszczenia pełnego ubrań, butów i różnego typu dodatków a dziewczyny udały się do ich garderoby.
  -Dziewczyny jak chcecie to możecie przejść się po studiu tylko żebyście nikomu nie przeszkadzały ok?
  -Dobrze. Na pewno skorzystamy z okazji zobaczenia jak to jest za kulisami tak popularnego show- Amy uśmiechnęła się do jurora- i postaramy się z Rose nic nie narozrabiać.
Simon zostawił je same. Garderoba była bardzo mała. Chłopcy ledwo by się tu zmieścili. Stałą tu dość spora toaletka i wielkie lustro a także pięć krzeseł i ekspres do kawy. Przyjaciółki od razu włożył do niego kapsułki z kawą i nalały wody. Po chwili obie trzymały kubki z gorącym, aromatycznym napojem i pochłonęły się w rozmowie.
  -Rose czy wy z Harrym jesteście ze sobą?
  -Nie... chyba... nie wiem. To znaczy ja... ja czuję się przy nim tak wspaniale. Tak jakbyśmy znali się od lat ale nie wiem czy on czuje do mnie to samo. On jest taki kochany, taki czuły  i opiekuńczy. Czuam się wtedy tak bezpiecznie. Myślałam, że nic mi nie grozi, ale.... Amy, wtedy kiedy wpadłam do jeziora byłam z Harrym na spacerze. Pamiętasz? Opowiadałam Ci.
  -No pamiętam, ale nie wiem co masz teraz na myśli.
  -Nie powiedziałam Ci jednego. Ja wcale nie wpadłam do tego jeziora. Ja sama do niego wskoczyłam- dziewczynie zaczęły napływać do oczu łzy.
  -Rose.. jak to? Przecież to bez sensu. Ja nic z tego nie rozumiem... jak ty.... sama- mamrotała coś pod nosem Amy bogato gestykulując przy tym rękoma i kiwając z nie dowierzaniem głową.
  -Bo jak Harry zrobił mi rano naleśniki, a potem wziął mnie na spacer. Było mi wtedy tak dobrze. Czułam się jak bym była jedyną osobą na świecie. Jego księżniczką- dziewczyna dukała słowa przez łzy. Każda litera ledwo przechodziła przez jej zaciśnięte gardło.
  -Skoro było Ci z nim tak dobrze to dlaczego skoczyłaś i w ogóle po co. Co chciałaś przez to pokazać co bo ja jakoś tego nie mogę pojąc?- Amy zaczynała delikatnie podnosić głos przez to, że nie mogła pojąć co dziewczyna chce jej wytłumaczyć.
  -Pamiętasz wakacje w tamtym roku?- spytała się dziewczyna pohamowując przy tym kolejną falę łez.
  -Pamiętam. Byłyśmy razem z Rupertem i Amandą nad jakimś jeziorem. Nie pamiętam nazwy. On Cię wtedy poprosił o chodzenie prawda?
  -Mhm. Kiedy tego dnia obudziłam się a w kuchni czekał na mnie Harold przypomniało mi się jak w tamte wakacje Rupert przygotowywał dla mnie śniadanie, wziął mnie na długi spacer i na pomoście zapytał czy będę z nim chodzić. Tego dnia to wszystko we mnie odżyło. To uczucie, którym go obdarzyłam, nasze wspólne spotkania, wyjazdy. Ale przypomniały mi się też urodziny Amandy, które były dwa tygodnie temu. Powiedział wtedy, że z nami koniec a potem na moich oczach całował się z tą idiotką.
  -Kochanie nie myśl już o tym. Teraz masz Harrego, Niallera i resztę chłopaków, masz mnie, masz też swoich rodziców, którzy kochają cię nad życie. Masz wszystko.
  -Teraz to wiem, ale wtedy... wtedy było inaczej. Nie było ciebie, Harrego i resztę znałam dwa dni a Niall chociaż się troszczył to nie mógł być przy mnie cały czas. Wtedy czułam się samotna. Myślałam, że nie spotkam już kogoś takiego ja Rupert. Moje życie nie miało sensu. Po prostu nie chciałam go dłużej ciągnąć i skoczyłam do wody- dziewczyna nie wytrzymałą i ciepłe strugi łez zaczęły spływać po jej różowych polikach.
  -Rose.... ja nie wiedziałam.
  -Nikt nie wiedział... a najgorsze jest to, że Harry myśli, że to przez niego. Ale Amy.. obiecaj, że nic nikomu nie powiesz.
  -Obiecuje. Ale ty mi też musisz coś obiecać. Przyrzeknij mi, że nic więcej sobie nie zrobisz.
Dziewczyna otarła łzy i wykrzywiła twarz w coś na kształt uśmiechu.
  -Przyrzekam. Amy.. nie mówmy już o tym nigdy dobrze? Zapomnij o tym! Lepiej powiedz jak tam z Louisem.
  -Eeeee.... nie ważne.
  -Jak to pokłóciliście się? Przecież dzisiaj rano....
  -Nie pokłóciliśmy się po prostu to nie ma sensu. Ja chyba nie czuje do niego tego co on do mnie. Nie wiem sama co do niego czuje. Kiedy jesteśmy razem wydaje mi się, że wiem o nim wszystko, ale ja nie wiem o nim nic. On o mnie też nie. Nie chce być z kimś o kim nic nie wiem.
  -Ale Amy, daj mu chociaż szansę. On się stara. On naprawdę... naprawdę Cię kocha.
  -Jak można kogoś pokochać przez kilka dni. W tym czasie można się co najwyżej zauroczyć, a jak obie wiemy takie uczucie jest nic nie warte.
 Rose była zła na przyjaciółkę. Traktowała chłopaków jak braci a Louisa szczególnie. Nie wiedziała dlaczego, ale na swój sposób go kochała dlatego nie mogła słuchać tego co jej przyjaciółka wygaduje i wybiegła z garderoby. Weszła do do schowka na miotły, usiadła na podłodze i zaczęła płakać. Nie ze smutku a z bezsilności jaka ją ogarnęła. Dziewczyna miał ochotę coś rozwalić. Siedziała tam przez dwie godziny. Chwilami słyszała głos Amy, która najwyraźniej szukała dziewczyny. Nagle drzwi się otwarły. Usłyszała śmiechy jakiejś dziewczyny i wesoły głos Zayna. Chłopak miał całą koszulkę oblaną kawą.
  -Rose!? Co ty tu robisz. Mała coś się stało?- Nastolatek skierował wzrok na dziewczynę, z którą wcześniej rozmawiał i poprosił by zostawiła ich na chwilę samych.
  -Nie ważne. Już dobrze. Chwilowy kryzys.- Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka i spojrzał mu w oczy- lepiej ty powiedz czemu jesteś taki szczęśliwy i co to za dziewczyna bo wyglądasz jak byś się czegoś naćpał.
  -Rose kochana, chyba się zakochałem.
  -Czekam na szczegóły.
  -To samo jakoś tak wyszło. Simon kazał zanieść mi jakieś papiery do garderoby. No to je wziąłem, ale nic przez nie nie widziałem. I nagle leżę na ziemi oblany kapuchino a na mnie jakaś dziewczyna. Te papiery się rozsypały po całym holu. Nadia- bo tak ma na imię. Pięknie, nie?
  -No cudownie- odpowiedziała rozbawiona dziewczyna.
  -No to Nadia zaczęła mnie przepraszać. Ja na początku byłem strasznie zły ale kiedy tylko spojrzałem w jej oczy i usłyszałem jej przecudny, perlisty śmiech postarałem się nie gniewać. Pozbieraliśmy te dokumenty i przyszliśmy żeby zetrzeć jakoś tę plamę.
  -Kim ona jest?
  -Chyba bierze udział w programie. Widziałem ją na castingu i potem jeszcze na eliminacjach.
  -A umówiłeś się z nią? Czy będziesz teraz przez pół roku użalał się nad sobą przez to, że już więcej jej nie zobaczysz?
  -Cholera. Jak Cię zobaczyłem taką zapłakaną to zupełnie wypadło mi to z głowy. Co ja teraz zrobię?! Jezus Maria!
  -Biegnij za nią. Na pewno ją znajdziesz.
Chłopak ucałował z radości dziewczynę i wybiegł z pomieszczenia krzycząc na całe studio imię dziewczyny a rozbawiona zachowaniem chłopaka Rose udałą się do łazienki by przemyć popuchniętą od płaczu twarz i poprawić makijaż. Stanęła przed wielkim lustrem. Wyjęła z małej kopertówki paczkę chusteczek i zmyła rozmazany tusz. Następnie wyjęła maskarę i pomalowała nią rzęsy.
Zbliżała się dziewiętnasta. Rose nadal nie chciała widzieć na oczy swojej przyjaciółki więc nie szukając jej udała się do chłopców by wesprzeć ich na duchu. Udała się długim korytarzem i weszła do hali. Usłyszała szum widowni zbierającej się już na siedzeniach przed sceną. Ujrzała Simona rozmawiającego z jakimś zespołem a zaraz potem chłopaków siedzących w kącie. Podbiegła do nich i uściskała wszystkich.
  -Jak tam? Mam nadzieję, że nie zapomnicie tekstu.
  -No wiesz, też mamy taką nadzieję- zaczęli śmiać się chłopacy.
Opiekun zespołu zawołał ich do siebie. Wszyscy prócz Harrego pobiegli do niego by ostatni raz porozmawiać z nim przed wstępem i wysłuchać ostatnich rad.
Hazza chciał porozmawiać z dziewczyną przed występem.
  -Rose, możesz mi coś obiecać?
  -To zależy co?- dziewczyna nie wiedziała o co chodzi chłopakowi, ale starała się udać, że nie jest zbytnio ciekawa.
  -Obiecaj mi, że bez względu na wszystko co teraz ci powiem nie wyśmiejesz mnie i wysłuchasz do końca.
  -Harry, jeszcze nigdy nie wyśmiałam kogoś za to co mi powiedział. Chyba, że było to naprawdę głupie..
  -No to może lepiej nie będę nic mówił bo to będzie głupie.
  -Harry nie. Obiecuję ie wyśmieje cię- chłopak odwrócił głowę i chciał już odejść. Dziewczyna złapała go za rękę i przyciągnęła go do siebie- popatrz na mnie! Harry. Skoro już zacząłeś to skończ.
  -Rose... myślałem dzisiaj o tym cały czas i nie daje mi to spokoju. Zawaliłem przez to całą próbę i jestem pewien, że jeżeli nie wyduszę z siebie tego teraz to zawale także ten live. Dlatego muszę zrobić to teraz.
  -Coraz mniej z tego rozumiem. Harry o co chodzi?
Chłopak przysunął dziewczynę delikatnie do siebie po czym wyszeptał:
  -Kocham Cie Rose- wiem, że dopiero zerwałaś z chłopakiem i możesz nie być teraz na to gotowa, ale proszę Cię daj mi szansę.
Harry złapał ją w tali, pogładził dłonią po policzku i pocałował.
Dziewczynę zamurowało. Wszystkie jej marzenia spełniły się właśnie teraz. Hazza stał koło niej z dłońmi wplecionymi w jej włosy. Chciała by ta chwila nigdy się nie skończyła.
Kiedy chłopak przestał ją całować ona mocno go przytuliła i odpowiedziała:
  -Też Cię kocham.
Cmoknęła go w policzek i popchnęła w stronę reszty chłopców.
  -Idź już bo będą źli.
Harry odszedł a dziewczyna usiadła na jakiejś wielkiej skrzyni i zaczęła się śmiać.
  -I po co się tak przejmowałaś? Po co?- mówiła sama do siebie.
Nagle podeszła do niej Amy.
  -Przepraszam Cię kochanie. Louisa też już przeprosiłam chociaż on nie wiedział o co chodzi. Miałaś rację. On naprawdę mnie kocha.
  -A nie mówiłam. Ale dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie?
  -Louis powiedział, że kiedy to wszystko się skończy zabierze mnie do swojej rodziny na święta. Będziemy mogli się lepiej poznać. Może zaprzyjaźnię się z jego krewnymi. Przecież gdyby mnie nie kochał nie przedstawiał by mnie rodzicom, nie?
  -Widzisz? Ja zawsze mam rację- zaczęła śmiać się dziewczyna.
  -Dziękuję- Amy pocałowała dziewczynę w czoło.
  -Za co?- Dziewczyna była zdziwiona bo przecież ona nic nie zrobiła.
  -Za wszystko. Za to, że jesteś, że potrafisz przywrócić mnie do pionu kiedy trzeba i za to, że zawsze masz rację. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- obie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Za kulisami zrobił się spory ruch. Na zegarku była za pięć dwudziesta. Natelebimach zamieszczonych dosłownie wszędzie widać było już przygotowanego do rozpoczęcia programu prowadząego. Chłopcy występowaijako drudzy więc dziewczyny nie miały już szansy z nimi porozmawiać. Miały tylko nadzieję, że żaden z nich nie pomyli tekstu, ponieważ cały czas by się obwiniał. Chciały mieć już to za sobą. Stresowały się chyba bardziej niż zespół. Trzęsły się im ręce, zasło im w gardle a w brzuchu czuły dziwne łaskotanie. W pewnym momęcie Amy nie wytrzymała i zwymiotowała.
  -Kochanie, nic Ci nie jest?- Rose zaczęła niepokoić się o przyjaciółkę. Zrobiła się strasznie blada- Amy nie denerwój się tak chłopcy sobie świetnie poradzą.
  -Wiem, wiem. Oni zawsze sobie radzą. Poprostu to dla nich takie ważne, że aż sama zaczęłąm się denerwować.
Przyjaciółki usłyszały, że prezenter zaczyna zapowiadać kolejny zespół.
  -A teraz przed państwem wystąpi piątk wspaniałych chłopaków. Zapamiętajciętą nazwę bo wydaje mi się, że będzie o nich głośno. Przed państwem One Direction. Na scenie pojawili się chłopcy. Zaczęli śpiewać a Rose w trakcie całego występu płakała. Choć piosenka byławesoła i żywa to po policzkach dziewczyny zaczęłyciekać łzy. Dziewczyna nie mogła znieść tego stresu i ziwiła sobiechłopaką, że tak dobrze sobie z ni radzili. Przyjaciółki złąpały się mocno za ręce i trzymały się tak aż do końca piosenki.
Na scenie brzmiały ostatnie nuty piosenki. Publiczność wstałą i zaczęła wznosić owacje na stojąco. Na twarzy Simona było widać dumę. Chłopcy takrze się cieszyli. Wszystko poszło po ich myśli. Teraz trzeba było tylko czekać na wyniki głosowana widzów.
 Rose szybko otarłą łzy. Nie chciała by wszyscy znowu widzieli ją zapłakaną.
Po chwili chłopcy wbiegli szczęśliwi za kulisy. Harry żucił się na szyję brunetki. Niall coćchciał dla swojej kochanej Rose jak najlepiej nie mógł patrzeć na jej szczęście z Harrym. Wiedział, że choć teraz jest jej dobrze to któreś z nich prędzej czy później to szczęście zepsuje i oboje będą cierpieć. Nie chciał tegowszystkiego psuć bo wiedział, że go za to znienawidzą dlatego postarł się nie zwracać na to uwagi. Podszedł do Zayna i jego nowej przyjaciółki- Nadii.
  -Chłopaki naprawdę byliście super! Gratulacje. Mam nadzieję, że pójdzie mi tak samo dobrze jak wam.
  -Gratulować to będziesz mogła jak przejdziemy dalej. A tobie na pewno pójdzie świetnie. Zobaczysz. Będe trzymał kciuki.
Zayn cały czas flirtował z dziewczyną. W końcu nic dziwnego. Była śiczna. Na jej głowie lśniła kruczo czarna kaskada loków przykryta szarym, filcowym melonikiem. Dziewczyna miała jasne, błękitne, duże oczy i śliczne różowe policzki. Ubrana była w krótką, granatową spudniczkę z rozkloszowaną spódniczką, która odsłaniała jej śliczne długie nogi na. Do tego miała ubrane czarne koturny, które dodatkowo uwydatniały jej nogi.
Rerzyser zawołał Nadię do siebie. Za chwilę miałą wyjść na scenę. Zayn pocałował dziewczynę w policzek i ciepło się do niej uśmiechnął.
Wyszła na scenę. Według Zayna poszło jej świetnie, ale yurroży i tak się jej czepiali. Zayn był wściekły. Nie mógł zrozumieć jak oni tak mogli. Dziewczyna przyszła spowrotem. Była zła i smutna. Usiadła koło Maika a on objął ją ramieniem. Nadia wtuliła się w jego pierś. Nie chciała płakać. Obiecała sobie, że to tylkozabawa i nie będzie się tymprzejmować.
  -Ej, mała nie martw się. Było świetnie- Próbował pocieszyć dziewczynę Zayn.- Oni zawsze się czepiają.
  -Masz rację. Nie będe się przejmować.
  -Słuchaj do wyników mamy jeszcze godzinę. Choć do garderoby na kawe.
Wsadzili do ekspresu kapsułki i dolali do niego wody. Po chwili pili ciepłą i aromatyczną kawę opowiadając o sobie.
Czas płynął im razemtak szybo i swobodnie, że nawet nie zuważyli kiedy zbliżało się ogłoszenie wyników. Zostało im pięć pinut. Wybiegli z garderoby i zaczęłi biec przez dług korytarz. Nagle dziewczyna stanęła.
  -Ja nie damrady- Wskazała ręką na szesnasto centymetrowe ocasy.
 Zayn nie zastanawiając się ani chwili wziął dziewczynę na plecy i biegli do studia. Nadia zaczęła się śmiać.
Zdążyli w ostatniej chwili. Na całe szczęście reżyser nie zauważył ich nieobecności. Weszli na scenę.
Prowadzący zaczął wymieniać osoby przechodzące do następego etapu. Rose i Amy słyszały nic nie znaczące imiona. Nagle na scenie zostali tylko chłopcy, Nadia i jakaś dziewczyna.
  -Do następnego występu mogą przygotowywać się......... One Direction.
Dziewczyny zaczęły piszczeć. Przytuliły się i skakały z radości. Chłopcy takrze się cieszyli, ale Zayn nadal był zestrsowany. Nadia została na scenie. Reżyser pogonił ich by weszli za kulisy.
  -Osobą, która zdobyła najwięcej waszych głosów jest....- Próbował trzymać w niepewności widzów- Jest Nadiia Williamsa.
Dziewczyna zaczęła skakać z radości pobiegła uściskać wszystkich jurrorów i prezentera. Potem wbiegła piszcząc za kulisy i z radości pocałowała Zayna. Nie był to daelikatny całus jakimi obdarzali się wcześniej a namiętny pocałunek w usta. Zaplątałą nogi na jego biodrach a on wplutł ręce w jej loki. Zayn próbował owstrzymać śmiech i radość jaka panowała w jego sercu. Pomiędzy krótkimi przerwami jakie brali na wzięcie oddechu na jego ustach pojawiał się śmiech. Cieszył się, że w końcu poznał kogośz kim ma szansę być szczęśliwy.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz