wtorek, 24 kwietnia 2012

Rozdział dziewiąty: Niespodzianka

  -Chyba nie masz zamiaru usunąć dziecka?- Rose zaczęła się niepokoić.
  -Przecież ono nic nikomu nie zrobiło. Czasem jestem podła, ale w życiu bym tego nie zrobiła.-Dziewczyna uspokoiła się i otarła łzy- Ja już je kocham.
Uśmiechnęła się i przytuliła do Rose. Wstała z krzesła i razem z przyjaciółką udała się do jakiejś pielęgniarki, która miała pobrać jej krew. Usiadła na stołku. Starsza kobieta w białym kitlu wbiła długą igłę w skórę dziewczyny, której popłynęły łzy. Rose zaczęła się z niej śmiać, bo przecież to tylko zwykłe pobieranie krwi, które wcale nie jest takie bolesne. Amy w podzięce za wsparcie posłała przyjaciółce spojrzenie, które dosłownie mogło zabić i gdyby nie to, że igła nie została jeszcze usunięta z jej ciała dziewczyna dawno rzuciłaby się na nią i strzeliła przez głowę. Nie lubiła żadnego typu badań a poza tym była nie odporna na ból. Wszystko odczuwała dwa razy mocniej. Rose o tym doskonale wiedziało, ale nie zmieniało to faktu, że ją to bawiło.
Kobieta wyjęła ze skóry Amy strzykawkę, co spowodowało u niej kolejną falę  bólu a u Rose kolejną dawkę śmiechu. Pielęgniarka podała dziewczynie wacik by zakryła nim małą ranę i poprosiła o przyjście po wyniki za około dwie godziny. Dziewczęta wolny czas postanowiły spędzić w ich ulubionej kawiarni. Usiadły w jakimś ciemnym kącie. Obydwie nie lubiły rozmawiać w zatłoczonych miejscach, w których wszyscy słyszą ich rozmowę, dlatego starały się prawie szeptać.  Podeszła do nich kelnerka i zebrała zamówienia. Rose wybrała swój ulubiony deser- Owoce leśne z kremem waniliowym oblane karmelem, a Amy sok pomarańczowy i banany w cieście oblane czekoladą.
  -Kiedy zamierzasz powiedzieć o wszystkim Louisowi?- Zapytała się po dłuższej chwili milczenia Rose.
  -Jeszcze nie wiem, ale chyba dzisiaj. Mają krócej próby, więc nie będzie tak zmęczony. A poza tym Louis i tak będzie się mnie wypytywał o wizytę u lekarza i nie dam rady ukryć tego przed nim.
  -Masz rację. Lepiej żeby dowiedział się o tym teraz. Jak myślisz jak zareaguje?
  -Nie wiem- Amy zaczęła martwić się przyszłością. Nie wiedziała czy zdoła zaopiekować się dzieckiem, stworzyć mu normalną, kochającą rodzinę i wychować na porządnego człowieka. Bała się tego, co będzie, ale wiedziała, że musi być silna. Musi- Możemy już o tym nie mówić, Rose? Proszę!
  -Ok. To, o czym chciałabyś porozmawiać?
  -Rose nie zauważyłaś, że Niall dziwnie się zachowuje od wczoraj?
  -Ymm.. Wiem. To przez to, że jestem z Harrym. On się martwi. Trochę za bardzo, ale i tak go kocham. Jest jedyny w swoim rodzaju.- Rose zawsze podziwiała kuzyna za to, jakim był człowiekiem. Był najbardziej opiekuńczą, czułą i miłą osobą, jaką kiedykolwiek poznała.
  -Jakby miał dziewczynę, to by się tak nie martwił. Byłby zajęty swoimi sprawami.
  -Amy.. Proszę Cię. Niall już taki jest i nie zmienimy go jakąś panienką, która zawróci mu w głowie.
  -Może masz rację, ale wiesz... Gdyby on kogoś miał było by mu dużo łatwiej zrozumieć to, że ty też potrzebujesz miłości i osoby, która Cię zrozumie bez słów.
  -Nie jestem tego tak pewna. Nawet, jeśli jaka kolwiek kobieta była by w stanie zawrócić mu w głowie i tak nie wygra z jedzeniem.
Obie dziewczyny zaczęły się śmiać. Czas leciał nieubłaganie szybko. Musiały już zbierać się w drogę powrotną do szpitala. W Londynie jak zawsze o tej porze były straszne korki. Dziewczyny doszły do wniosku, że nie ma sensu tłuc się przez miasto taksówką i poszły pieszo. Weszły z powrotem do tego samego wielkiego budynku i skierowały się do recepcji, w której można było odebrać wyniki. Młoda pielęgniarka podała dziewczynie szarą kopertę. W środku znajdowała się kartka z jakimiś cyframi, z których dziewczęta nic nie rozumiały. Weszły schodami na pierwsze piętro gdzie znajdował się gabinet lekarza, który dziewczęta odwiedziły ostatnio. Na krześle siedziała ta sama kobieta, w tym samym stroju, z tak samo sztucznym uśmiechem jak ostatnio. Amy podała jej kopertę z wynikami.
  -Dziecko drogie! Masz tragiczne wyniki. Potrzebujesz więcej żelaza, wapnia i ogólnie całej masy witamin. Zapiszę ci tabletki, ale poza nimi musisz jeść wiele warzyw i owoców. Badanie powtórz za tydzień i przyjdź do mnie z powrotem, ale jeżeli twoje wyniki się nie poprawią to będziesz musiała zostać na jakiś czas w szpitalu.
  -Ok. Obiecuję, że zacznę o siebie bardziej dbać- Amy trochę się wystraszyła. Bała się, że przez to, że wcześniej nie zwracała uwagi na swoją dietę i na to ile je witamin dziecku może się coś stać.
Obie dziewczyny podziękowały pani doktor i wyszły z gabinetu. Udały się szybko do hotelu. Tym razem zamówiły taksówkę, ponieważ Amy była zbyt zmęczona, aby przejść dwa kilometry. Chłopcy zaraz także mieli wrócić. Amy rzuciła się na kanapę, a Rose zaparzyła kawę. Podała filiżankę przyjaciółce filiżankę i zabrała się za przygotowywanie kolacji. Wyjęła z lodówki kawałek mięsa. Pokroiła je w kostkę i podsmażyła na patelni. Wsypała je do sałaty i zalała sosem koperkowym. Do tego pokroiła pomidory koktajlowe zalane czerwonym winem. 
  -Słuchaj Amy! Wyciągnę dzisiaj chłopaków na zwiedzanie Londynu czy coś, a ty w tym czasie masz porozmawiać z Louisem, rozumiesz? 
  -Nie za bardzo. Myślisz, że będą chcieli z tobą dzisiaj gdzieś iść? Oni na pewno ledwo żyją.
  -Proszę cię! Czy ty zawsze musisz wszystko widzieć w takich czarnych kolorach? Zrobiłam wam sałatkę a w kredensie stoi wino. 
  -Rose, zapomniałaś chyba, że nie mogę pić.- Amy teatralnie przewróciła oczami.
  -Przepraszam skarbie- Rose zachichotała- kupię ci soczek, albo zadzwonię do Hazzy i jak będą wracać, to on kupi Ci ten soczek. Ok?
  -Ok.- Dziewczyny mocno się przytuliły.
Rose wyjęła komórkę i zadzwoniła do swojego chłopaka. Odebrał Niall.
  -Cześć Mała. Co tam? U Amy wszystko w porządku?
  -No można powiedzieć, że w porządku- Rose zaczęła się śmiać, na co jej przyjaciółka szarpnęła ją w ramię- Kiedy wracacie?
  -Już jesteśmy w drodze, a co chcesz?
  -Kupcie sok, ok?
  -Spoko. Czekaj chwilę. Harry coś od ciebie chce.- W słuchawce telefonu zaczęło coś szumieć. Rose słyszała jakieś krzyki, śmiech i nagle jej uszą dobiegł słodki głos Harrego. 
  -Cześć skarbie? Wszystko u ciebie w porządku?
  -Mhm.- Dziewczyna chciała już by chłopak był przy niej i mogła się do niego przytulić. Nie mogła się doczekać, kiedy wejdzie przez próg drzwi wprost do hotelowego pokoju, a ona żuci mu się na szyję- Harry jak przyjedziecie to musimy wyjść. Wszyscy poza Lou. Tylko nic mu nie mów, ok?
  -Ok, ale, o co chodzi?
  -Nie mogę ci teraz powiedzieć. Dowiesz się w swoim czasie.
  -No dobrze. Jestem chyba w stanie wytrzymać kilka minut bez tej informacji. Muszę już kończyć. Kocham Cię Rose.
-Ja ciebie też.
Rozłączył się. Dziewczyna poszła do łazienki przebrać się na wieczór. Nie mogła się przebrać, bo pranie nadal nie było wstawione. Jedyne, co zrobiła to zmieniła delikatny makijaż na bardziej wyrazisty a włosy związane w kucyk rozpuściła i zakręciła na lokówce. Po pół godziny w drzwiach pojawili się chłopcy. Nikt poza Harrym nie wiedział, że gdzieś wychodzicie, więc Rose delikatnie zasugerowała chłopcom by zeszli na dól. Lou został z Amy i usiedli razem na kanapie.  
  -Może coś zjemy?- Amy zaproponowała chłopakowi. Oboje zasiedli do stołu. Dziewczyna nałożyła mu sałatki i nalała wina. Sama napiła się soku pomarańczowego kupionego jej przez Harrego. Panowała wokół nich nie zręczna cisza, którą przerwał Louis.
  -Co powiedział Ci lekarz? Mam nadzieję, że nic ci nie jest?- Amy na chwilę zamilkła, po czym wzięła głęboki oddech i wstała z krzesła. Oficjalnym tonem zwróciła się do swojego chłopaka.
  -Kochanie... Muszę Ci o czymś powiedzieć. Będziesz ojcem.

Od Autorki:
Przepraszam, że tak długo nie pisałam. Jestem na siebie za to zła. Przez prawie dwa tygodnie nic nie dodałam.  Najpierw miałam masę nauki potem dostałam szlaban, ale tak już bywa. Postaram się wam to wynagrodzić w najbliższym czasie i dodać więcej rozdziałów. A tak poza tym to kocham was wszystkich. A tak poza tym to kocham was. Każda osoba, która to czyta codziennie rano motywuje mnie do wstania z łóżka. Każdy komentarz każde wejście tutaj powoduje na mojej twarzy uśmiech. Dziękuję. <3

niedziela, 15 kwietnia 2012

Rozdział ósmy: Kolorowy zawrót głowy

  Po całym hotelowym pokoju roznosił się zapach jajecznicy smażonej na boczku. Amy otwarła oczy i udałą się do kuchni. Louis stał przy małej kuchence i nakładał jajka na dwa talerze.
  -Jak się spało mojej księżniczce?- Chłopak ucałował dziewczynę w czoło i podał talerz z jajecznicą i dwoma plastrami bekonu- mam nadzieję, że czujesz się lepiej.
  -Przepraszam za to, że zepsułam ci twój dzień, ale naprawdę nie czułam się najlepiej.
  -Kochanie nic się nie stało. Czy ty myślisz, że jakaś impreza jest ważniejsza od ciebie?- Chłopak podał Amy widelec i pogładził po głowie- Smacznego!
Choć dziewczyna wypiła tylko jednego drinka to huczało jej w głowie a a żołądek podchodził jej do gardła. Wzięła widelec do ręki i nabrała trochę jajek. Nie miała na nie wcale ochoty, lecz gdyby Louis zobaczył, że nic nie zjadła zaczął by się martwić jeszcze bardziej. Wsadziła jedzenie do buzi. To był błąd. Zerwała się z krzesła i zaczęła wymiotować do zlewu w kuchni. Louis stanął koło niej i przytrzymał jej włosy. 
  -Kochanie co się dzieje? Zaczynam się o ciebie martwić- Louis był naprawdę strapiony. Nie chciał patrzeć na to jak jego ukochana cierpi.
Dziewczyna skończyła wymiotować i poszła do łazienki przepłukać buzię i umyć zęby. Chłopak poszedł za nią.
  -Nic mi nie jest po prostu jestem trochę zestresowana ostatnio.
  -Na pewno?
  -Na pewno.- dziewczyna uśmiechnęła się do niego resztką sił i poszła się położyć.
Louis usiadł koło niej na łóżku i objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w jego ciepłą pierś i poszła spać. Chłopak bacznie ją obserwował po czym wtulony w nią także zasnął.Śnił mu się bardzo dziwny sen. Najpierw pojawił się on i reszta chłopaków. Stali na wielkiej scenie. Dookoła nich tłum rozwrzeszczanych fanek. Nagle przeniósł się do wielkiego domu na plaży. Wybiegła z niego gromadka wesołych dzieci, które rzuciły mu się na szyję krzycząc "Tataa!". Wchodził w głąb jasnego domu. W kuchni stała Amy. Piekła jego ulubione ciasto. Dziewczyna podeszła do niego. Jego oczom ukazał się duży okrągły brzuch. Dziewczyna była w ciąży. Ktoś zaczął szeptać jego imię. Brzmiało ono coraz głośniej i głośniej.
  -Louis! Louis! Wstawaj. Spóźnimy się na próbę- Liam próbował obudzić śpiącego jak kamień chłopaka.
  -Aaaaaaaa! Jezus Maria. To tylko sen, tylko sen...
  -Hahahaha co ci się śniło?
  -Szczerze to nie pamiętam już.
Louis zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki się umyć. Naciągnął na nogi czarne spodnie i jakiś stary, rozciągnięty sweter. Był zbyt zmęczony by myśleć o tym jak wygląda. Rozgarnął włosy ręką i zbiegł do hotelowego holu. Wszyscy już na niego czekali. Chłopacy ledwo chodzili. Niall miał podkrążone oczy.  Harry był blady jak trup a Zayn w ogóle nie spał. Całą noc spacerował z Nadią po parku. Jedynie Liam i Louis byli trzeźwi. Nie zmieniało to faktu, że wyglądali tak samo beznadziejnie jak reszta chłopaków.
  -Harry poproś Rose żeby zaopiekowała się Amy! Ona nadal nie czuje się za dobrze.
  -Ok. A co jej jest? Wczoraj tak szybko wyszliście. Myśleliśmy, że coś się stało.
  -Nie mam pojęcia co się dzieje, ale poproszę dzisiaj Simona żeby zwolnił nas szybciej z próby i zabiorę ją do lekarza.
  -I myślisz, że Cię puści. Powodzenia życzę- Wtrącił się do rozmowy Nialler.
  -Niall ma rację. Może lepiej niech Rose z nią pójdzie?
  -To idź się jej zapytać.
Hazza wbiegł do małego mieszkania. Otworzył drzwi ich wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała w łóżku przykryta kołdrą po samą szyję. Nie chciał jej budzić, ale nie było innego wyjścia. Delikatnie pogładził ją po policzku i szeptał jej do ucha by wstała.
  -Rose! wstawaj skarbie.
  -Mmyyyyy... jeszcze pięć minut...- mruczała od nosem zaspana dziewczyna.
  -Rose. Wstań już- Harry zaczął łaskotać dziewczynę by ta szybciej się ocknęła.
  -Oj już wstaję.. tylko przestań- przetarła oczy i zaczęła ziewać- Dzień dobry kochanie.
  -Jak się czujesz? Dobrze ci się spało?
  -No. Z tobą zawsze świetnie. Ale szumi mi w głowie i chce mi się pić. Chyba za dużo wypiłam.
  -Przyniosę Ci aspirynę. Od razu zrobi Ci się lepiej. Muszę jechać teraz na próbę, ale może szybciej skończymy. Przez ten czas będziesz musiała zaopiekować się Amy i pójść z nią do lekarza, ok?
  -Już wczoraj wydawało mi się, że coś jej jest. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
  -Już muszę lecieć bo się spóźnimy.- pocałowali się na pożegnanie i rozstali, jednak po chwili Harry wbiegł z powrotem do pokoju ze szklanką wody z musującą w niej tabletką.
  -Prawie o tym zapomniałem. Wypij! Dobrze Ci zrobi.
  -Bleeeeee.- dziewczyna wzdrygała się na samą myśl o płynie.
  -Nie zachowuj się jak dziecko tylko to wypij. Ja już lecę skarbie. Pa.
Podszedł do niej i mocną ją przytulił po czym wybiegł z hotelowego mieszkania. Wszedł do Vana Louisa, w którym siedzieli już chłopcy i Nadia, którą zabierali ze sobą do studia.
Rose leżała na łóżku jeszcze przez pół godziny. Próbowała przypomnieć sobie co robiła ostatniego wieczoru. Wiedziała, że poszli razem do jakiegoś klubu świętować. Chłopcy się wygłupiali, lał się alkohol. Choć nie była pełnoletnia nie miała problemu z jego kupnem. Piła drinka za drinkiem. Strasznie się upiła. Rzuciła się w objęcia Harrego. Leżała teraz naga w łóżku. Miała nadzieje, że nie zrobili nic głupiego.
Szumiało jej w głowie. Jakby ciągle słyszała muzykę lecącą w klubie. Miała tego dosyć. Chwyciła szklankę i duszkiem wypiła lek przygotowany przez Hazzę. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła długi prysznic. Lejąca się ciepła woda zmywała z niej całego kaca i zmęczenie. Ubrała szlafrok, wysuszyła włosy, które związała w kitkę i umyła zęby. Poszła po ubrania. Nie miała żadnej czystej bluzki. Nic dziwnego. Przez cały tydzień nikt nie wpadł na pomysł by zrobić pranie. Zajrzała do szafy Harrego i chwyciła pierwszą lepszą koszulkę. Biały T-shirt z kaczorem Donaldem. Spoko. Ubrała do tego zielone rurki i czarną bejsbolówkę. Na twarz nałożyła odrobinę fluidu i pudru by zakryć zmęczenie. Oczy pomalowała maskarą i zrobiła na nich kreski eye-linerem. Zaczęło strasznie burczeć jej w brzuchu więc poszła do małego aneksu kuchennego, w którym usmażyła parę naleśników. Posmarowała je nutellą i zaczęła jeść. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Amy.
  -Jak się czujesz?- spytała się Rose ustępując przy tym miejsca dziewczynie.
  -Źle.
  -To niedobrze. Zjesz coś?
  -Nie... albo tak. Albo lepiej nie.
  -To jesz czy nie?- Rose zaczęła śmiać się pod nosem.
  -A dawaj tego naleśnika- dziewczyna położyła sobie placek na talerzu i posypała go cukrem.
  -Jedz szybciej i idź się ubierz. Zaraz jedziemy do lekarz.
  -Po jaką cholerę? Położę się do łóżka i samo przejdzie. Jestem po prostu zestresowana.
  -Amy proszę cię. A jeśli to coś poważnego?
  -Ojj no niech ci będzie. Ale robię to tylko dla świętego spokoju.
Dziewczyna dokończyła jedzenie naleśnika i wstała z krzesła. Zakręciło jej się w głowie, a przed oczami zrobiło się ciemno. próbowała wrócić jeszcze do pozycji siedzącej, ale było już za późno. Runęła bezwładnie na ziemię. Po chwili ocknęła się. Leżała na zimnej posadce. Koło niej stała zdenerwowana Rose, która próbowała ją cucić.
  -Jezus Maria! Amy nic Ci nie jest? Boże drogi tak się wystraszyłam. I ty uważasz, że to nic poważnego.
  -Rose uspokój się. Nic mi nie jest. Pomóż mi lepiej wstać z tej podłogi.
Rose usadowiła przyjaciółkę na sofie i podała jej wodę do picia.
  -Proszę cię tylko nic nie mów Louisowi. On od razu wpadł by w panikę.
  -Dobra, ale pod warunkiem, że bez żadnego marudzenia pójdziesz do lekarza.
  -Ok. Pomożesz mi pójść do łazienki?
Rose wzięła Amy za rękę i zaprowadziła do toalety a sama poszła uszykować jej jakieś ubrania. Wybrała poprzecierane jeansy i czarną zwiewną tunikę z białymi napisami. Do tego zaniosła dziewczynie szare Vansy i czarny kapelusz. Zapukała do białych drzwi łazienki i pociągła za klamkę. Amy myła zęby swoją różową szczoteczką siedząc na wannie. Była wyraźnie osłabiona. Rose podała jej ubrania i pośpieszyła.

(W szpitalu)
  Amy wraz ze swoją przyjaciółką weszły do gabinetu, w którym siedziała uśmiechnięta kobieta o bujnych blond włosach. Ubrana była w biały lekarski fartuch a na jej szyi wisiał stetoskop. Amy opowiedziała kobiecie co jej jest.
  -Zrobimy pani USG. Proszę, położyć się na plecach i odsłonić brzuch- nakazała kobieta Amy. Nałożyła na jej ciało zimny żel i rozsmarowała go.- Niedługo kończy pani osiemnaście lat prawda?
  -Tak, ale czy coś jest nie tak?
  -Nie. Wręcz przeciwnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Za dziewięć miesięcy będzie pani matką.
  -Że co?- Amy szybo starła zimną maź z brzucha i usiadła na kozetce. Wiadomość, że będzie mieć dziecko nadal do niej nie docierała. To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Znała Louisa niecały miesiąc. To nie mogła być prawda.
  -Amy wszystko w porządku?
  -Tak, tak wszystko spoko- Amy nadal mówiła prawie nie przytomna. Nic do niej nie dochodził- Przepraszam czy to już wszystko?
  -Z mojej strony to wszystko co na dzisiaj mogłam zrobić. Musi pani jeszcze udać się na badanie krwi i wrócić do mnie z wynikami. Oczywiście jeżeli zechcesz bym poprowadziła twoją ciążę do końca.
Amy milczała.
 -Tak oczywiście, sama będę pilnować jej żeby regularnie panią odwiedzała- odpowiedziała za nią Rose. Czas było wyjść a ona nadal siedziała na kozetce. Rose pociągła ją za ramie do wyjścia a ona ledwo wydusiła z siebie "do widzenia".
Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na pierwsze lepsze krzesło stojące koło gabinetu.
  -Mała wszystko w porządku? Wyglądasz jak byś dowiedziała się, że za miesiąc masz umrzeć. Nie cieszysz się?
  -Rose ty nic nie rozumiesz. Ja mam dopiero osiemnaście lat. Chciałam iść na studia, zrobić karierę a teraz..... teraz nic nie zrobię. Poza tym znamy się z Louisem dopiero miesiąc. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Po policzkach dziewczyny zaczęły ściekać ciepłe, słone łzy.

Od autorki:
Macie dzisiaj taki krótki rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba i coraz więcej osób będzie komentować bo jak na razie to prawie nikt tego nie robi ;(  Jeżeli mogę to chciała bym was jeszcze prosić byście zadecydowały jakie ma być zakończenie historii bo muszę wiedzieć w jaką stronę się kierować. Chcecie by było smutne czy wesołe? 

środa, 11 kwietnia 2012

Rozdział siódmy: Live cz.2

  Samochód zatrzymał się przed ogromną halą. Cały zespół skierował się do studia B, w którym nagrywany jest x-factor. Ich oczom ukazał się ciasny, długi korytarz z tysiącem pokoi. Postanowili odnaleźć Simona i zapytać się go co mają robić. Mężczyzna stał na końcu korytarza i rozmawiał z jakąś kobietą. Kiedy zauważył chłopców    radośnie się przywitał i przedstawił im starszą kobietę.
  -I są moje chłopaki. Jak się czujecie przed występem?- zapytał się Simon.
  -Doskonale- Louis uścisnął dłoń Simona.
  -No to wspaniale. Chłopcy to jest wasza stylistka Helen. Zaprowadzę dziewczyny do waszej garderoby a Hell się wami zajmie.
  -Ok.
Chłopcy weszli z kobietą do ogromnego pomieszczenia pełnego ubrań, butów i różnego typu dodatków a dziewczyny udały się do ich garderoby.
  -Dziewczyny jak chcecie to możecie przejść się po studiu tylko żebyście nikomu nie przeszkadzały ok?
  -Dobrze. Na pewno skorzystamy z okazji zobaczenia jak to jest za kulisami tak popularnego show- Amy uśmiechnęła się do jurora- i postaramy się z Rose nic nie narozrabiać.
Simon zostawił je same. Garderoba była bardzo mała. Chłopcy ledwo by się tu zmieścili. Stałą tu dość spora toaletka i wielkie lustro a także pięć krzeseł i ekspres do kawy. Przyjaciółki od razu włożył do niego kapsułki z kawą i nalały wody. Po chwili obie trzymały kubki z gorącym, aromatycznym napojem i pochłonęły się w rozmowie.
  -Rose czy wy z Harrym jesteście ze sobą?
  -Nie... chyba... nie wiem. To znaczy ja... ja czuję się przy nim tak wspaniale. Tak jakbyśmy znali się od lat ale nie wiem czy on czuje do mnie to samo. On jest taki kochany, taki czuły  i opiekuńczy. Czuam się wtedy tak bezpiecznie. Myślałam, że nic mi nie grozi, ale.... Amy, wtedy kiedy wpadłam do jeziora byłam z Harrym na spacerze. Pamiętasz? Opowiadałam Ci.
  -No pamiętam, ale nie wiem co masz teraz na myśli.
  -Nie powiedziałam Ci jednego. Ja wcale nie wpadłam do tego jeziora. Ja sama do niego wskoczyłam- dziewczynie zaczęły napływać do oczu łzy.
  -Rose.. jak to? Przecież to bez sensu. Ja nic z tego nie rozumiem... jak ty.... sama- mamrotała coś pod nosem Amy bogato gestykulując przy tym rękoma i kiwając z nie dowierzaniem głową.
  -Bo jak Harry zrobił mi rano naleśniki, a potem wziął mnie na spacer. Było mi wtedy tak dobrze. Czułam się jak bym była jedyną osobą na świecie. Jego księżniczką- dziewczyna dukała słowa przez łzy. Każda litera ledwo przechodziła przez jej zaciśnięte gardło.
  -Skoro było Ci z nim tak dobrze to dlaczego skoczyłaś i w ogóle po co. Co chciałaś przez to pokazać co bo ja jakoś tego nie mogę pojąc?- Amy zaczynała delikatnie podnosić głos przez to, że nie mogła pojąć co dziewczyna chce jej wytłumaczyć.
  -Pamiętasz wakacje w tamtym roku?- spytała się dziewczyna pohamowując przy tym kolejną falę łez.
  -Pamiętam. Byłyśmy razem z Rupertem i Amandą nad jakimś jeziorem. Nie pamiętam nazwy. On Cię wtedy poprosił o chodzenie prawda?
  -Mhm. Kiedy tego dnia obudziłam się a w kuchni czekał na mnie Harold przypomniało mi się jak w tamte wakacje Rupert przygotowywał dla mnie śniadanie, wziął mnie na długi spacer i na pomoście zapytał czy będę z nim chodzić. Tego dnia to wszystko we mnie odżyło. To uczucie, którym go obdarzyłam, nasze wspólne spotkania, wyjazdy. Ale przypomniały mi się też urodziny Amandy, które były dwa tygodnie temu. Powiedział wtedy, że z nami koniec a potem na moich oczach całował się z tą idiotką.
  -Kochanie nie myśl już o tym. Teraz masz Harrego, Niallera i resztę chłopaków, masz mnie, masz też swoich rodziców, którzy kochają cię nad życie. Masz wszystko.
  -Teraz to wiem, ale wtedy... wtedy było inaczej. Nie było ciebie, Harrego i resztę znałam dwa dni a Niall chociaż się troszczył to nie mógł być przy mnie cały czas. Wtedy czułam się samotna. Myślałam, że nie spotkam już kogoś takiego ja Rupert. Moje życie nie miało sensu. Po prostu nie chciałam go dłużej ciągnąć i skoczyłam do wody- dziewczyna nie wytrzymałą i ciepłe strugi łez zaczęły spływać po jej różowych polikach.
  -Rose.... ja nie wiedziałam.
  -Nikt nie wiedział... a najgorsze jest to, że Harry myśli, że to przez niego. Ale Amy.. obiecaj, że nic nikomu nie powiesz.
  -Obiecuje. Ale ty mi też musisz coś obiecać. Przyrzeknij mi, że nic więcej sobie nie zrobisz.
Dziewczyna otarła łzy i wykrzywiła twarz w coś na kształt uśmiechu.
  -Przyrzekam. Amy.. nie mówmy już o tym nigdy dobrze? Zapomnij o tym! Lepiej powiedz jak tam z Louisem.
  -Eeeee.... nie ważne.
  -Jak to pokłóciliście się? Przecież dzisiaj rano....
  -Nie pokłóciliśmy się po prostu to nie ma sensu. Ja chyba nie czuje do niego tego co on do mnie. Nie wiem sama co do niego czuje. Kiedy jesteśmy razem wydaje mi się, że wiem o nim wszystko, ale ja nie wiem o nim nic. On o mnie też nie. Nie chce być z kimś o kim nic nie wiem.
  -Ale Amy, daj mu chociaż szansę. On się stara. On naprawdę... naprawdę Cię kocha.
  -Jak można kogoś pokochać przez kilka dni. W tym czasie można się co najwyżej zauroczyć, a jak obie wiemy takie uczucie jest nic nie warte.
 Rose była zła na przyjaciółkę. Traktowała chłopaków jak braci a Louisa szczególnie. Nie wiedziała dlaczego, ale na swój sposób go kochała dlatego nie mogła słuchać tego co jej przyjaciółka wygaduje i wybiegła z garderoby. Weszła do do schowka na miotły, usiadła na podłodze i zaczęła płakać. Nie ze smutku a z bezsilności jaka ją ogarnęła. Dziewczyna miał ochotę coś rozwalić. Siedziała tam przez dwie godziny. Chwilami słyszała głos Amy, która najwyraźniej szukała dziewczyny. Nagle drzwi się otwarły. Usłyszała śmiechy jakiejś dziewczyny i wesoły głos Zayna. Chłopak miał całą koszulkę oblaną kawą.
  -Rose!? Co ty tu robisz. Mała coś się stało?- Nastolatek skierował wzrok na dziewczynę, z którą wcześniej rozmawiał i poprosił by zostawiła ich na chwilę samych.
  -Nie ważne. Już dobrze. Chwilowy kryzys.- Dziewczyna uśmiechnęła się do chłopaka i spojrzał mu w oczy- lepiej ty powiedz czemu jesteś taki szczęśliwy i co to za dziewczyna bo wyglądasz jak byś się czegoś naćpał.
  -Rose kochana, chyba się zakochałem.
  -Czekam na szczegóły.
  -To samo jakoś tak wyszło. Simon kazał zanieść mi jakieś papiery do garderoby. No to je wziąłem, ale nic przez nie nie widziałem. I nagle leżę na ziemi oblany kapuchino a na mnie jakaś dziewczyna. Te papiery się rozsypały po całym holu. Nadia- bo tak ma na imię. Pięknie, nie?
  -No cudownie- odpowiedziała rozbawiona dziewczyna.
  -No to Nadia zaczęła mnie przepraszać. Ja na początku byłem strasznie zły ale kiedy tylko spojrzałem w jej oczy i usłyszałem jej przecudny, perlisty śmiech postarałem się nie gniewać. Pozbieraliśmy te dokumenty i przyszliśmy żeby zetrzeć jakoś tę plamę.
  -Kim ona jest?
  -Chyba bierze udział w programie. Widziałem ją na castingu i potem jeszcze na eliminacjach.
  -A umówiłeś się z nią? Czy będziesz teraz przez pół roku użalał się nad sobą przez to, że już więcej jej nie zobaczysz?
  -Cholera. Jak Cię zobaczyłem taką zapłakaną to zupełnie wypadło mi to z głowy. Co ja teraz zrobię?! Jezus Maria!
  -Biegnij za nią. Na pewno ją znajdziesz.
Chłopak ucałował z radości dziewczynę i wybiegł z pomieszczenia krzycząc na całe studio imię dziewczyny a rozbawiona zachowaniem chłopaka Rose udałą się do łazienki by przemyć popuchniętą od płaczu twarz i poprawić makijaż. Stanęła przed wielkim lustrem. Wyjęła z małej kopertówki paczkę chusteczek i zmyła rozmazany tusz. Następnie wyjęła maskarę i pomalowała nią rzęsy.
Zbliżała się dziewiętnasta. Rose nadal nie chciała widzieć na oczy swojej przyjaciółki więc nie szukając jej udała się do chłopców by wesprzeć ich na duchu. Udała się długim korytarzem i weszła do hali. Usłyszała szum widowni zbierającej się już na siedzeniach przed sceną. Ujrzała Simona rozmawiającego z jakimś zespołem a zaraz potem chłopaków siedzących w kącie. Podbiegła do nich i uściskała wszystkich.
  -Jak tam? Mam nadzieję, że nie zapomnicie tekstu.
  -No wiesz, też mamy taką nadzieję- zaczęli śmiać się chłopacy.
Opiekun zespołu zawołał ich do siebie. Wszyscy prócz Harrego pobiegli do niego by ostatni raz porozmawiać z nim przed wstępem i wysłuchać ostatnich rad.
Hazza chciał porozmawiać z dziewczyną przed występem.
  -Rose, możesz mi coś obiecać?
  -To zależy co?- dziewczyna nie wiedziała o co chodzi chłopakowi, ale starała się udać, że nie jest zbytnio ciekawa.
  -Obiecaj mi, że bez względu na wszystko co teraz ci powiem nie wyśmiejesz mnie i wysłuchasz do końca.
  -Harry, jeszcze nigdy nie wyśmiałam kogoś za to co mi powiedział. Chyba, że było to naprawdę głupie..
  -No to może lepiej nie będę nic mówił bo to będzie głupie.
  -Harry nie. Obiecuję ie wyśmieje cię- chłopak odwrócił głowę i chciał już odejść. Dziewczyna złapała go za rękę i przyciągnęła go do siebie- popatrz na mnie! Harry. Skoro już zacząłeś to skończ.
  -Rose... myślałem dzisiaj o tym cały czas i nie daje mi to spokoju. Zawaliłem przez to całą próbę i jestem pewien, że jeżeli nie wyduszę z siebie tego teraz to zawale także ten live. Dlatego muszę zrobić to teraz.
  -Coraz mniej z tego rozumiem. Harry o co chodzi?
Chłopak przysunął dziewczynę delikatnie do siebie po czym wyszeptał:
  -Kocham Cie Rose- wiem, że dopiero zerwałaś z chłopakiem i możesz nie być teraz na to gotowa, ale proszę Cię daj mi szansę.
Harry złapał ją w tali, pogładził dłonią po policzku i pocałował.
Dziewczynę zamurowało. Wszystkie jej marzenia spełniły się właśnie teraz. Hazza stał koło niej z dłońmi wplecionymi w jej włosy. Chciała by ta chwila nigdy się nie skończyła.
Kiedy chłopak przestał ją całować ona mocno go przytuliła i odpowiedziała:
  -Też Cię kocham.
Cmoknęła go w policzek i popchnęła w stronę reszty chłopców.
  -Idź już bo będą źli.
Harry odszedł a dziewczyna usiadła na jakiejś wielkiej skrzyni i zaczęła się śmiać.
  -I po co się tak przejmowałaś? Po co?- mówiła sama do siebie.
Nagle podeszła do niej Amy.
  -Przepraszam Cię kochanie. Louisa też już przeprosiłam chociaż on nie wiedział o co chodzi. Miałaś rację. On naprawdę mnie kocha.
  -A nie mówiłam. Ale dlaczego tak nagle zmieniłaś zdanie?
  -Louis powiedział, że kiedy to wszystko się skończy zabierze mnie do swojej rodziny na święta. Będziemy mogli się lepiej poznać. Może zaprzyjaźnię się z jego krewnymi. Przecież gdyby mnie nie kochał nie przedstawiał by mnie rodzicom, nie?
  -Widzisz? Ja zawsze mam rację- zaczęła śmiać się dziewczyna.
  -Dziękuję- Amy pocałowała dziewczynę w czoło.
  -Za co?- Dziewczyna była zdziwiona bo przecież ona nic nie zrobiła.
  -Za wszystko. Za to, że jesteś, że potrafisz przywrócić mnie do pionu kiedy trzeba i za to, że zawsze masz rację. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła- obie dziewczyny zaczęły się śmiać.
Za kulisami zrobił się spory ruch. Na zegarku była za pięć dwudziesta. Natelebimach zamieszczonych dosłownie wszędzie widać było już przygotowanego do rozpoczęcia programu prowadząego. Chłopcy występowaijako drudzy więc dziewczyny nie miały już szansy z nimi porozmawiać. Miały tylko nadzieję, że żaden z nich nie pomyli tekstu, ponieważ cały czas by się obwiniał. Chciały mieć już to za sobą. Stresowały się chyba bardziej niż zespół. Trzęsły się im ręce, zasło im w gardle a w brzuchu czuły dziwne łaskotanie. W pewnym momęcie Amy nie wytrzymała i zwymiotowała.
  -Kochanie, nic Ci nie jest?- Rose zaczęła niepokoić się o przyjaciółkę. Zrobiła się strasznie blada- Amy nie denerwój się tak chłopcy sobie świetnie poradzą.
  -Wiem, wiem. Oni zawsze sobie radzą. Poprostu to dla nich takie ważne, że aż sama zaczęłąm się denerwować.
Przyjaciółki usłyszały, że prezenter zaczyna zapowiadać kolejny zespół.
  -A teraz przed państwem wystąpi piątk wspaniałych chłopaków. Zapamiętajciętą nazwę bo wydaje mi się, że będzie o nich głośno. Przed państwem One Direction. Na scenie pojawili się chłopcy. Zaczęli śpiewać a Rose w trakcie całego występu płakała. Choć piosenka byławesoła i żywa to po policzkach dziewczyny zaczęłyciekać łzy. Dziewczyna nie mogła znieść tego stresu i ziwiła sobiechłopaką, że tak dobrze sobie z ni radzili. Przyjaciółki złąpały się mocno za ręce i trzymały się tak aż do końca piosenki.
Na scenie brzmiały ostatnie nuty piosenki. Publiczność wstałą i zaczęła wznosić owacje na stojąco. Na twarzy Simona było widać dumę. Chłopcy takrze się cieszyli. Wszystko poszło po ich myśli. Teraz trzeba było tylko czekać na wyniki głosowana widzów.
 Rose szybko otarłą łzy. Nie chciała by wszyscy znowu widzieli ją zapłakaną.
Po chwili chłopcy wbiegli szczęśliwi za kulisy. Harry żucił się na szyję brunetki. Niall coćchciał dla swojej kochanej Rose jak najlepiej nie mógł patrzeć na jej szczęście z Harrym. Wiedział, że choć teraz jest jej dobrze to któreś z nich prędzej czy później to szczęście zepsuje i oboje będą cierpieć. Nie chciał tegowszystkiego psuć bo wiedział, że go za to znienawidzą dlatego postarł się nie zwracać na to uwagi. Podszedł do Zayna i jego nowej przyjaciółki- Nadii.
  -Chłopaki naprawdę byliście super! Gratulacje. Mam nadzieję, że pójdzie mi tak samo dobrze jak wam.
  -Gratulować to będziesz mogła jak przejdziemy dalej. A tobie na pewno pójdzie świetnie. Zobaczysz. Będe trzymał kciuki.
Zayn cały czas flirtował z dziewczyną. W końcu nic dziwnego. Była śiczna. Na jej głowie lśniła kruczo czarna kaskada loków przykryta szarym, filcowym melonikiem. Dziewczyna miała jasne, błękitne, duże oczy i śliczne różowe policzki. Ubrana była w krótką, granatową spudniczkę z rozkloszowaną spódniczką, która odsłaniała jej śliczne długie nogi na. Do tego miała ubrane czarne koturny, które dodatkowo uwydatniały jej nogi.
Rerzyser zawołał Nadię do siebie. Za chwilę miałą wyjść na scenę. Zayn pocałował dziewczynę w policzek i ciepło się do niej uśmiechnął.
Wyszła na scenę. Według Zayna poszło jej świetnie, ale yurroży i tak się jej czepiali. Zayn był wściekły. Nie mógł zrozumieć jak oni tak mogli. Dziewczyna przyszła spowrotem. Była zła i smutna. Usiadła koło Maika a on objął ją ramieniem. Nadia wtuliła się w jego pierś. Nie chciała płakać. Obiecała sobie, że to tylkozabawa i nie będzie się tymprzejmować.
  -Ej, mała nie martw się. Było świetnie- Próbował pocieszyć dziewczynę Zayn.- Oni zawsze się czepiają.
  -Masz rację. Nie będe się przejmować.
  -Słuchaj do wyników mamy jeszcze godzinę. Choć do garderoby na kawe.
Wsadzili do ekspresu kapsułki i dolali do niego wody. Po chwili pili ciepłą i aromatyczną kawę opowiadając o sobie.
Czas płynął im razemtak szybo i swobodnie, że nawet nie zuważyli kiedy zbliżało się ogłoszenie wyników. Zostało im pięć pinut. Wybiegli z garderoby i zaczęłi biec przez dług korytarz. Nagle dziewczyna stanęła.
  -Ja nie damrady- Wskazała ręką na szesnasto centymetrowe ocasy.
 Zayn nie zastanawiając się ani chwili wziął dziewczynę na plecy i biegli do studia. Nadia zaczęła się śmiać.
Zdążyli w ostatniej chwili. Na całe szczęście reżyser nie zauważył ich nieobecności. Weszli na scenę.
Prowadzący zaczął wymieniać osoby przechodzące do następego etapu. Rose i Amy słyszały nic nie znaczące imiona. Nagle na scenie zostali tylko chłopcy, Nadia i jakaś dziewczyna.
  -Do następnego występu mogą przygotowywać się......... One Direction.
Dziewczyny zaczęły piszczeć. Przytuliły się i skakały z radości. Chłopcy takrze się cieszyli, ale Zayn nadal był zestrsowany. Nadia została na scenie. Reżyser pogonił ich by weszli za kulisy.
  -Osobą, która zdobyła najwięcej waszych głosów jest....- Próbował trzymać w niepewności widzów- Jest Nadiia Williamsa.
Dziewczyna zaczęła skakać z radości pobiegła uściskać wszystkich jurrorów i prezentera. Potem wbiegła piszcząc za kulisy i z radości pocałowała Zayna. Nie był to daelikatny całus jakimi obdarzali się wcześniej a namiętny pocałunek w usta. Zaplątałą nogi na jego biodrach a on wplutł ręce w jej loki. Zayn próbował owstrzymać śmiech i radość jaka panowała w jego sercu. Pomiędzy krótkimi przerwami jakie brali na wzięcie oddechu na jego ustach pojawiał się śmiech. Cieszył się, że w końcu poznał kogośz kim ma szansę być szczęśliwy.  

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział siódmy: Live cz.1

  Ostatnie dwa tygodnie pobytu nad Lake dream minęły wszystkim bardzo szybko. Chłopcy przez cały czas przygotowywali się do pierwszego występu na żywo a Rose powoli wracała do zdrowia.Amy i Louis wciąż zachowywali się jakby byli pod wpływem eliksiru miłosnego. Gdy nadszedł czas wyjazdu w całym domku leżało pełno ubrań, kosmetyków i innych "bardzo ważnych" rzeczy. Amy z Rose krzątały się po pokojach i próbowały doprowadzić je do względnego porządku. Po dniu pełnym pracy wsiadły do sprawnego już samochodu Louisa.
Chłopaki przez większość drogi do Londynu śpiewali piosenkę, którą Simon kazał im przygotować. Dziewczyny znały już ją na pamięć więc śpiewały razem z nimi.
po prawie pięciu godzinach jazdy auto zatrzymało się przy ogromnym hotelu. 
  -Simon powiedział, że mamy się tu zatrzymać. Wszyscy uczestnicy tu śpią- poinformował zespół Louis
  -No co ty nie powiesz- Liam zadrwił z przyjaciela- jakbyśmy kurde nie wiedzieli. Harry zapytałeś się Simona czy dziewczyny też mogą zostać? 
  -Mhm. Powiedział, że jeżeli zmieścimy się w pięcioosobowym pokoju to nie ma problemu.
  -No to co? Amy śpi ze mną a Rose pewnie z Niallem. Tak?- Ustalił już sam Louis.
  -O nie. Co to, to nie. Ja chcę się wyspać a ten grubas jeden zajmuje całe łóżko- zaprotestował Niall.
  -Ja grubasem?! Spójrz na siebie. Sam tłuszcz-  Rose podniosła koszulkę Nialla do góry i spojrzała z dezaprobatą na jego brzuch.
  -To skoro Niall nie ma ochoty na spanie z tobą to możesz nocować u mnie- Harry objął dziewczynę w tali i pocałował w policzek
  -Może być- dziewczyna uśmiechnęła się do Haazy- ale chodzicie już bo chce mi się spać.
Przez ostatnie cztery dni chłopcy zajęci byli próbami. Wychodzili wczesnym rankiem kiedy dziewczyny jeszcze spały a wracali wieczorem. Amy i Rose w czasie kiedy chłopaków nie było zwiedzały Londyn. Chociaż mieszkały w Wielkiej Brytanii od dziecka żadna z nich nie była jeszcze w tym magicznym mieście.
Przy okazji dziewczyny wybrały się na zakupy z zamiarem kupna czegoś na sobotni występ chłopców.
Rose zdecydowała się na Brązową, plisowaną spódnicę sięgającą jej do kostek i czarny luźny T-shirt z asymetrycznymi rękawami. Do tego miała zamiar ubrać stary brązowy kapelusz, który będzie idealnie podkreślać vintageową stylizację i czarne czółenka.  Amy natomiast kupiła sobie czarny gorset do którego dobrała pomarańczową, plisowaną spódnicę sięgającą przed kolana i platformy w kolorze spódniczki. Obie dziewczyny wyglądały cudownie.

Sobota rano:

Rose obudził Harry krążący w koło po pokoju. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Było przed piątą rano. Dziewczyna miała wątpliwości czy chłopak w ogóle spał tej nocy.
  -Denerwujesz się?- spytała się Rose chłopaka
  -Trochę. Ale to chyba dobrze nie?
  -Moja mama zawsze mówiła, że jeżeli się nie denerwujesz to zły znak hahaahahaha. Więc to raczej dobrze.
  -Masz racje.- Chłopak pocałował dziewczynę w czoło- Idę zrobić sobie śniadanie. Zjesz ze mną?
  -Z chęcią.
Chłopak skierował się do małej kuchni znajdującej się w ich pokoju hotelowym i zaczął przyrządzać naleśniki. Rose wzięła swoje ubrania i poszła się ubrać. Mieli być w studiu za cztery godziny więc miała jeszcze czas. Wzięła szybki prysznic i umyła włosy. Owinęła się w ogromny ręcznik i zaczęła suszyć czarne kosmyki po czym wyprostowała je. Ubrała wcześniej wybrany zestaw i wróciła do swojego pokoju by dobrać do niego biżuterię. Wybrała srebrny pęk matowych korali i małe błyszczące kolczyki wkrętki w kształcie gwiazdek. Dziewczyna nie mogła zapiąć sobie korali. W końcu rzuciła je na łóżko.
  -Może Ci pomogę?-Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu i zdziwienia. Odwróciła się w stronę drzwi, w których ujrzała stojącego w samych bokserkach Zayna. Chłopak podszedł do łóżka, wziął z niego korale i podszedł do dziewczyny. Stanął koło niej i odgarnął jej włosy po czym zapiął naszyjnik. Odwrócił ją do siebie     i złapał w tali.
  -Wyglądasz przepięknie- skomplementował dziewczynę i pogładził ją po policzku po czym pocałował ją w nos. 
  -Dziękuję, ale idź się już ubierać bo nie zdążymy.
Rose usłyszałaHarrego wołającego ją by przyszła na śniadanie. Dziewczyna wyrwała się z objęć Malika i zasiadła do stołu, przy którym czekał na nią Harry z naleśnikami, nutellą i świeżym sokiem pomarańczowym.
W pokoju było tylko jedno krzesło więc dziewczyna usiadła chłopakowi na kolanach.
  -To jedno z najpiękniejszych śniadań w moim życiu.- Harry mocno przytulił Rose do siebie, a ona wylała sok na podłogę i nogi Harrego.
  -Hahahah debil. Przynieś gąbkę. Masz szczęście że mnie nie oblałeś- dziewczyna pocałowała Haazę w policzek kiedy ścierał sok z podłogi- Ubierz coś bo zaraz wychodzimy.
  -Wybierzesz mi coś?
  -Ok. Ale idź obudzić chłopaków.
Rose otworzyła szafę chłopaka i zaczęła przeglądać wszystkie jego ubrania. Znalazła czarne jeansy, szarą, sportową marynarkę i białą bluzkę z nadrukiem.Do tego wzięła białe Conversy. Harry wszedł do pokoju i spojrzał na ubrania przygotowane przez dziewczynę. Rose wzięła grzebień i zaczęła układać włosy chłopaka, które stały w każdą stronę.
  -No dobra. Ubierz to a ja pójdę zobaczyć co u reszty. Weszła do pokoju Amy i Louisa. Zapukała do drzwi. Nikt się nie odzywał więc weszła nie czekając na zaproszenie. Para spała w najlepsze a zostały już tylko dwie godziny.
  -Amy do cholery wstańcie śpiochy. Za dwie godziny mamy być w studio.
Obydwoje szybko zeszli z łóżka i zaczęli się ubierać. Rose poszła do kuchni przygotować im kanapki. W małym pomieszczeniu siedzieli już wszyscy poza Amy i Louisem. Zayn znowu obserwował dziewczynę jakimś dziwnym wzrokiem. Powoli zaczynało jej to przeszkadzać. Liam pił kawę, Harry grzebał coś w telefonie a Nialler jadł jogurt.
  -Cześć wszystkim- przywitała się dziewczyna z resztą zespołu- Jak się spało? Bo Harry to chyba całą noc chodził po pokoju.
  -Wspaniale- do kuchni wszedł chłopak z jej przyjaciółką. Zjedli kanapki, które przygotowała im Rose i razem z resztą wyszli z hotelu. Najwyższy czas by jechać do studia. Wsiedli do czarnego Vana i udali się w północną-wschodnią część Londynu.


Od Autorki:
Dodam ten rozdział pomimo tego, że nie było pięciu komentarzy ; / Podzieliłam ten rozdział na dwie części bo byłby strasznie długi ;D A ja nie lubię długich rozdziałów bo się w nich gubię. Mam nadzieję, że wam się spodoba. 



niedziela, 8 kwietnia 2012

Wszystkiego Najlepszego ;D

Drogie Directioners

Chciałabym życzyć wam wspaniałych, rodzinnych i directionerskich świąt. Mam nadzieję, że w te piękne święta zdarzy się coś co odmieni wasze życie na lepsze i pomimo tego, że u mnie za oknem pada teraz śnieg wiosenna miłość zapuka do waszych okien.
                                                                                            Wasza Bestia <33

Rozdział szósty: Pomoc drogowa

  Amy walczyła sama ze sobą by nie oddać się w objęcia Morfeusza. W samochodzie panowała przyjemna cisza. Jedynym odgłosem był spokojny oddech Louisa i dźwięki wydawane przez silnik. Jechali rzadko uczęszczaną drogą. Byli już w połowie drogi kiedy z wnętrza pojazdu zaczęły dobiegać dziwne dźwięki. Czarny Van nie jechał już tak płynnie jak wcześniej.Wyłączyło się ogrzewanie i samochód stanął.
  -Co się stało?- zapytała półprzytomna Amy.
  -Chciałbym wiedzieć kochanie- Louis Był wyraźnie zdenerwowany- poczekaj chwilę pójdę zajrzeć pod maskę.
Chłopak kompletnie nie znał się na samochodach, ale nie chciał wyjść przed dziewczyną na idiotę. Uniósł maskę i udał, że coś sprawdza. Doszedł do wniosku, że nie jest w stanie nic zrobić dlatego zepchnął Vana na pobocze i zadzwonił po pomoc drogową.
  -Dobry wieczór. Zepsuł mi się samochód i nie mogę jechać w dalszą drogę... Jak to jutro rano?!.... Chyba sobie żartujecie! Co?... Za co ja wam płacę?! Nie interesuje mnie to. Żegnam.- Chłopak rzucił komórkę na tylne siedzenie i zrezygnowany usiadł na miejscu kierowcy.- Przyjadą dopiero jutro rano. To co robimy?
  -Nie wiem. Może pójdziemy na nogach?
  -Nie, Amy bez sensu. Zanim dojdziesz to będzie już rano. Zadzwoń do chłopaków i powiedz, że będziemy spać w samochodzie i wrócimy rano.
Louis rozłożył tylne fotele tak by mogli się na nich położyć. Z bagażnika wyjął koce i okrył nimi dziewczynę. Pomimo tego, że za dnia było gorąco noce nadal były chłodne. Chłopak miał nadzieję, że dziewczyna nie zmarznie. Objął ją ramieniem a ona wtuliła się w jego ciepłą pierś.
  -Co robimy. Jakoś nie mam ochoty spać a ty?
  -Ja też nie chociaż jeszcze pięć minut temu byłam ledwo przytomna.- dziewczyna zaczęła śmiać się sama z siebie- morze posłuchamy muzyki?
  -A może coś mi zaśpiewasz? Uwielbiam słuchać twojego głosu.
  -Dobrze ale tylko i wyłącznie jeżeli ty ze mną. Co ty na to.
  -Hmm... Ok wredna małpa z ciebie wiesz. Ja chciałem tylko posłuchać jak śpiewasz a ty mi warunki dyktujesz.
  -Ja wredną małpą?- Dziewczyna udałą obrażoną.
  -Taką małą, wredną, słodką małpką.
Chłopak zaczął łaskotać Amy po brzuchu a ona żeby go uspokoić pocałowała go w usta. Chłopak uspokoił się i nie męczył już dziewczyny, ale zaczął się śmiać jak opętany.
  -Co się tak bawi?- Dziewczyna była zdziwiona zachowaniem Louisa i patrząc na niego śmiejącego się bez powodu także zaczęła się śmiać.
  -Teraz za każdym razem będziesz mnie całować jak będę Cię denerwował?
  -Może- odpowiedziała tajemniczo dziewczyna.
  -W takim razie teraz cały czas będę Cię dręczył hahahahahaha
  -To zapomnij o całowaniu- oznajmiła stanowczo dziewczyna i poczochrała go po włosach.
Ona leżała wtulona w jego pierś a on gładził ją po włosach. Byłą im lepiej niż kiedykolwiek. Marzyli by ta chwila trwała wiecznie. Po pół godziny zasnęli wtuleni w siebie. Rano obudziły ich przejeżdżające samochody. Louis jeszcze raz zadzwonił po pomoc drogową i dowiedział się, że są już w drodze. Chłopak dostał samochód zastępczy a Van został odwieziony do mechanika. Nastolatkowie wsiedli do srebrnego Fiata i wrócili do domu.


Od autorki:
Dzisiaj taki krótki rozdział. Nie miałam niestety możliwości napisać czegoś dłuższego. Następny rozdział dodam już jutro pod warunkiem, że pot tym postem będzie 5 komentarzy także Directioners do dzieła ;D

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział piąty: Apteka, kanapa i zapalenie płuc

  Harry właśnie skończył oglądanie "Avatara" kiedy usłyszał nadjeżdżający samochód. Delikatnie wstał z łóżka by nie obudzić Rose i wyjrzał przez okno. Na podjeździe ujrzał czarnego Vana Louisa. Wyszedł po cichu z pokoju by przywitać się z przyjaciółmi. Przedstawił się Amy i wziął jej torbę. Spojrzał się na Louisa, który nie mógł oderwać wzroku od ślicznej blondynki. Kiedy dostrzegł to Niall podszedł do niego i trzepnął go w głowę.
  -Stary! Błagam Cię. Zostaw tą dziewczynę w spokoju. Proszę nie rób nic głupiego.
  -Niall wyluzuj trochę. Ja naprawdę nie chce jej skrzywdzić.
  -Powiedzmy, że Ci wierzę.
  -Chłopcy! Gdzie ja mam spać?- Louis usłyszał głos Amy dobiegający z kuchni.
Żaden z nich tego nie przemyślał. Wszystkie łóżka w domu były zajęte dlatego Amy nie miała gdzie spać.
  -Możesz spać u mnie. Ja znajdę sobie miejsce. Wniosę tam twoją walizkę.- Chłopak nie czekając nawet na odpowiedź dziewczyny wziął jej torbę i wniósł ją po schodach. Po drodze minął się z biegnącą Rose, która po chwili rzuciła się na szyję swojej najlepszej przyjaciółce.
  -Amy tak dawno Cię nie widziałam. Stęskniłam się już za tobą.
  -Młoda nie przesadzasz trochę? Nie widziałyśmy się tylko tydzień.- Zaczęła śmiać się z nastolatki Amy.
  -Dziewczyny! Nie chce wam przeszkadzać ale widzę, że nasz choruszek nadal ma gorączkę więc ma natychmiast wracać pod kołdrę- Harry bardzo martwił się o dziewczynę. Obwiniał się, że to przez niego się przeziębiła. Miał nadzieję, że szybko wyzdrowieje.
Zbliżała się szesnasta. Niall i Liam zaczynali robić obiad. Po schodach zbiegł wściekły Zayn.
  -Louis! Do jasnej cholery co ubrania Amy robią w mojej szafie?
  -Zayn uspokój się dziewczyna nie miała gdzie spać to ustąpiłem jej nasze łóżko. Przecież możemy spać na kanapie.
  -Nie chodzi mi o spanie na kanapie! Mogłeś chociaż zapytać się mnie o zdanie.
  -Przepraszam- Oczy Louisa posmutniały. Wiedział, że zawiódł przyjaciela- Ale chyba jej teraz nie wyrzucimy?
  -Jakoś przeżyję ten tydzień. Ale nie rób tak więcej.
W drzwiach domku stanął lekarz, który miał zająć się Rose. Louis zaprowadził mężczyznę po schodach do sypialni dziewczyny. Doktor osłuchał nastolatkę, obejrzał jej gardło i zapisał jakieś lekarstwa. Poprosił chłopców by pilnowali dziewczynę i nie pozwolili jej wychodzić z łóżka co najmniej przez dwa tygodnie, ponieważ dziewczyna ma silne zapalenie płuc.
Harry na słowa "zapalenie płuc" dostał gęsiej skórki. Wiedział, że jeśli stan dziewczyny się nie poprawi to wyląduje w szpitalu a to wszystko jego wina. Łzy napłynęły mu do oczu. Nie chciał by chłopacy widzieli jak płacze więc udał się szybko do łazienki. Rozebrał się do naga i wziął prysznic. Ciepłe strumienie wody były niczym lek na jego duszę. Cały stres wydawał się spływać razem z nią do kanalizacji. Chłopak po raz pierwszy od bardzo dawna przestał się denerwować. Obiecał sobie, że nie pozwoli żeby dziewczynie stało się przez niego cokolwiek złego. Spojrzał na zegarek. Było dziesięć po siódmej. Ubrał się, wysuszył włosy i zszedł na dół. Na kanapie siedział Louis przytulający się do Amy. Harry uśmiechnął się w duchu. -Znają się dopiero jeden dzień a Louis już ją poderwał. Ten to jest szybki. A miał nie robić nic głupiego- Nastolatek śmiał się w myślach z przyjaciela i zastanawiał się jaka będzie reakcja Nialla kiedy dowie się, że ten pomimo jego zakazu spotyka się z dziewczyną.
  -Ty Romeo! Może ruszył byś szanowne cztery litery i pojechał do apteki po lekarstwa dal Rose, co?
  -Harry, pojadę rano teraz to mi się nie chce.
  -Żadne rano. Rusz dupę i jedź nie zaszkodzi ci to.
  -To ja pojadę z tobą- Zaproponowała swoją pomoc dziewczyna.
Louis niechętnie wstał z kanapy i skierował się do drzwi. Ubrał na siebie skórzaną kurtkę i czarne Conversy. Amy poszła za nim. Zamknęli za sobą drzwi. Chłopak złapał dziewczynę za rękę i oboje skierowali się do samochodu. Nastolatek włączył radio. Leciała właśnie ulubiona piosenka Amy. Dziewczyna zaczęła śpiewać pierwsze wersy "It`s oh so quiet".
  -Nie mówiłaś, że śpiewasz.- Przerwał dziewczynie chłopak.
  -Bo nie było okazji. Kiedyś miałyśmy nawet z Rose swój zespół, ale jakiś krytyk od siedmiu boleści nas dość ostro skrytykował, Rose wzięła to za bardzo do siebie i zespół się rozpadł.
  -Szkoda. - Chłopak zauważył, że dziewczyna posmutniała. Domyślił się, że było to dla niej ważne.-Ten krytyk to chyba słuch stracił- Spróbował ją pocieszyć.
Louis zatrzymał samochód przed apteką. Wysiadł razem z dziewczyną i weszli do wielkiego, białego pomieszczenia. Pachniało w nim lekami. Amy podała starszej kobiecie recepty i zapłaciła za leki. Po wyjściu z apteki Louis Zatrzymał dziewczynę, przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Ona wtuliła się w jego ciepłą pierś. Chłopak spojrzał prosto w jej błękitne oczy, pogłaskał ją po policzku. Ich usta zbliżyły się do siebie. Najpierw były to nieśmiałe pocałunki, które po czasie przerodziły się w namiętne i bardziej odważne. Stali tak wtuleni w siebie, na środku parkingu przez prawie dziesięć minut. Dziewczynie trzęsły się ręce. Louis uśmiechnął się do niej, złapał jej dłoń i delikatnie pociągnął do samochodu. Ona lekko zdezorientowana poszła za nim. Szła by tak nawet na koniec świata byle by tylko on ją prowadził. Zali się jeden dzień a ona już mogła by oddać za niego życie. Oboje usiedli w samochodzie. Milczeli lecz nie była to krępująca cisza. Rozumieli się bez słów. Nie potrzebowali nic więcej prócz obecności tej drugiej osoby.

Od Autorki:
To chyba najkrótszy i najgorszy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam. Nie mogłam przez niego przebrnąć, ale mimo to mam nadzieję, że ktoś będzie jednak to czytał hahahahahah ;**