poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Rozdział siódmy: Live cz.1

  Ostatnie dwa tygodnie pobytu nad Lake dream minęły wszystkim bardzo szybko. Chłopcy przez cały czas przygotowywali się do pierwszego występu na żywo a Rose powoli wracała do zdrowia.Amy i Louis wciąż zachowywali się jakby byli pod wpływem eliksiru miłosnego. Gdy nadszedł czas wyjazdu w całym domku leżało pełno ubrań, kosmetyków i innych "bardzo ważnych" rzeczy. Amy z Rose krzątały się po pokojach i próbowały doprowadzić je do względnego porządku. Po dniu pełnym pracy wsiadły do sprawnego już samochodu Louisa.
Chłopaki przez większość drogi do Londynu śpiewali piosenkę, którą Simon kazał im przygotować. Dziewczyny znały już ją na pamięć więc śpiewały razem z nimi.
po prawie pięciu godzinach jazdy auto zatrzymało się przy ogromnym hotelu. 
  -Simon powiedział, że mamy się tu zatrzymać. Wszyscy uczestnicy tu śpią- poinformował zespół Louis
  -No co ty nie powiesz- Liam zadrwił z przyjaciela- jakbyśmy kurde nie wiedzieli. Harry zapytałeś się Simona czy dziewczyny też mogą zostać? 
  -Mhm. Powiedział, że jeżeli zmieścimy się w pięcioosobowym pokoju to nie ma problemu.
  -No to co? Amy śpi ze mną a Rose pewnie z Niallem. Tak?- Ustalił już sam Louis.
  -O nie. Co to, to nie. Ja chcę się wyspać a ten grubas jeden zajmuje całe łóżko- zaprotestował Niall.
  -Ja grubasem?! Spójrz na siebie. Sam tłuszcz-  Rose podniosła koszulkę Nialla do góry i spojrzała z dezaprobatą na jego brzuch.
  -To skoro Niall nie ma ochoty na spanie z tobą to możesz nocować u mnie- Harry objął dziewczynę w tali i pocałował w policzek
  -Może być- dziewczyna uśmiechnęła się do Haazy- ale chodzicie już bo chce mi się spać.
Przez ostatnie cztery dni chłopcy zajęci byli próbami. Wychodzili wczesnym rankiem kiedy dziewczyny jeszcze spały a wracali wieczorem. Amy i Rose w czasie kiedy chłopaków nie było zwiedzały Londyn. Chociaż mieszkały w Wielkiej Brytanii od dziecka żadna z nich nie była jeszcze w tym magicznym mieście.
Przy okazji dziewczyny wybrały się na zakupy z zamiarem kupna czegoś na sobotni występ chłopców.
Rose zdecydowała się na Brązową, plisowaną spódnicę sięgającą jej do kostek i czarny luźny T-shirt z asymetrycznymi rękawami. Do tego miała zamiar ubrać stary brązowy kapelusz, który będzie idealnie podkreślać vintageową stylizację i czarne czółenka.  Amy natomiast kupiła sobie czarny gorset do którego dobrała pomarańczową, plisowaną spódnicę sięgającą przed kolana i platformy w kolorze spódniczki. Obie dziewczyny wyglądały cudownie.

Sobota rano:

Rose obudził Harry krążący w koło po pokoju. Dziewczyna spojrzała na zegarek. Było przed piątą rano. Dziewczyna miała wątpliwości czy chłopak w ogóle spał tej nocy.
  -Denerwujesz się?- spytała się Rose chłopaka
  -Trochę. Ale to chyba dobrze nie?
  -Moja mama zawsze mówiła, że jeżeli się nie denerwujesz to zły znak hahaahahaha. Więc to raczej dobrze.
  -Masz racje.- Chłopak pocałował dziewczynę w czoło- Idę zrobić sobie śniadanie. Zjesz ze mną?
  -Z chęcią.
Chłopak skierował się do małej kuchni znajdującej się w ich pokoju hotelowym i zaczął przyrządzać naleśniki. Rose wzięła swoje ubrania i poszła się ubrać. Mieli być w studiu za cztery godziny więc miała jeszcze czas. Wzięła szybki prysznic i umyła włosy. Owinęła się w ogromny ręcznik i zaczęła suszyć czarne kosmyki po czym wyprostowała je. Ubrała wcześniej wybrany zestaw i wróciła do swojego pokoju by dobrać do niego biżuterię. Wybrała srebrny pęk matowych korali i małe błyszczące kolczyki wkrętki w kształcie gwiazdek. Dziewczyna nie mogła zapiąć sobie korali. W końcu rzuciła je na łóżko.
  -Może Ci pomogę?-Dziewczyna aż podskoczyła ze strachu i zdziwienia. Odwróciła się w stronę drzwi, w których ujrzała stojącego w samych bokserkach Zayna. Chłopak podszedł do łóżka, wziął z niego korale i podszedł do dziewczyny. Stanął koło niej i odgarnął jej włosy po czym zapiął naszyjnik. Odwrócił ją do siebie     i złapał w tali.
  -Wyglądasz przepięknie- skomplementował dziewczynę i pogładził ją po policzku po czym pocałował ją w nos. 
  -Dziękuję, ale idź się już ubierać bo nie zdążymy.
Rose usłyszałaHarrego wołającego ją by przyszła na śniadanie. Dziewczyna wyrwała się z objęć Malika i zasiadła do stołu, przy którym czekał na nią Harry z naleśnikami, nutellą i świeżym sokiem pomarańczowym.
W pokoju było tylko jedno krzesło więc dziewczyna usiadła chłopakowi na kolanach.
  -To jedno z najpiękniejszych śniadań w moim życiu.- Harry mocno przytulił Rose do siebie, a ona wylała sok na podłogę i nogi Harrego.
  -Hahahah debil. Przynieś gąbkę. Masz szczęście że mnie nie oblałeś- dziewczyna pocałowała Haazę w policzek kiedy ścierał sok z podłogi- Ubierz coś bo zaraz wychodzimy.
  -Wybierzesz mi coś?
  -Ok. Ale idź obudzić chłopaków.
Rose otworzyła szafę chłopaka i zaczęła przeglądać wszystkie jego ubrania. Znalazła czarne jeansy, szarą, sportową marynarkę i białą bluzkę z nadrukiem.Do tego wzięła białe Conversy. Harry wszedł do pokoju i spojrzał na ubrania przygotowane przez dziewczynę. Rose wzięła grzebień i zaczęła układać włosy chłopaka, które stały w każdą stronę.
  -No dobra. Ubierz to a ja pójdę zobaczyć co u reszty. Weszła do pokoju Amy i Louisa. Zapukała do drzwi. Nikt się nie odzywał więc weszła nie czekając na zaproszenie. Para spała w najlepsze a zostały już tylko dwie godziny.
  -Amy do cholery wstańcie śpiochy. Za dwie godziny mamy być w studio.
Obydwoje szybko zeszli z łóżka i zaczęli się ubierać. Rose poszła do kuchni przygotować im kanapki. W małym pomieszczeniu siedzieli już wszyscy poza Amy i Louisem. Zayn znowu obserwował dziewczynę jakimś dziwnym wzrokiem. Powoli zaczynało jej to przeszkadzać. Liam pił kawę, Harry grzebał coś w telefonie a Nialler jadł jogurt.
  -Cześć wszystkim- przywitała się dziewczyna z resztą zespołu- Jak się spało? Bo Harry to chyba całą noc chodził po pokoju.
  -Wspaniale- do kuchni wszedł chłopak z jej przyjaciółką. Zjedli kanapki, które przygotowała im Rose i razem z resztą wyszli z hotelu. Najwyższy czas by jechać do studia. Wsiedli do czarnego Vana i udali się w północną-wschodnią część Londynu.


Od Autorki:
Dodam ten rozdział pomimo tego, że nie było pięciu komentarzy ; / Podzieliłam ten rozdział na dwie części bo byłby strasznie długi ;D A ja nie lubię długich rozdziałów bo się w nich gubię. Mam nadzieję, że wam się spodoba. 



niedziela, 8 kwietnia 2012

Wszystkiego Najlepszego ;D

Drogie Directioners

Chciałabym życzyć wam wspaniałych, rodzinnych i directionerskich świąt. Mam nadzieję, że w te piękne święta zdarzy się coś co odmieni wasze życie na lepsze i pomimo tego, że u mnie za oknem pada teraz śnieg wiosenna miłość zapuka do waszych okien.
                                                                                            Wasza Bestia <33

Rozdział szósty: Pomoc drogowa

  Amy walczyła sama ze sobą by nie oddać się w objęcia Morfeusza. W samochodzie panowała przyjemna cisza. Jedynym odgłosem był spokojny oddech Louisa i dźwięki wydawane przez silnik. Jechali rzadko uczęszczaną drogą. Byli już w połowie drogi kiedy z wnętrza pojazdu zaczęły dobiegać dziwne dźwięki. Czarny Van nie jechał już tak płynnie jak wcześniej.Wyłączyło się ogrzewanie i samochód stanął.
  -Co się stało?- zapytała półprzytomna Amy.
  -Chciałbym wiedzieć kochanie- Louis Był wyraźnie zdenerwowany- poczekaj chwilę pójdę zajrzeć pod maskę.
Chłopak kompletnie nie znał się na samochodach, ale nie chciał wyjść przed dziewczyną na idiotę. Uniósł maskę i udał, że coś sprawdza. Doszedł do wniosku, że nie jest w stanie nic zrobić dlatego zepchnął Vana na pobocze i zadzwonił po pomoc drogową.
  -Dobry wieczór. Zepsuł mi się samochód i nie mogę jechać w dalszą drogę... Jak to jutro rano?!.... Chyba sobie żartujecie! Co?... Za co ja wam płacę?! Nie interesuje mnie to. Żegnam.- Chłopak rzucił komórkę na tylne siedzenie i zrezygnowany usiadł na miejscu kierowcy.- Przyjadą dopiero jutro rano. To co robimy?
  -Nie wiem. Może pójdziemy na nogach?
  -Nie, Amy bez sensu. Zanim dojdziesz to będzie już rano. Zadzwoń do chłopaków i powiedz, że będziemy spać w samochodzie i wrócimy rano.
Louis rozłożył tylne fotele tak by mogli się na nich położyć. Z bagażnika wyjął koce i okrył nimi dziewczynę. Pomimo tego, że za dnia było gorąco noce nadal były chłodne. Chłopak miał nadzieję, że dziewczyna nie zmarznie. Objął ją ramieniem a ona wtuliła się w jego ciepłą pierś.
  -Co robimy. Jakoś nie mam ochoty spać a ty?
  -Ja też nie chociaż jeszcze pięć minut temu byłam ledwo przytomna.- dziewczyna zaczęła śmiać się sama z siebie- morze posłuchamy muzyki?
  -A może coś mi zaśpiewasz? Uwielbiam słuchać twojego głosu.
  -Dobrze ale tylko i wyłącznie jeżeli ty ze mną. Co ty na to.
  -Hmm... Ok wredna małpa z ciebie wiesz. Ja chciałem tylko posłuchać jak śpiewasz a ty mi warunki dyktujesz.
  -Ja wredną małpą?- Dziewczyna udałą obrażoną.
  -Taką małą, wredną, słodką małpką.
Chłopak zaczął łaskotać Amy po brzuchu a ona żeby go uspokoić pocałowała go w usta. Chłopak uspokoił się i nie męczył już dziewczyny, ale zaczął się śmiać jak opętany.
  -Co się tak bawi?- Dziewczyna była zdziwiona zachowaniem Louisa i patrząc na niego śmiejącego się bez powodu także zaczęła się śmiać.
  -Teraz za każdym razem będziesz mnie całować jak będę Cię denerwował?
  -Może- odpowiedziała tajemniczo dziewczyna.
  -W takim razie teraz cały czas będę Cię dręczył hahahahahaha
  -To zapomnij o całowaniu- oznajmiła stanowczo dziewczyna i poczochrała go po włosach.
Ona leżała wtulona w jego pierś a on gładził ją po włosach. Byłą im lepiej niż kiedykolwiek. Marzyli by ta chwila trwała wiecznie. Po pół godziny zasnęli wtuleni w siebie. Rano obudziły ich przejeżdżające samochody. Louis jeszcze raz zadzwonił po pomoc drogową i dowiedział się, że są już w drodze. Chłopak dostał samochód zastępczy a Van został odwieziony do mechanika. Nastolatkowie wsiedli do srebrnego Fiata i wrócili do domu.


Od autorki:
Dzisiaj taki krótki rozdział. Nie miałam niestety możliwości napisać czegoś dłuższego. Następny rozdział dodam już jutro pod warunkiem, że pot tym postem będzie 5 komentarzy także Directioners do dzieła ;D

niedziela, 1 kwietnia 2012

Rozdział piąty: Apteka, kanapa i zapalenie płuc

  Harry właśnie skończył oglądanie "Avatara" kiedy usłyszał nadjeżdżający samochód. Delikatnie wstał z łóżka by nie obudzić Rose i wyjrzał przez okno. Na podjeździe ujrzał czarnego Vana Louisa. Wyszedł po cichu z pokoju by przywitać się z przyjaciółmi. Przedstawił się Amy i wziął jej torbę. Spojrzał się na Louisa, który nie mógł oderwać wzroku od ślicznej blondynki. Kiedy dostrzegł to Niall podszedł do niego i trzepnął go w głowę.
  -Stary! Błagam Cię. Zostaw tą dziewczynę w spokoju. Proszę nie rób nic głupiego.
  -Niall wyluzuj trochę. Ja naprawdę nie chce jej skrzywdzić.
  -Powiedzmy, że Ci wierzę.
  -Chłopcy! Gdzie ja mam spać?- Louis usłyszał głos Amy dobiegający z kuchni.
Żaden z nich tego nie przemyślał. Wszystkie łóżka w domu były zajęte dlatego Amy nie miała gdzie spać.
  -Możesz spać u mnie. Ja znajdę sobie miejsce. Wniosę tam twoją walizkę.- Chłopak nie czekając nawet na odpowiedź dziewczyny wziął jej torbę i wniósł ją po schodach. Po drodze minął się z biegnącą Rose, która po chwili rzuciła się na szyję swojej najlepszej przyjaciółce.
  -Amy tak dawno Cię nie widziałam. Stęskniłam się już za tobą.
  -Młoda nie przesadzasz trochę? Nie widziałyśmy się tylko tydzień.- Zaczęła śmiać się z nastolatki Amy.
  -Dziewczyny! Nie chce wam przeszkadzać ale widzę, że nasz choruszek nadal ma gorączkę więc ma natychmiast wracać pod kołdrę- Harry bardzo martwił się o dziewczynę. Obwiniał się, że to przez niego się przeziębiła. Miał nadzieję, że szybko wyzdrowieje.
Zbliżała się szesnasta. Niall i Liam zaczynali robić obiad. Po schodach zbiegł wściekły Zayn.
  -Louis! Do jasnej cholery co ubrania Amy robią w mojej szafie?
  -Zayn uspokój się dziewczyna nie miała gdzie spać to ustąpiłem jej nasze łóżko. Przecież możemy spać na kanapie.
  -Nie chodzi mi o spanie na kanapie! Mogłeś chociaż zapytać się mnie o zdanie.
  -Przepraszam- Oczy Louisa posmutniały. Wiedział, że zawiódł przyjaciela- Ale chyba jej teraz nie wyrzucimy?
  -Jakoś przeżyję ten tydzień. Ale nie rób tak więcej.
W drzwiach domku stanął lekarz, który miał zająć się Rose. Louis zaprowadził mężczyznę po schodach do sypialni dziewczyny. Doktor osłuchał nastolatkę, obejrzał jej gardło i zapisał jakieś lekarstwa. Poprosił chłopców by pilnowali dziewczynę i nie pozwolili jej wychodzić z łóżka co najmniej przez dwa tygodnie, ponieważ dziewczyna ma silne zapalenie płuc.
Harry na słowa "zapalenie płuc" dostał gęsiej skórki. Wiedział, że jeśli stan dziewczyny się nie poprawi to wyląduje w szpitalu a to wszystko jego wina. Łzy napłynęły mu do oczu. Nie chciał by chłopacy widzieli jak płacze więc udał się szybko do łazienki. Rozebrał się do naga i wziął prysznic. Ciepłe strumienie wody były niczym lek na jego duszę. Cały stres wydawał się spływać razem z nią do kanalizacji. Chłopak po raz pierwszy od bardzo dawna przestał się denerwować. Obiecał sobie, że nie pozwoli żeby dziewczynie stało się przez niego cokolwiek złego. Spojrzał na zegarek. Było dziesięć po siódmej. Ubrał się, wysuszył włosy i zszedł na dół. Na kanapie siedział Louis przytulający się do Amy. Harry uśmiechnął się w duchu. -Znają się dopiero jeden dzień a Louis już ją poderwał. Ten to jest szybki. A miał nie robić nic głupiego- Nastolatek śmiał się w myślach z przyjaciela i zastanawiał się jaka będzie reakcja Nialla kiedy dowie się, że ten pomimo jego zakazu spotyka się z dziewczyną.
  -Ty Romeo! Może ruszył byś szanowne cztery litery i pojechał do apteki po lekarstwa dal Rose, co?
  -Harry, pojadę rano teraz to mi się nie chce.
  -Żadne rano. Rusz dupę i jedź nie zaszkodzi ci to.
  -To ja pojadę z tobą- Zaproponowała swoją pomoc dziewczyna.
Louis niechętnie wstał z kanapy i skierował się do drzwi. Ubrał na siebie skórzaną kurtkę i czarne Conversy. Amy poszła za nim. Zamknęli za sobą drzwi. Chłopak złapał dziewczynę za rękę i oboje skierowali się do samochodu. Nastolatek włączył radio. Leciała właśnie ulubiona piosenka Amy. Dziewczyna zaczęła śpiewać pierwsze wersy "It`s oh so quiet".
  -Nie mówiłaś, że śpiewasz.- Przerwał dziewczynie chłopak.
  -Bo nie było okazji. Kiedyś miałyśmy nawet z Rose swój zespół, ale jakiś krytyk od siedmiu boleści nas dość ostro skrytykował, Rose wzięła to za bardzo do siebie i zespół się rozpadł.
  -Szkoda. - Chłopak zauważył, że dziewczyna posmutniała. Domyślił się, że było to dla niej ważne.-Ten krytyk to chyba słuch stracił- Spróbował ją pocieszyć.
Louis zatrzymał samochód przed apteką. Wysiadł razem z dziewczyną i weszli do wielkiego, białego pomieszczenia. Pachniało w nim lekami. Amy podała starszej kobiecie recepty i zapłaciła za leki. Po wyjściu z apteki Louis Zatrzymał dziewczynę, przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił. Ona wtuliła się w jego ciepłą pierś. Chłopak spojrzał prosto w jej błękitne oczy, pogłaskał ją po policzku. Ich usta zbliżyły się do siebie. Najpierw były to nieśmiałe pocałunki, które po czasie przerodziły się w namiętne i bardziej odważne. Stali tak wtuleni w siebie, na środku parkingu przez prawie dziesięć minut. Dziewczynie trzęsły się ręce. Louis uśmiechnął się do niej, złapał jej dłoń i delikatnie pociągnął do samochodu. Ona lekko zdezorientowana poszła za nim. Szła by tak nawet na koniec świata byle by tylko on ją prowadził. Zali się jeden dzień a ona już mogła by oddać za niego życie. Oboje usiedli w samochodzie. Milczeli lecz nie była to krępująca cisza. Rozumieli się bez słów. Nie potrzebowali nic więcej prócz obecności tej drugiej osoby.

Od Autorki:
To chyba najkrótszy i najgorszy rozdział jaki kiedykolwiek napisałam. Nie mogłam przez niego przebrnąć, ale mimo to mam nadzieję, że ktoś będzie jednak to czytał hahahahahah ;**

środa, 28 marca 2012

Rozdział trzeci: Keep Calm & Kiss me

  Rose obudziła się w swoim łóżku z potwornym bólem głowy i rozpalonym czołem. Obok swojego łóżka ujrzała     Harreg śpiącego na fotelu, który stał w jaj sypialni. Spojrzała na zegarek. Było pięć minut po północy. Spojrzała na śpiącego chłopaka i obserwowała go przez dłuższy czas. Przypomniał jej się wczorajszy poranek. Była pełna podziwu dla chłopaka i jego odwagi. Przypomniało jej się także to jak bezpiecznie czuła się w jego ramionach. Wiedziała, że chłopak jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Nie wiedziała tylko czy ona będzie potrafiła mu zapewnić to samo. Nie dawno zerwała ze swoim chłopakiem. Wszystko wydawało jej się zbyt świeże by zaczynać nowy związek. Osłabiony gorączką i silnym bólem głowy organizm Rose nie wytrzymał natłoku emocji, które odczuwała nastolatka. Po jej policzkach zaczęły ściekać wielki, słone łzy. Szesnastolatka zakryła twarz poduszką i z powrotem zasnęła. Obudziła ją głośna rozmowa chłopaków, których głosy dochodziły z korytarza.
  -Musimy pojechać z nią do jakiegoś lekarza.-Mówił Niall- albo zadzwonić po niego. Sam nie wiem. Może lepiej zadzwońmy po kogoś bo najbliższa klinika jest dosyć daleko a lepiej żeby Rose leżała w łóżku. 
  -Niall ma rację. Zadzwonię po kogoś.-Liam zbiegł energicznie po schodach i wykręcił numer jakiegoś lekarza. 
  -Niall! Jeszcze jedno.- Rose wyczuła w głosie Harrego troskę i przejęcie całą sytuacją.- Czy Rose nie ma jakiejś przyjaciółki. Musimy zacząć ćwiczyć do x-factora więc nie będziemy mieli czasu się nią opiekować a ktoś przecież musi.
 -Nie wiem. Pogadam z Rose i się wypytam bo nie znam żadnej jej koleżanki.
Do pokoju wszedł jej kuzyn razem z zielonookim brunetem. Harry usiadł koło niej na łóżku.
  -Hej mała. Ale nam napędziłaś stracha- uśmiechnął się do niej czuło i przyłożył swoją zimną dłoń na jej rozgrzanym czole.- Od wczoraj masz strasznie wysoką gorączkę.-Oczy chłopaka posmutniały lecz z jego ust wciąż nie schodził trochę wymuszony uśmiech.
  -Mała nie wiesz czy Amy jest w domu?
  -Jeżeli z niego nie uciekła to powinna być.-Odpowiedziała smutnie dziewczyna.
Amy był jej najlepszą przyjaciółką. Znały się od dzieciństwa. Niestety nie najlepiej dogadywała się ze swoimi rodzicami dlatego albo dziewczyna uciekała z domu albo wyrzucali ją z niego rodzice. Rose często pozwalała zostać Amy u siebie na noc. Wiedziała, że ona nie chce wracać do swojej rodziny, i że jest jej tam źle.
  -A co byś powiedziała gdyby twoja ukochana przyjaciółka przyjechała do ciebie i spędziła tu resztę wakacji?
  -Niall! Naprawdę było by super! Amy też by się ucieszyła.-Rose udałą zdziwioną
  -No to sprawa załatwiona. Zadzwoń do niej żeby się spakowała a my pojedziemy po nią jutro z samego rana.-Harry podał dziewczynie telefon i uśmiechnął się do niej zachęcająco.
Dziewczyna energicznie wybrała numer Amy na swoim Iphonie.
  -Amy? Cześć tu Rose. Nie uwierzysz. Co powiedziała byś na wakacje nad jeziorem ze mną i piątką uroczych i kochanych chłopców?- Na słowa "uroczy i kochani chłopcy" Niall z Harrym wybuchli głośnym śmiechem.- Tak. To super! Chłopcy będą jutro rano. Pa
Do pokoju przyszedł Liam.
  -Lekarz przyjedzie dopiero jutro pod wieczór. .
  -No to co? Jeszcze zostaje sprawa kto zostanie z Rose i będzie się nią opiekował przez ten czas w którym będziemy transportować Amy.Chłopaki.....!- Zawołał wszystkich do pokoju Harry. Opowiedział im wszystko o Amy i o jutrzejszej wyprawie. Pierwszym chętnym był Niall ale tylko on wiedział gdzie mieszka przyjaciółka nastolatki więc zdecydowano, że przy dziewczynie zostanie Harry albo Zayn. Obydwoje bardzo lubili dziewczynę więc żaden z nich nie chciał odpuścić. Dziewczynę zastanawiało dlaczego nie zostaną we dwóch ale wolała się nie odzywać, ponieważ bała się, że chłopcy w ferworze rywalizacji rzucą się na nią za przeszkadzanie im w kuchni. Louis, który nie mógł patrzeć na kłótnię przyjaciół przyniósł pudełko ze Scrabblami.
  -Rozwiążcie to jak mężczyźni. Ten, który wygra zostaje  z Rose.
  -Ok. Ale nie wiem czy Harry zgodzi się na publiczne upokorzenie?- Zadrwił z nastolatka Zayn.
  -Publiczne upokorzenie ciebie chyba.- Zaczął śmiać się Harry.
Chłopcy rozłożyli grę i zaczęli rywalizować. Po piętnastu minutach zwycięzcą został Harry.
  -No i co Zayn? Mówiłem, że wygram?- Uśmiechnął się zaczepnie brunet.
Zrezygnowany nastolatek zszedł na dół zrobić sobie i Rose kanapki, Liam grał coś na gitarze a reszta zaczęła śpiewać jakąś piosenkę Michaela Jacksona.

 Następnego dnia chłopcy wsiedli do Vana Louisa i wyruszyli po przyjaciółkę Rose. Dziewczyna jeszcze spała a jej dumny z siebie opiekun smażył im naleśniki. Nalał do dwóch szklanek soku pomarańczowego i z tacą pełną jedzenia wdrapał się po schodach do sypialni dziewczyny. Delikatnie zapukał do drzwi. Nikt nie odpowiadał. Uchylił je delikatnie. Zobaczył śpiącą dziewczynę z rozgrzaną od gorączki twarzą. Wszedł po cichu do pokoju i dotknął jej czoła. Jego zimna ręka obudziła nastolatkę.
  -Przepraszam nie chciałem Cię obudzić.
  -Nic się nie stało- Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.- Strasznie mi zimno.
  -No nic dziwnego. Jesteś rozpalona. Zjedz śniadanie a ja przyniosę Ci jakąś tabletkę na zbicie gorączki.- Hazza czulę uśmiechnął się do niej i zbiegł po schodach do kuchni. Wyjął z apteczki listek jakiś tabletek i nalał do szklanki wody i wrócił do chorej Rose. Podał jej tabletkę i przyłożył jej do głowy swoją dłoń.
  -To co robimy?- Zapytała dziewczyna znudzona już leżeniem.
  -Na pewno nie wychodzimy z łóżka. A przynajmniej ty nie wychodzisz. Możemy obejrzeć jakiś film, pograć w coś albo porozmawiać jak chcesz.
  -No to obejrzymy jakiś film. Ok?
  -Dobra. To pójdę na dół po jakąś płytę.
Chłopak znowu zbiegł na dół i chwycił pierwszą z brzegu płytę DVD i znowu wbiegł po schodach do sypialni.
Spojrzał na opakowanie -"Avatar". Nie miał ochoty oglądać niebieskich małpoludów ale nie chciało mu się iść po inną płytę. Wsadził ją do odtwarzacza i położył się koło dziewczyny. Ona położyła się na jego ramieniu a po chwili zasnęła zmęczona wysoką gorączką.
W czasie kiedy Harry po raz dziesiąty oglądał ten sam film a Rose smacznie spałą chłopcy zaparkowali pod wielkim białym domem. W ogrodzie widać było basen z błękitną wodą. Niall zapukał do wielkich, drewnianych drzwi. Usłyszał kroki. Otworzyła niewysoka blondynka o delikatnie kręconych włosach. Ubrana była w szare leginsy i czarną tunikę z napisem "Keep Calm & Kiss me". Na nogach miała zielone Vansy, które wbrew pozorom idealnie pasowały do jej ubioru. Dziewczyna przywitała się z chłopakami i opowiedziała krótko o sobie a Niall przedstawił jaj wszystkich po kolei.
  -A więc to jest Liam, Zayn a to Louis.
  -Miło was poznać!- uśmiechnęła się blondynka.
  -Ciebie też- Louis podszedł do niej i pocałował ją w policzek- Urocza bluzka- Uśmiechnął się do niej.

  

niedziela, 25 marca 2012

Rozdział drugi: Lake Dreams

  Mijający tydzień był dla Rose jednym z najszczęśliwszych w jej życiu. Poznała nowych przyjaciół, z którymi spędzi wakacje nad jeziorem. Zapomniała już o wszystkich krzywdach jakie wyżądził jej Rupert. Miała nadzieję, że będzie mogła rozpocząć życie na nowo. Ułożyć sobie wszystko w głowie i odpocząć od codziennych obowiązków. Na podłodze leżała dawno już spakowana walizka. Rose dokańczała właśnie śniadanie kiedy do drzwi jej pokoju zapukał Niall.
  -Cześć mała! Zniosę twoją walizkę na dół. Louis zaraz po nas przyjedzie.Weź coś do jedzenia bo to długa droga a ja na pewno zgłodnieje.-Zaśmiał się chłopak.
Rose podała blondynowi torbę i razem z nim zeszła do kuchni. Wyjęła z lodówki dwa jabłka, tabliczkę białej czekolady i dwie butelki wody mineralnej Wyjrzała przez okno. Zauważyła czarnego Vana wjeżdżającego na podjazd jej domu. Razem z Niallem wybiegła z domu i wsiadła do samochodu.
  -Cześć piękna.- przywitali ją chłopcy.
  -Wystarcz, że człowiek ma ładną kuzynkę a już jego koledzy się z nim nie witają- Udał obrażonego Niall.
  -Wybacz stary nie zauważyłem Cię- Przeprosił chłopaka Harry- myślałem, że mamy przyjechać do ciebie do domu a ty tu wyskakujesz zza Rose- Tłumaczył się dalej.
   -Niech Ci będzie, że Wam wybaczam- Uśmiechnął się do nich.
Miejsca w Vanie rozłożone były w rzędach po trzy siedzenia w każdym. Niall i Rose zajęli miejsca koło Harrego. Przez całą drogę nastolatkowie popisywali się przed Rose i śpiewali piosenki lecące w radiu. Dziewczynę bardzo bawiło zachowanie chłopców. W końcu zmęczona Rose zasnęła. Obudziła się na miejscu leżąc w objęciach Hazzy. Kiedy zorientowała się co robi podniosła się jakby nigdy nic i przepraszająco uśmiechnęła się do młodzieńca. Chłopcy wnieśli bagaże do domku a nastolatka usiadła na hamaku. Przed jej oczami rozciągał się cudowny widok na rozgwieżdżone niebo, gładką tafle jeziora i niewyraźne szczyty górskie. Wzięła koc i poduszki z kanapy, która znajdowała się na tarasie i rozłożyła się na trawie. Lubiła obserwować gwiazdy. Przypominały jej się wtedy wszystkie chwile dzięki, którym na jej twarzy pojawiał się uśmiech. Ciszę która panowała nad jeziorem rozdarł krzyk Harrego połączony ze śmiechem reszty chłopaków. Louis! Ty idioto. Czy ta czapka nie jest przypadkiem za ciasna, bo wydaje mi się, że krew nie dociera Ci do mózgu.
Rose pobiegła zobaczyć co się stało. Na dworze było już zimno więc okryła się kocem. Doszła do brzegu jeziora gdzie stali chłopcy razem z przemoczonym do suchej nitki Harrym. Dziewczyna podała mu swój koc. Gdy zobaczyła jego trzęsącą się z zimna szczękę wybuchła głośnym śmiechem. Chłopak strzelił ją lekko przez głowę i również zaczął się śmiać.
Gdy wrócili do domu Harry poszedł się przebrać a Rose z resztą chłopców zabrali się za przygotowanie  kolacji.
  -Co będziemy jeść?- zapytała się ciekawska Rose
  -Ciebie.-Odparł Zayn- a co ty sobie myślałaś że wzięliśmy Cię tu dla towarzystwa?- Chłopak obsypał dziewczynę mąką i oblizał się patrząc na nią. Reszta chłopców wybuchła na tą myśl śmiechem.
  -Zayn chyba sobie żartujesz! Ona jest taka chuda i żylasta. Sama skóra i kości. Lepiej zjedzmy ciebie- Śmiał się z pomysłu Zayna Niall i również obsypał chłopaka mąką. Po chwili wszyscy byli już biali. W czasie walki nikt nie zauważył, że Harry wrócił z łazienki. Siedział na kanapie i obserwował przyjaciół śmiejąc się z nich w niebo głosy.
  -Ja Ci dam śmiać się ze mnie.-Rose wskoczyła chłopakowi na plecy i zaczęła go tarmosić po włosach. On próbując ją zrzucić zaczął dziewczynę łaskotać.
  -Hahahahahhaha! Przestań! Hahahaaa.... Harry zostaw mnie! Hahahaahaa! Poddaję się, poddaje się. Już schodzę tylko nie łaskocz mnie więcej.
Harry rozczochrał Rose włosy i strzepnął mąkę z jej nosa.
  -Jestem za tym aby zjeść coś co nie koniecznie jest człowiekiem-powiedział Harry
  -Ja też. Umieram z głodu.
  -Niall czy ty kiedykolwiek nie umierałeś z głodu?
  -Chyba nie- Zaśmiał się nastolatek.- więc lepiej zrób mi kanapkę bo zjem Was.
Rose zrobiła chłopcom kanapki, ponieważ nie miała już siły stać przy garach.
  -Harry mógłbyś mi pokazać moją sypialnię?- zapytała się dziewczyna.
  -Pewnie. Choć za mną.-złapał za rękę dziewczynę i pociągnął na za sobą. W domku są tylko trzy sypialnie wiec będziesz musiała spać, z którymś z nas.
  -Wszystko mi jedno. Ważne żebym się wyspała. Zadecydujcie między sobą.
  -Niall na pewno nie zgodzi się żebyś spała z którymś z nas więc wniosę tu też jego ubrania.
  -Racja. On jest strasznie nadopiekuńczy.- Dziewczyna zaczęła śmiać się z kuzyna.
Harry wskazał jej drzwi sypialni, wniósł walizki do pokoju i pocałował dziewczynę w policzek życząc przy tym dobrej nocy.
  -Rose poszła do łazienki, która znajdowała się w jej pokoju. Wzięła szybki prysznic i ubrała piżamę. Włożyła ulubiony T-shirt z kaczorem Donaldem i szare dresy. Włosy związała w byle jaki kucyk i położyła się spać. Rano obudził ją silny głód. Nic dziwnego przecież na kolację zjadłam tylko kanapkę z serem- pomyślała Rose. Spojrzała na zegarek. Było po piątej. Odkryła się delikatnie by nie budzić Niallera i cicho skierowała się do łazienki by się ubrać. Umyła twarz i zęby. Nie chciało jej się myć włosów więc związała je w nieformalnego koczka. Ubrała swoje ulubione czerwone rurki, białą bokserkę, na którą narzuciła czerwoną koszulę w kratkę i czarne Vansy.
Rose zeszła na dół by zrobić sobie naleśniki. W kuchni zastała Harrego czytającego gazetę.
  -Hej mała! Mam nadzieję, że cię nie obudziłem.
  -Hej Harry. Nie po prostu zgłodniałam. Może masz ochotę na naleśniki?
  -Ja zawsze mam ochotę na naleśniki- uśmiechnął się chłopak.
Wyjął z szafy mąkę, mleko i parę jajek. Dziewczyna podała mu miskę i łyżkę a na kuchence postawiła patelnię. Dziewczyna obserwowała z jaką pasją chłopak miesza wszystkie składniki i w duch śmiała się z niego. Harry usmażył kilka naleśników i posmarował je nutellą. Oboje zjedli pyszne śniadanie z ogromnym apetytem.
  -Co będziesz teraz robić?- zapytał dziewczynę.
  -Chyba nic ciekawego, a ty?- Idę na spacer. Lake Dreams o poranku wygląda przepięknie. Może poszła byś ze mną.
  -Z wielką chęcią. Niall nie będzie miał chyba nic przeciwko temu.
Dziewczyna pozmywała po kolacji i oboje wyszli na zewnątrz. Było pięknie. Pierwsze promienie słońca wychodziły zza górskich szczytów delikatnie muskając twarze nastolatków. Powietrze pachniało jeszcze rosą a trawa była od niej mokra. Para skierowała się w stronę pomostu znajdującego się na jeziorze. Weszli na niego. Rose chyba w całym swoim wrażeniu nie widział tak przeźroczystej wody. Nagle do uszu obojga doszedł sygnał dzwoniącego telefonu Harrego.
  -Kto może dzwonić o tej godzinie?- Chłopak wyjął komórkę z lekkim podirytowaniem.-Cześć Niall! Na spacerze. Tak Rose jest ze mną. Nie panikuj zaraz wracamy. Nie wiem za jakieś...... Rose!!
Chłopak rzucił telefon na pomost i skoczył do wody. Rose poślizgła się na pomoście i wpadła do jeziora. Harry nie myślał o niczym innym tylko o tym, że może stracić dziewczynę na której mu naprawdę zależało. Znał ją dopiero od tygodnia ale wiedział, że jest dla niego ważna. Złapał ją w pasie i wciągnął na pomost. Położył ją na starych deskach i mocno przytulił. Poczuł, że na swoim ramieniu jej mokre łzy.
  -Ciii.... Już jest dobrze. Ze mną jesteś bezpieczna, cichutko. Nic ci nie będzie.- Mówił czule Harry. Oboje trzęśli się z zimna. Harry wziął dziewczynę na ręce i skierował się w stronę bungalowu. Ona zaś zmęczona całą sytuacją zasnęła. W połowie drogi zauważył zdyszanego Nialla.
  -Co się stało? Jezus Maria. Rose nic ci nie jest?- zaczął krzyczeć blondyn
  -Niall uspokój się nic jej nie jest. Ciszej bo ją obudzisz.
  -Jak to nic jej nie jest? Jak to nic jej nie jest? przecież obaj jesteście cali mokrzy.- Niall miał ochotę zacząć płakać jak małe dziecko. Nie lubił stresowych sytuacji.
  -Poślizgła się i wpadła do jeziora. Wskoczyłem by pomóc jej wyjść.
  -Jak to wpadła do jeziora? Ona nie umie pływać.
  -Niall cicho. Nic jej nie jest. Naprawdę uspokój się i wracajmy do domu bo Rose się zaziębi.


 

sobota, 24 marca 2012

Rozdział pierwszy: Ciastka i Orange Pekoe

  Rose siedziała na parapecie ze skulonymi nogami patrząc się na strugi deszczu spływające po starym oknie jej pokoju. Dziewczyna nie miała ochoty z nikim rozmawiać. Chciała być sama razem ze swoimi myślami które krążyły po jej głowie. Cały dzień rozmyślała o swoim byłym chłopaku i o tym w jaki podły sposób ją potraktował. Niestety usłyszała głos dobiegający ze schodów, które prowadziły do jej pokoju.
  -Rose! Jesteś?-dziewczyna od razu rozpoznała swojego kuzyna.
  -Zostaw mnie samą! Nie mam ochoty z nikim rozmawiać.
  -Nie wygłupiaj się! Porozmawiamy? Kupiłem ciastka.-Nastolatek próbował przekonać kuzynkę by wpuściła go do pokoju.
  -Ciastka?! Brzmi kusząco.
  -To co, mogę wejść?
  -Jeszcze się pytasz?! Właź!
W pokoju pojawił się wysoki blondyn. Na twarzy Rose pojawił się trochę wymuszony uśmiech.
  -Niall! Ty żarłoku! Dawaj te ciastka bo zaraz sam je zjesz-zaczęła droczyć się z nastolatkiem Rose.
  -Dam Ci je pod jednym warunkiem... i wcale nie jestem żarłokiem. Ranisz mnie!- Niall udał dotkniętego.
  -Oj tam, oj tam! Nie bocz się już na mnie i daj mi to ciastko bo jestem głodna!
  -Dobrze, ale musisz mi obiecać, że nie będziesz już więcej przejmować się tym idiotą.
  -Nialler...ja, ja nie potrafię.- załamał jej się głos a w oczach pojawiły się łzy.-Rupert i ja tyle razem przeszliśmy... nie umiem zapomnieć o tym wszystkim przez kilka dni.
  -Wiem że ten dupek złamał Ci serce ale nie możesz się nim przejmować- próbował pocieszyć dziewczynę Niall.-Jak jeszcze raz jakiś idiota złamie ci serce to chyba go zabiję!
Na twarzy dziewczyny po raz pierwszy w ciągu dzisiejszego dnia pojawił się szczery, niczym nie wymuszony uśmiech. Rozmawiając z Niallem czuła się bezpiecznie. Wiedziała, ze może mu wszystko powiedzieć a on jej nie wyśmieje.
  -Mówiłam Ci już, że jakbyśmy nie byli rodziną to wyszła bym za Ciebie?
Obydwoje zaczęli się śmiać. Rose wstała z parapetu by udać się do toalety. Niall zmierzył ją wzrokiem. Jej długie, lśniące, brązowe włosy tego dnia były matowe i poplątane. zazwyczaj starannie dobrane ubrania dziewczyna zastąpiła starym dresem i rozciągniętym T-shirtem z motywem miasta. Jej twarz była popuchnięta i czerwona od płaczu.
  -Nie pozwolę Cię więcej skrzywdzić maleńka-pomyślał nastolatek. Nialler miał nadzieję, że jego kuzynka już nigdy nie natrafi na takiego palanta jakim był Rupert. Najpierw  mówił jej, że ją kocha a potem zdradził z najlepszą przyjaciółką.-Biedna Rose.
  -Ziemia do Nialla. O czym żeś się tak zamyślił- śmiała się z chłopaka dziewczyna. On nawet nie zauważył kiedy wróciła z łazienki i siedział z otwartą buzią na stołku.- żałuj, że siebie nie widziałeś!
  -Przepraszam. Jestem zmęczony.- wytłumaczył się chłopak
  -Nic się nie stało- Dziewczyna pocałowała blondyna w czoło.
  -Muszę Ci o czymś powiedzieć- ogłosił uroczyście chłopak- Tratatata! Ten o to mężczyzna, który stoi tu przed tobą dostał się się do x-factora.Będę grał w zespole razem z czwórką chłopaków.
  -Niall! Moje gratulacje.- uściskała chłopaka Rose.- tak się ciesze, ze twoje marzenia w końcu się spełniły.
  -Ja też się cieszę.
  -Znasz tych chłopaków? Jacy oni są? Jak śpiewają?- dziewczyna zasypała Nialla pytaniami.
  -Widziałem ich dopiero dwa razy. Wydawali się być mili. A z resztą jutro mam się z nimi spotkać w Orange Pekoe. Wiesz, w tej herbaciarni w Londynie. Może pojedziesz tam ze mną?
  -Ja? Będę wam tam tylko przeszkadzać.
  -Ty? Przeszkadzać? Chyba żartujesz.nawet tak nie mów. Przynajmniej będę mieć pewność, że nie będzie mi się nudzić, a ty nie będziesz siedziała sama w domu. A tak poza tym to nie masz wyjścia bo kupiłem Ci bilet na samolot.
  -No już dobrze, dobrze pojadę z tobą tylko mi więcej dupy nie zawracaj. Przynajmniej poznam przyszłe gwiazdy.- Uśmiechnęła się dziewczyna.
  -Do gwiazd nam jeszcze daleko ale może kiedyś wydamy płytę.- Nastolatkowie zaczęli się śmiać.

Następnego dnia:


  -Rose! Ubieraj się, bo się spóźnimy.
  -Już idę!
Zeszli razem na dół. Chłopak otworzył dziewczynie drzwi od samochodu i usadził ją na tylnym siedzeniu a sam zajął miejsce koło kierowcy.
  -Cześć mamo.- Przywitał się Niall i ucałował matkę w czoło.
  -Cześć ciociu!- Przywitała się Rose.
  -Dzieci zapnijcie pasy. Szybciej bo się spóźnimy.
Po przylocie do Londynu nastolatkowie udali się do małej, przytulnej herbaciarni. W środku czekało na nich dwóch uroczych chłopców. Niall pomachał do nich.
  -Cześć chłopaki! Poznajcie Rose! To moja kuzynka. Mam nadzieję że nie macie nic przeciwko by Rose posiedziała tu z nami?
  -Towarzystwo tak miłej osóbki chyba nie powinno nam przeszkadzać, co Zayn?- powiedział zaczepnie brunet zwracając się do chłopaka stojącego obok.
  -Oczywiście że nie Lou.- powiedział równie żartobliwie brązowooki szatyn o ciemnej karnacji.
  -Chłopcy! Trochę powagi, co? Zachowujcie się jakoś przy damie.- Niall udał zarozumiałego- Rose to jet Zayn.- Chłopak przypominający hindusa podał jej rękę.- a to Louis.
  -A gdzie reszta?- zapytała ciekawska Rose próbując stłumić śmiech spowodowany tańcem Zayna do piosenki, która leciała w radiu.
  -Harry powiedział, że się spóźni a Liam właściwie już...
  -Zayn! Debilu siadaj bo nas stąd wyrzucą.
Przy stoliku stanął wysoki brunet o lekko kręconych włosach.
  -Cześć! Jestem Liam.- Chłopak przywitał się z Rose- A ty jesteś kuzynką Niallera, tak?
  -Tak. Jestem Rose. Miło cię poznać.-Dziewczyna uśmiechnęła się słodko do młodzieńca.
Wygląd nastolatki przez jedną noc zmienił się nie do poznania.Wyglądała przepięknie. Ubrana była w granatową sukienkę za kolano i szarą marynarkę. Na ręce zwisał pęk kolorowych bransoletek. Włosy miała spięte w wysokiego koka ozdobionego fioletową kokardką.
W herbaciarni nastała niezręczna nisza. Przerwał ją telefon Louisa. Dzwonił Harrold.
  -Stary gdzie ty jesteś?Wszyscy na Ciebie czekają. Jak to w domu? Masz dziesięć minut i ani sekundy dłużej. Nie obchodzi mnie jak to zrobisz. Pa.-Wyraźnie zirytowany Louis schował komórkę do kieszeni- Ma dla nas jakąś niespodziankę- poinformował wszystkich chłopak
Po dwudziestu minutach wysoki, szczupły brunet o kręconych włosach stanął w drzwiach Orange Poke. Podszedł do grupy nastolatków i przywitał się ze wszystkimi. Haaza zrobił ogromne wrażenie na dziewczynie. Ubrany był w brązowe rurki, biały T-shirt z nadrukiem i czarną marynarkę.
  -To może nasz kochany Harry oświeci nas  troszkę i powie nam o jakiej niespodziance mówił- Niall powiedział to tak słodko i uroczo, że jedynie doskonały słuchacz wykrył by w jego wypowiedzi nutę ironii i kpiny.
  -Chłopaki! To nie jest sprawa do żartów. Musimy się lepiej poznać przed livami dlatego mama wpadła na pomysł żeby wypożyczyć nam bungalow ojca nad jeziorem. Co wy na to?
  -Świetny pomysł- krzyknęli chłopcy razem.- Mam nadzieję, że jedziemy niedługo bo mam dosyć siedzenia w domu- dodał Niall.
  -Mamy jechać za tydzień. Możemy tam siedzieć ile chcemy. Niall a może twoja urocza kuzynka zaszczyciła by nas swoją obecnością nad jeziorem?
  -Nie wiem Harry, a może sam byś się jej o to zapytał?- W tym momencie brunet spojrzał się znacząco na Rose. Ona zaś nie wiedziała co ma odpowiedzieć. Z jednej strony wiedziała, że nie chce zaczynać nowego związku. Wszystko było jeszcze zbyt świeże. Z drugiej strony chciała spędzić trochę czasu ze swoim ukochanym kuzynem i jego kolegami.