-Jak się spało mojej księżniczce?- Chłopak ucałował dziewczynę w czoło i podał talerz z jajecznicą i dwoma plastrami bekonu- mam nadzieję, że czujesz się lepiej.
-Przepraszam za to, że zepsułam ci twój dzień, ale naprawdę nie czułam się najlepiej.
-Kochanie nic się nie stało. Czy ty myślisz, że jakaś impreza jest ważniejsza od ciebie?- Chłopak podał Amy widelec i pogładził po głowie- Smacznego!
Choć dziewczyna wypiła tylko jednego drinka to huczało jej w głowie a a żołądek podchodził jej do gardła. Wzięła widelec do ręki i nabrała trochę jajek. Nie miała na nie wcale ochoty, lecz gdyby Louis zobaczył, że nic nie zjadła zaczął by się martwić jeszcze bardziej. Wsadziła jedzenie do buzi. To był błąd. Zerwała się z krzesła i zaczęła wymiotować do zlewu w kuchni. Louis stanął koło niej i przytrzymał jej włosy.
-Kochanie co się dzieje? Zaczynam się o ciebie martwić- Louis był naprawdę strapiony. Nie chciał patrzeć na to jak jego ukochana cierpi.
Dziewczyna skończyła wymiotować i poszła do łazienki przepłukać buzię i umyć zęby. Chłopak poszedł za nią.
-Nic mi nie jest po prostu jestem trochę zestresowana ostatnio.
-Na pewno?
-Na pewno.- dziewczyna uśmiechnęła się do niego resztką sił i poszła się położyć.
Louis usiadł koło niej na łóżku i objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w jego ciepłą pierś i poszła spać. Chłopak bacznie ją obserwował po czym wtulony w nią także zasnął.Śnił mu się bardzo dziwny sen. Najpierw pojawił się on i reszta chłopaków. Stali na wielkiej scenie. Dookoła nich tłum rozwrzeszczanych fanek. Nagle przeniósł się do wielkiego domu na plaży. Wybiegła z niego gromadka wesołych dzieci, które rzuciły mu się na szyję krzycząc "Tataa!". Wchodził w głąb jasnego domu. W kuchni stała Amy. Piekła jego ulubione ciasto. Dziewczyna podeszła do niego. Jego oczom ukazał się duży okrągły brzuch. Dziewczyna była w ciąży. Ktoś zaczął szeptać jego imię. Brzmiało ono coraz głośniej i głośniej.
-Louis! Louis! Wstawaj. Spóźnimy się na próbę- Liam próbował obudzić śpiącego jak kamień chłopaka.
-Aaaaaaaa! Jezus Maria. To tylko sen, tylko sen...
-Hahahaha co ci się śniło?
-Szczerze to nie pamiętam już.
Louis zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki się umyć. Naciągnął na nogi czarne spodnie i jakiś stary, rozciągnięty sweter. Był zbyt zmęczony by myśleć o tym jak wygląda. Rozgarnął włosy ręką i zbiegł do hotelowego holu. Wszyscy już na niego czekali. Chłopacy ledwo chodzili. Niall miał podkrążone oczy. Harry był blady jak trup a Zayn w ogóle nie spał. Całą noc spacerował z Nadią po parku. Jedynie Liam i Louis byli trzeźwi. Nie zmieniało to faktu, że wyglądali tak samo beznadziejnie jak reszta chłopaków.
-Harry poproś Rose żeby zaopiekowała się Amy! Ona nadal nie czuje się za dobrze.
-Ok. A co jej jest? Wczoraj tak szybko wyszliście. Myśleliśmy, że coś się stało.
-Nie mam pojęcia co się dzieje, ale poproszę dzisiaj Simona żeby zwolnił nas szybciej z próby i zabiorę ją do lekarza.
-I myślisz, że Cię puści. Powodzenia życzę- Wtrącił się do rozmowy Nialler.
-Niall ma rację. Może lepiej niech Rose z nią pójdzie?
-To idź się jej zapytać.
Hazza wbiegł do małego mieszkania. Otworzył drzwi ich wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała w łóżku przykryta kołdrą po samą szyję. Nie chciał jej budzić, ale nie było innego wyjścia. Delikatnie pogładził ją po policzku i szeptał jej do ucha by wstała.
-Rose! wstawaj skarbie.
-Mmyyyyy... jeszcze pięć minut...- mruczała od nosem zaspana dziewczyna.
-Rose. Wstań już- Harry zaczął łaskotać dziewczynę by ta szybciej się ocknęła.
-Oj już wstaję.. tylko przestań- przetarła oczy i zaczęła ziewać- Dzień dobry kochanie.
-Jak się czujesz? Dobrze ci się spało?
-No. Z tobą zawsze świetnie. Ale szumi mi w głowie i chce mi się pić. Chyba za dużo wypiłam.
-Przyniosę Ci aspirynę. Od razu zrobi Ci się lepiej. Muszę jechać teraz na próbę, ale może szybciej skończymy. Przez ten czas będziesz musiała zaopiekować się Amy i pójść z nią do lekarza, ok?
-Już wczoraj wydawało mi się, że coś jej jest. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
-Już muszę lecieć bo się spóźnimy.- pocałowali się na pożegnanie i rozstali, jednak po chwili Harry wbiegł z powrotem do pokoju ze szklanką wody z musującą w niej tabletką.
-Prawie o tym zapomniałem. Wypij! Dobrze Ci zrobi.
-Bleeeeee.- dziewczyna wzdrygała się na samą myśl o płynie.
-Nie zachowuj się jak dziecko tylko to wypij. Ja już lecę skarbie. Pa.
Podszedł do niej i mocną ją przytulił po czym wybiegł z hotelowego mieszkania. Wszedł do Vana Louisa, w którym siedzieli już chłopcy i Nadia, którą zabierali ze sobą do studia.
Rose leżała na łóżku jeszcze przez pół godziny. Próbowała przypomnieć sobie co robiła ostatniego wieczoru. Wiedziała, że poszli razem do jakiegoś klubu świętować. Chłopcy się wygłupiali, lał się alkohol. Choć nie była pełnoletnia nie miała problemu z jego kupnem. Piła drinka za drinkiem. Strasznie się upiła. Rzuciła się w objęcia Harrego. Leżała teraz naga w łóżku. Miała nadzieje, że nie zrobili nic głupiego.
Szumiało jej w głowie. Jakby ciągle słyszała muzykę lecącą w klubie. Miała tego dosyć. Chwyciła szklankę i duszkiem wypiła lek przygotowany przez Hazzę. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła długi prysznic. Lejąca się ciepła woda zmywała z niej całego kaca i zmęczenie. Ubrała szlafrok, wysuszyła włosy, które związała w kitkę i umyła zęby. Poszła po ubrania. Nie miała żadnej czystej bluzki. Nic dziwnego. Przez cały tydzień nikt nie wpadł na pomysł by zrobić pranie. Zajrzała do szafy Harrego i chwyciła pierwszą lepszą koszulkę. Biały T-shirt z kaczorem Donaldem. Spoko. Ubrała do tego zielone rurki i czarną bejsbolówkę. Na twarz nałożyła odrobinę fluidu i pudru by zakryć zmęczenie. Oczy pomalowała maskarą i zrobiła na nich kreski eye-linerem. Zaczęło strasznie burczeć jej w brzuchu więc poszła do małego aneksu kuchennego, w którym usmażyła parę naleśników. Posmarowała je nutellą i zaczęła jeść. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Amy.
-Jak się czujesz?- spytała się Rose ustępując przy tym miejsca dziewczynie.
-Źle.
-To niedobrze. Zjesz coś?
-Nie... albo tak. Albo lepiej nie.
-To jesz czy nie?- Rose zaczęła śmiać się pod nosem.
-A dawaj tego naleśnika- dziewczyna położyła sobie placek na talerzu i posypała go cukrem.
-Jedz szybciej i idź się ubierz. Zaraz jedziemy do lekarz.
-Po jaką cholerę? Położę się do łóżka i samo przejdzie. Jestem po prostu zestresowana.
-Amy proszę cię. A jeśli to coś poważnego?
-Ojj no niech ci będzie. Ale robię to tylko dla świętego spokoju.
Dziewczyna dokończyła jedzenie naleśnika i wstała z krzesła. Zakręciło jej się w głowie, a przed oczami zrobiło się ciemno. próbowała wrócić jeszcze do pozycji siedzącej, ale było już za późno. Runęła bezwładnie na ziemię. Po chwili ocknęła się. Leżała na zimnej posadce. Koło niej stała zdenerwowana Rose, która próbowała ją cucić.
-Jezus Maria! Amy nic Ci nie jest? Boże drogi tak się wystraszyłam. I ty uważasz, że to nic poważnego.
-Rose uspokój się. Nic mi nie jest. Pomóż mi lepiej wstać z tej podłogi.
Rose usadowiła przyjaciółkę na sofie i podała jej wodę do picia.
-Proszę cię tylko nic nie mów Louisowi. On od razu wpadł by w panikę.
-Dobra, ale pod warunkiem, że bez żadnego marudzenia pójdziesz do lekarza.
-Ok. Pomożesz mi pójść do łazienki?
Rose wzięła Amy za rękę i zaprowadziła do toalety a sama poszła uszykować jej jakieś ubrania. Wybrała poprzecierane jeansy i czarną zwiewną tunikę z białymi napisami. Do tego zaniosła dziewczynie szare Vansy i czarny kapelusz. Zapukała do białych drzwi łazienki i pociągła za klamkę. Amy myła zęby swoją różową szczoteczką siedząc na wannie. Była wyraźnie osłabiona. Rose podała jej ubrania i pośpieszyła.
(W szpitalu)
Amy wraz ze swoją przyjaciółką weszły do gabinetu, w którym siedziała uśmiechnięta kobieta o bujnych blond włosach. Ubrana była w biały lekarski fartuch a na jej szyi wisiał stetoskop. Amy opowiedziała kobiecie co jej jest.
-Zrobimy pani USG. Proszę, położyć się na plecach i odsłonić brzuch- nakazała kobieta Amy. Nałożyła na jej ciało zimny żel i rozsmarowała go.- Niedługo kończy pani osiemnaście lat prawda?
-Tak, ale czy coś jest nie tak?
-Nie. Wręcz przeciwnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Za dziewięć miesięcy będzie pani matką.
-Że co?- Amy szybo starła zimną maź z brzucha i usiadła na kozetce. Wiadomość, że będzie mieć dziecko nadal do niej nie docierała. To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Znała Louisa niecały miesiąc. To nie mogła być prawda.
-Amy wszystko w porządku?
-Tak, tak wszystko spoko- Amy nadal mówiła prawie nie przytomna. Nic do niej nie dochodził- Przepraszam czy to już wszystko?
-Z mojej strony to wszystko co na dzisiaj mogłam zrobić. Musi pani jeszcze udać się na badanie krwi i wrócić do mnie z wynikami. Oczywiście jeżeli zechcesz bym poprowadziła twoją ciążę do końca.
Amy milczała.
-Tak oczywiście, sama będę pilnować jej żeby regularnie panią odwiedzała- odpowiedziała za nią Rose. Czas było wyjść a ona nadal siedziała na kozetce. Rose pociągła ją za ramie do wyjścia a ona ledwo wydusiła z siebie "do widzenia".
Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na pierwsze lepsze krzesło stojące koło gabinetu.
-Mała wszystko w porządku? Wyglądasz jak byś dowiedziała się, że za miesiąc masz umrzeć. Nie cieszysz się?
-Rose ty nic nie rozumiesz. Ja mam dopiero osiemnaście lat. Chciałam iść na studia, zrobić karierę a teraz..... teraz nic nie zrobię. Poza tym znamy się z Louisem dopiero miesiąc. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Po policzkach dziewczyny zaczęły ściekać ciepłe, słone łzy.
Od autorki:
Macie dzisiaj taki krótki rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba i coraz więcej osób będzie komentować bo jak na razie to prawie nikt tego nie robi ;( Jeżeli mogę to chciała bym was jeszcze prosić byście zadecydowały jakie ma być zakończenie historii bo muszę wiedzieć w jaką stronę się kierować. Chcecie by było smutne czy wesołe?
Louis usiadł koło niej na łóżku i objął ją ramieniem. Dziewczyna wtuliła się w jego ciepłą pierś i poszła spać. Chłopak bacznie ją obserwował po czym wtulony w nią także zasnął.Śnił mu się bardzo dziwny sen. Najpierw pojawił się on i reszta chłopaków. Stali na wielkiej scenie. Dookoła nich tłum rozwrzeszczanych fanek. Nagle przeniósł się do wielkiego domu na plaży. Wybiegła z niego gromadka wesołych dzieci, które rzuciły mu się na szyję krzycząc "Tataa!". Wchodził w głąb jasnego domu. W kuchni stała Amy. Piekła jego ulubione ciasto. Dziewczyna podeszła do niego. Jego oczom ukazał się duży okrągły brzuch. Dziewczyna była w ciąży. Ktoś zaczął szeptać jego imię. Brzmiało ono coraz głośniej i głośniej.
-Louis! Louis! Wstawaj. Spóźnimy się na próbę- Liam próbował obudzić śpiącego jak kamień chłopaka.
-Aaaaaaaa! Jezus Maria. To tylko sen, tylko sen...
-Hahahaha co ci się śniło?
-Szczerze to nie pamiętam już.
Louis zerwał się z łóżka i pobiegł do łazienki się umyć. Naciągnął na nogi czarne spodnie i jakiś stary, rozciągnięty sweter. Był zbyt zmęczony by myśleć o tym jak wygląda. Rozgarnął włosy ręką i zbiegł do hotelowego holu. Wszyscy już na niego czekali. Chłopacy ledwo chodzili. Niall miał podkrążone oczy. Harry był blady jak trup a Zayn w ogóle nie spał. Całą noc spacerował z Nadią po parku. Jedynie Liam i Louis byli trzeźwi. Nie zmieniało to faktu, że wyglądali tak samo beznadziejnie jak reszta chłopaków.
-Harry poproś Rose żeby zaopiekowała się Amy! Ona nadal nie czuje się za dobrze.
-Ok. A co jej jest? Wczoraj tak szybko wyszliście. Myśleliśmy, że coś się stało.
-Nie mam pojęcia co się dzieje, ale poproszę dzisiaj Simona żeby zwolnił nas szybciej z próby i zabiorę ją do lekarza.
-I myślisz, że Cię puści. Powodzenia życzę- Wtrącił się do rozmowy Nialler.
-Niall ma rację. Może lepiej niech Rose z nią pójdzie?
-To idź się jej zapytać.
Hazza wbiegł do małego mieszkania. Otworzył drzwi ich wspólnej sypialni. Dziewczyna leżała w łóżku przykryta kołdrą po samą szyję. Nie chciał jej budzić, ale nie było innego wyjścia. Delikatnie pogładził ją po policzku i szeptał jej do ucha by wstała.
-Rose! wstawaj skarbie.
-Mmyyyyy... jeszcze pięć minut...- mruczała od nosem zaspana dziewczyna.
-Rose. Wstań już- Harry zaczął łaskotać dziewczynę by ta szybciej się ocknęła.
-Oj już wstaję.. tylko przestań- przetarła oczy i zaczęła ziewać- Dzień dobry kochanie.
-Jak się czujesz? Dobrze ci się spało?
-No. Z tobą zawsze świetnie. Ale szumi mi w głowie i chce mi się pić. Chyba za dużo wypiłam.
-Przyniosę Ci aspirynę. Od razu zrobi Ci się lepiej. Muszę jechać teraz na próbę, ale może szybciej skończymy. Przez ten czas będziesz musiała zaopiekować się Amy i pójść z nią do lekarza, ok?
-Już wczoraj wydawało mi się, że coś jej jest. Mam nadzieję, że to nic poważnego.
-Już muszę lecieć bo się spóźnimy.- pocałowali się na pożegnanie i rozstali, jednak po chwili Harry wbiegł z powrotem do pokoju ze szklanką wody z musującą w niej tabletką.
-Prawie o tym zapomniałem. Wypij! Dobrze Ci zrobi.
-Bleeeeee.- dziewczyna wzdrygała się na samą myśl o płynie.
-Nie zachowuj się jak dziecko tylko to wypij. Ja już lecę skarbie. Pa.
Podszedł do niej i mocną ją przytulił po czym wybiegł z hotelowego mieszkania. Wszedł do Vana Louisa, w którym siedzieli już chłopcy i Nadia, którą zabierali ze sobą do studia.
Rose leżała na łóżku jeszcze przez pół godziny. Próbowała przypomnieć sobie co robiła ostatniego wieczoru. Wiedziała, że poszli razem do jakiegoś klubu świętować. Chłopcy się wygłupiali, lał się alkohol. Choć nie była pełnoletnia nie miała problemu z jego kupnem. Piła drinka za drinkiem. Strasznie się upiła. Rzuciła się w objęcia Harrego. Leżała teraz naga w łóżku. Miała nadzieje, że nie zrobili nic głupiego.
Szumiało jej w głowie. Jakby ciągle słyszała muzykę lecącą w klubie. Miała tego dosyć. Chwyciła szklankę i duszkiem wypiła lek przygotowany przez Hazzę. Wstała z łóżka i poszła do łazienki. Wzięła długi prysznic. Lejąca się ciepła woda zmywała z niej całego kaca i zmęczenie. Ubrała szlafrok, wysuszyła włosy, które związała w kitkę i umyła zęby. Poszła po ubrania. Nie miała żadnej czystej bluzki. Nic dziwnego. Przez cały tydzień nikt nie wpadł na pomysł by zrobić pranie. Zajrzała do szafy Harrego i chwyciła pierwszą lepszą koszulkę. Biały T-shirt z kaczorem Donaldem. Spoko. Ubrała do tego zielone rurki i czarną bejsbolówkę. Na twarz nałożyła odrobinę fluidu i pudru by zakryć zmęczenie. Oczy pomalowała maskarą i zrobiła na nich kreski eye-linerem. Zaczęło strasznie burczeć jej w brzuchu więc poszła do małego aneksu kuchennego, w którym usmażyła parę naleśników. Posmarowała je nutellą i zaczęła jeść. Chwilę później w drzwiach pojawiła się Amy.
-Jak się czujesz?- spytała się Rose ustępując przy tym miejsca dziewczynie.
-Źle.
-To niedobrze. Zjesz coś?
-Nie... albo tak. Albo lepiej nie.
-To jesz czy nie?- Rose zaczęła śmiać się pod nosem.
-A dawaj tego naleśnika- dziewczyna położyła sobie placek na talerzu i posypała go cukrem.
-Jedz szybciej i idź się ubierz. Zaraz jedziemy do lekarz.
-Po jaką cholerę? Położę się do łóżka i samo przejdzie. Jestem po prostu zestresowana.
-Amy proszę cię. A jeśli to coś poważnego?
-Ojj no niech ci będzie. Ale robię to tylko dla świętego spokoju.
Dziewczyna dokończyła jedzenie naleśnika i wstała z krzesła. Zakręciło jej się w głowie, a przed oczami zrobiło się ciemno. próbowała wrócić jeszcze do pozycji siedzącej, ale było już za późno. Runęła bezwładnie na ziemię. Po chwili ocknęła się. Leżała na zimnej posadce. Koło niej stała zdenerwowana Rose, która próbowała ją cucić.
-Jezus Maria! Amy nic Ci nie jest? Boże drogi tak się wystraszyłam. I ty uważasz, że to nic poważnego.
-Rose uspokój się. Nic mi nie jest. Pomóż mi lepiej wstać z tej podłogi.
Rose usadowiła przyjaciółkę na sofie i podała jej wodę do picia.
-Proszę cię tylko nic nie mów Louisowi. On od razu wpadł by w panikę.
-Dobra, ale pod warunkiem, że bez żadnego marudzenia pójdziesz do lekarza.
-Ok. Pomożesz mi pójść do łazienki?
Rose wzięła Amy za rękę i zaprowadziła do toalety a sama poszła uszykować jej jakieś ubrania. Wybrała poprzecierane jeansy i czarną zwiewną tunikę z białymi napisami. Do tego zaniosła dziewczynie szare Vansy i czarny kapelusz. Zapukała do białych drzwi łazienki i pociągła za klamkę. Amy myła zęby swoją różową szczoteczką siedząc na wannie. Była wyraźnie osłabiona. Rose podała jej ubrania i pośpieszyła.
(W szpitalu)
Amy wraz ze swoją przyjaciółką weszły do gabinetu, w którym siedziała uśmiechnięta kobieta o bujnych blond włosach. Ubrana była w biały lekarski fartuch a na jej szyi wisiał stetoskop. Amy opowiedziała kobiecie co jej jest.
-Zrobimy pani USG. Proszę, położyć się na plecach i odsłonić brzuch- nakazała kobieta Amy. Nałożyła na jej ciało zimny żel i rozsmarowała go.- Niedługo kończy pani osiemnaście lat prawda?
-Tak, ale czy coś jest nie tak?
-Nie. Wręcz przeciwnie wszystko jest w jak najlepszym porządku. Za dziewięć miesięcy będzie pani matką.
-Że co?- Amy szybo starła zimną maź z brzucha i usiadła na kozetce. Wiadomość, że będzie mieć dziecko nadal do niej nie docierała. To wszystko działo się zdecydowanie za szybko. Znała Louisa niecały miesiąc. To nie mogła być prawda.
-Amy wszystko w porządku?
-Tak, tak wszystko spoko- Amy nadal mówiła prawie nie przytomna. Nic do niej nie dochodził- Przepraszam czy to już wszystko?
-Z mojej strony to wszystko co na dzisiaj mogłam zrobić. Musi pani jeszcze udać się na badanie krwi i wrócić do mnie z wynikami. Oczywiście jeżeli zechcesz bym poprowadziła twoją ciążę do końca.
Amy milczała.
-Tak oczywiście, sama będę pilnować jej żeby regularnie panią odwiedzała- odpowiedziała za nią Rose. Czas było wyjść a ona nadal siedziała na kozetce. Rose pociągła ją za ramie do wyjścia a ona ledwo wydusiła z siebie "do widzenia".
Zamknęła za sobą drzwi i rzuciła się na pierwsze lepsze krzesło stojące koło gabinetu.
-Mała wszystko w porządku? Wyglądasz jak byś dowiedziała się, że za miesiąc masz umrzeć. Nie cieszysz się?
-Rose ty nic nie rozumiesz. Ja mam dopiero osiemnaście lat. Chciałam iść na studia, zrobić karierę a teraz..... teraz nic nie zrobię. Poza tym znamy się z Louisem dopiero miesiąc. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Po policzkach dziewczyny zaczęły ściekać ciepłe, słone łzy.
Od autorki:
Macie dzisiaj taki krótki rozdział. Mam nadzieję, że wam się spodoba i coraz więcej osób będzie komentować bo jak na razie to prawie nikt tego nie robi ;( Jeżeli mogę to chciała bym was jeszcze prosić byście zadecydowały jakie ma być zakończenie historii bo muszę wiedzieć w jaką stronę się kierować. Chcecie by było smutne czy wesołe?
Świetne ! ♥
OdpowiedzUsuńSuper . Kiedy następny ? :)
OdpowiedzUsuń