środa, 2 maja 2012

Rozdział dziesiąty: London Eye

  Louis spojrzał na Amy nieprzytomnym wzrokiem. Dokładnie tak jakby nie usłyszał co dziewczyna do niego powiedziała. Siedział tak jeszcze przez dobre pięć minut. Amy nie wiedziała co a robić. Właśnie teo bała się najbardziej, że chłopak nie przyjmie tej wiadomości. Uzna ją za żart.
  -Louis? Wszystko w porządku?- Amy miała zaciśnięte gardło i próbowała pohamować łzy.
Chłopak nadal siedział na krześle tempo wpatrując się w dziewczynę.
  -Będę ojcem- zaczął brzęczeć coś pod nosem- Ojcem....
Nagle zerwał się z krzesła i objął Amy unosząc ją w górę i całując.
  -kochanie, będziemy rodzicami! Tak bardzo się cieszę!- Louis zaczął wydzierać się na cały hotel.
Na policzkach Amy pojawiły się łzy, których nie potrafiła powstrzymać. Nie były to łzy niepewności, które męczyły ją wcześniej, ale łzy szczęścia. Miała już to wszystko za sobą. Cieszyła się, że ma to wszystko za sobą, a chłopak tak dobrze to przyjął. Wiedziała, że ma w nim wsparcie, i że może na niego liczyć. Dzięki temu na pewno uda im się wychować dziecko na dobrego człowieka. W tym momencie wszystkie jej zmartwienia minęły.Zaczęła cieszyć się tą chwilą i tym, że z Louisem tworzą już rodzinę. Ta mała istotka połączyła ich na zawsze.
  -Jak myślisz to będzie chłopiec, czy dziewczynka?- Louis strasznie się cieszył. Nie mógł wysiedzieć na miejscu przez co krążył nerwowo po pokoju.
  -Myślę, że to będzie dziewczynka.
  -Ja też tak myślę. Damy jej na imię Bella bo będzie tak samo śliczna jak ty. Co ty na to?- Chłopak pocałował Amy i usiadł już ,trochę bardziej spokojny, na krześle.
  -Dobrze, ale jeżeli to będzie chłopiec to nazwiemy go Charlie, ok?
  -Ok, ale pod warunkiem, że będzie miał własną fabrykę czekolady.
  -Będzie robił co zechce i nie możemy mu niczego narzucać.- Powiedziała Amy. Czuła się już jakby to dziecko leżało jej na rękach. Wiedziała, że będzie ponosiła odpowiedzialność za każdą decyzję podjętą w jego kierunku.
  -Postaram się niczego, nikomu nie narzucać. A ty będziesz najlepszą i najbardziej zapracowaną mamą na świecie bo poza dzieckiem będziesz musiała wychować jeszcze mnie.
Resztę wieczoru Amy i Louis spędzili w ich hotelowym mieszkaniu planując wspólną przyszłość. Chłopak pomimo młodego wieku miał oszczędności na koncie. Było tego dosyć dużo. Na tyle, żeby kupić mieszkanie w Londynie. Rodzice Amy pomimo tego, że wolą od niej alkohol i imprezy na pewno chętnie pozbędą się jej z domu i pomogą im finansowo.
Amy znajdzie jakąś pracę. Postara się pogodzić pracę z macierzyństwem i nauką na studiach. Jakoś sobie poradzi. Przecież nie będzie sama. Nie ma rzeczy niemożliwych. poradzą sobie. Muszą!

 

W tym samym czasie gdzieś w Londynie:

Rose stała razem z chłopakami, wtulona w ramie Harrego, czekając w kolejce na London Eye. Na nosie  miała jego okulary przeciw słoneczne i ubrała jego marynarkę. Pomimo tego, że ostatnie promienie słońca jeszcze grzały ziemię to zrobiło się chłodna. Przed jej oczami rozciągał się przecudny widok na ciągnącą się w nieskończoność kolejkę. Choć chłopcy byli już dość rozpoznawalni i mieli sporo fanek to nikt nie chciał ich przepuścić. Stali już dobre pól godziny a kolejka nadal się nie zmniejszała. Niall już nie miał siły stać tak bezczynnie i razem z Harrym poszedł do Starbucksa kupić dla wszystkich kawę. Powoli zaczęli oddalać się od przyjaciół. Niall jeszcze raz upewnił się, że nie usłyszy ich Rose i spojrzał na przyjaciela.
  -Harry... Co jest pomiędzy tobą a Rose?- Niall zapytał się spokojnie ściszając delikatnie głos.
  -Emmm... Nie wiem za bardzo o co ci chodzi- Chłopak był zdziwiony tym pytaniem. Przecież to jego prywatna sprawa z kim chodzi. Z drugiej strony jednak rozumiał Nialla i to, że martwił się o kuzynkę
  -No wiesz... Czy wy razem, no... Ten tego.
 -Niall... ty chyba nie myślisz, że my razem... Proszę cię- Harry trochę się speszył.
 -Czyli nie jesteście ze sobą?
  -Ja ją kocham, ona chyba mnie też. Niall proszę ci przestań się wtrącać i skończ to pieprzone przesłuchanie.
  -Mam przestać się wtrącać!?!? Nieprzestane się wtrącać. Nidy. Jesteś kolejnym idiotą przez którego ona będzie nie szczęśliwa i się potnie. Nie potrafię patrzeć na to jak ona płacze  rozumiesz to. Nie umiem patrzeć na jej cierpienie, więc jeśli ją skrzywdzisz to uprzedzam, że cię zabiję. Z zimną krwą bez żadnych skrupułów- Niall nie sciszał już głosu. Darł się na pół Londynu. Ludzie obracali się po drodze za chłopcami i ciekawie przyglądali się ich kłótni.
  -O czym ty mówisz? Jak to? Ona się cięła?- Harry próbował przekrzyczeć przyjaciela.
  -Nie powinienem ci tego mówić. Teraz na pewno uznasz j za jakąś wariatkę i nie będziesz jej chciał- tym razem blondyn już nie podnosił głosu. Uspokoił się trochę, lecz w jego oczach nadal było widać złość do chłopaka.
  -Uwierz mi ja naprawdę nie wyobrażam sobie życia bez niej. Wtedy kiedy wpdła o tego jeziora zrozumiałem, że jest najważniejsza na całym świecie. Poza tym z żadną dziewczyną ie czułem się tak wspaniale jak z Rose. Naprawdę możesz być spokojny.
  -Harry- Niall spojrzał w jego oczy- Powiedzmy, że ci wierzę, ale jeżeli choć jedna łza spłynie po jej ślicznym policzku z twojego powodu to nie ręczę za siebie.
   -Dziękuję.
  -Dobra chodźmy po tą kawę bo zdążą wejść bez nas. Zapomnijmy o tej rozmowie.
Chłopcy udali się do małej knajpki i zakupili każdemu latte na wynos. Atmosfera wśród nich rozluźniła się. niall przeprosił bruneta za swoje zachowanie i uzasadnił je miłością do kuzynki. Po drodze zapomnieli o wcześniejszej kłótni i zaczęli żartować. Po pól godzinie dołączyli do grupy przyjaciół, którzy stali już prawie przy samej kasie. Stali jeszcze przez piętnaście minut czekając na kapsułę. Weszli do zatłoczonej szklanej kuli, w której przebywało chyba z 30 osób. Wszyscy przywarli do bocznych ścian i podziwiali panoramę Londynu. Mieli wspaniały widok na Parlament z Big Benem. Rose w życiu nie widziała piękniejszego widoku. Strasznie się jej tu podobało. Patrzyła się z otwartą buzią.
  -Tu jest wspaniale- Podzieliła się swoimi wrażeniami z wszystkimi.
  -Wiemy- Uśmiechnęli się do niej- Dlatego cię tu wzięliśmy.
  -Jesteście wspaniali- Rose rzuciła się każdemu na szyję całując ich przy tym w policzek- Kocham was.
  -No dobra, rozumiem, że cię tu wzięli, ale to nie powód żeby ich kochać. Czy mam być zazdrosny?
  -Oczywiście, że tak. Co sobie myślałeś, że mając przy sobie tylu przystojnych chłopaków będę tylko z tobą- Rose zaczęła się śmiać na co Niall trzepnął ją w ramie.
  -Mała cicho bo się wszystko wyda- Szeptała do niej reszta chłopaków.
  -Lepiej nie zaczynajcie bo jeszcze uznam, że to prawda- Harry próbował uspokoić rozkręcających się przyjaciół przed żartowaniem sobie z niego.
  -No już dobrze Harruś nie obrażaj się- Rose próbowała go udobruchać i uspokoić cąłując go przy tym w policzek.- Kocham tylko ciebie skarbie.
  -Blee... Możecie się przy nas nie całować co?- Liam zaczął się z nich śmiać.- Kiedy to cholerstwo przestanie się kręcić bo ja chce do domu. Tak w to czemu Amy i Louis nie szli z nami?
  -Musieli porozmawiać o bardzo ważnej sprawie- Rose uśmiechnęła się znacząco do chłopaka co tylko wzbudziło w nim większą ciekawość.
  -A o czym?- Zapytał się dziewczyny.
  -Sami ci powiedzą. Chyba- Rose nie chciała o niczym mówić przyjaciołom. Wolała by powiedzieli im o tym Amy i Louis.
Wielki diabelski młyn zaczął zbliżać się do ziemi. Choć nastolatkowie mieli wykupione dwa obroty wyszli po pierwszym. Patrząc na bladą twarz Niall Rose zrezygnowała z dalszego podziwiania Londynu i pomogła wyjść kuzynowi z kapsuły.
  -Stary wyglądasz jak ścia...- Zayn nie zdążył dokończyć bo Niall zaczął wymiotować do najbliższego kosza na śmieci.
  -Mówiłam żebyś tyle nie jadł przed przejażdżką.- Śmiała się z Niallera Rose.
Chłopak uniósł głowę, spojrzał nienawistnie na kuzynką, przepłukał usta wodą i razem z resztą udał się do hotelu, gdzie czekali już na nich Louis i Amy.

  -Przybyliśmy!- Otworzył z impetem drzwi Zayn krzycząc przy tym na wejściu.- Co to za niespodzianka, o której mówiła Rose?
Chłopcy stanęli w zamurowani w wejściu. Louis klęczał na podłodze mówiąc do brzucha dziewczyny w trzeciej osobie nazywając go "Mały bąbelek" lub "marcheweczka".
  -Proszę powiedzcie mi, że Amy jest w ciąży bo inaczej będę musiał zadzwonić po psychiatrę.
  -Widzisz jakiego masz mądrego wujka. Od razu domyślił się o co chodzi. Taak! Zdolny wujek- Lou nadal rozmawiał z brzuchem ciaćkając się do niego.
Wszyscy oprócz Rose stali jak wryci i z otwartą buzią patrzyli się to na Amy, to na Louisa. Ich oczy co jakiś czas spoglądały na brzuch dziewczyny. trochę ich to przerażało. W pewnym momencie Rose delikatnie szturchała Niall by coś powiedział.
  -Emm.... My... Ja... Gratulacje!- Blondyn wymusił uśmiech na twarzy i podszedł przytulić się z przyszłymi rodzicami.
  -Bardzo się cieszymy z waszego szczęścia- Dodał Harry, który skoczył Louisowi na barana i zaczął tarmosić go po włosach- Louis będzie tatą. Hahahaha tylko patrzeć jak małe Louisiątka rozbiegną się we wszystkie strony.
  -Urocze masz wizje Haroldzie, ale chyba pozostaniemy przy jednym dziecku co Am?
  -No chyba, że nasz troskliwy Hazza pomoże nam się  nimi zająć hahahahha.
  -Mnie w to nie mieszajcie. Ja za robienie dzieci się nie zabierałem.
  -Taaa... Uważaj bo ci uwierzymy.



Od Autorki:
Coś ostatnio strasznie zaniedbuję tego Blogga. Wszystkich, którzy to czytają przepraszam, ale jakoś się nie wyrabiam ze wszystkim ostatnio. Mam nadzieję, że te małe przestoje nie zniechęciły was do tego by to czytać, i że każdy następny rozdział sprawi, że na waszych twarzach pojawi się szeroki uśmiech :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz